Retro rzadzą grą – ktoś jest zdziwiony?

Było tak rok temu, kiedy to kategoria klasycznych butów sportowych oraz retro, rosla z zawrotną prędkością od stycznia do października 2016 roku. To o pięć procent lepiej niż w analogicznym okresie w 2015 roku.

Zmienił się jednak najpopuarniejszy gracz retro – teraz nie są to już klasyczne buty koszykarskie, a biegówki i buty do tenisa (ehem). Oczywistym jest, że najbardziej klasyczne Air Jordan w dalszym ciągu są w poważnym i potężnym obiegu – bo kto nie czaił się na Air Jordan I w tych topowych kolorysykach, no kto?

Nie trzeba być jednak analitykiem i wielkim znawcą, aby zobaczyć, że praktycznie każda licząca się obecnie marka, robi retro i swoje półki sklepowe, czy to te wirtualne, czy fizyczne, zalewa butami, które widzieliśmy już lata temu.

Przykłady? Rzuć nazwę marki. Reebok? OK – Classic Leather. adidas! Superstar, Stan Smith, EQT. Puma – o tu się wygłupię i niby nie znajdę? Suede.

Diadora? Błagam – N9000. Nike? Nie zaczynajmy nawet. Nigdy nie przestały pojawiać się Air Force 1, obchodzimy właśnie 45-lecie Nike Cortez, pojawiały się Bruin, Air Max w praktyczni każdej kolorystyce włącznie z tymi wielkimi hitami jak kolaboracje z atmos, AM97 Silver Bullett, Internationalist, Pegasus. Converse? Chuck Taylor jest nieśmiertelny.

Wygrasz w miejscu Under Armour, ale z prostego powodu. Za krótko na rynku.

Popatrz po sklepach, zobaczysz, że żadnej marce nie brakuje ich starych, klasycznych butów, które zmieniały grę, zmieniały modę, albo prowadziły ją w inne kompletnie miejsce. Tak ziom, żyjemy w kicksowej stratosferze, nigdy jeszcze chyba marki nie dawały nam tak dużo jak obecnie.

Ale czy patrząc na półki sklepowe nie masz wrażenia, że brakuje czegoś nowego?! Nowej technologii, nowego podejścia, nowego wzoru, kształtu, nowego detalu? Pisząc ten tekst chciałem uderzyć w dzwon, że marki idą na łatwiznę i odkopują to co już było, to co przynosiło zyski i po prostu produkują stare w wielkiej liczbie kolorystyk i liczą dolary. No ale tak też nie jest.

Przede wszystkim obecne wydania retro to nie są te wydania retro, które mieliśmy na nogach 30 lat temu. To nie są już te same materiały, nie mamy doczynienia z tym samym sposobem wykonania. Ponadto retro jest przecież także wykonywane w oparciu o nowoczesne materiały, odchudzono AM90, odchudzono jedynki, zmieniono podeszwę w EQT, z ważącego półk kilo AF1 zrobiono but o wadze mniejszej niż biegówki w latach 90-tych.

O tak, czasami to przesada, o czym już pisałem i marki idą za daleko, szczególnie jeśli chodzi o hybrydy. Ale co obchodzi to normalnego człowieka, jeśli dostaje buta lżejszego i wygodniejszego, a wyglądającego niemal identycznie? Szczególnie jeśli mówimy o tych dobrze zrobionych hybrydach/przeróbkach, nie o potworkach, które tworzono po pijaku.

Z pamiętnika sneakerheada: Nie psujcie klasyki

Radzki, stop. Ale co z nowymi technologiami. Przecież realnie obecnie na rynku nie ma nic nowego. Tak i nie. Mamy Boost, technologię, której właścicielem jest BASF, mamy też Flyknit i pochodne w każdej innej marce, wcześniej był LunarLon czy Free. Mało? Prób jest wiele, albo i więcej. Zmienia się sposób wykonywania, technologie pozwalają na więcej, rozwój materiałów pozwala na więcej. Ale realnie, wymień z głowy momenty przełomowe – za taki uznaję Boost czy Flyknit. Wymień – wyzywam Cię. Air. That’s it. Mówię o tych, które zna przeciętny człowiek, bo UDOSKONALENIA oczywiście były.

Retro rządzi sceną. Jak długo? Nie zanosi się na szybką zmianę. Dlaczego? Bo nikomu się to nie opłaca, a wszystkie nowości od czasu pianki Boost, są po prostu boost (przestrzałem).