Albo aż.

Czujesz potrzebę potwierdzenia, że nie masz nawalone w głowie i bieganie za najważniejszymi z najważniejszych butów, które pojawiają się w wyhajpowanych i przehajpowanych magazynach, trochę Cię już męczy?

Chcesz zgłębić zajawkę na innym poziomie, ale wstydzisz się tego, że koledzy i koleżanki pojadą z ogromną beką? A może jesteś kimś, kto po prostu jeszcze nie wie czego chce, a po prostu chce dowiedzieć się czegoś o butach?

No to zapraszam do czytania tego właśnie wpisu, bo nie będzie o butach Kanye Westa, nie będzie o limitowanych wydaniach Air Jordan, ani kolaboracjach. Będzie o tym, co możesz ściągnąć z półki.

Nie bój się tego wpisu, będzie dla Ciebie. Bardzo, bardzo dla Ciebie. Ode mnie, z serca, z duszy, a także i portfela.

Spytam ironicznie, wiesz o tym, że istnieją inne buty niż Yeezy? Na pewno wiesz, bo kto nie wie. A wiesz, że to nie wstyd w nich chodzić? Tutaj masz problemy z odpowiedzią, prawda? No chyba, że nie jesteś hajpbestią, to wtedy mówisz – no pewnie, że wiem i pewnie, że chodzę.

Każdy z nas chodzi i to jest piękno pasji, którą dzielimy, ja Ty, Twoja koleżanka, Twój kolega. Może i rodzice, nauczyciele, znajomi i współpracownicy. W moim świecie są setki osób, które wiedzą co robię i co sobie gdzieś tam zbieram, kupuję. I często pytają mnie o obuwniczą poradę, której udzielam z olbrzymią przyjemnością. To Ci ludzie, których chcę także widzieć na blogu, nie zarażeni kolaboracjami, nie zarażeni limitowanymi edycjami, a podziwiający z dystansu, kupujący ładne, wygodne buty, które im odpowiadają.

I wiesz co? Ja też takie buty kupuję. Na moje stopy trafia więcej (nazwijmy je na potrzeby tego wpisu – normalne buty) normalnych butów niż Ci się wydaje. Co więcej, często jestem z nich bardziej zadowolony niż z tych limitowanych, niż z tych, które są cięższe do kupienia, ale czai się na nie cała armia.

Więcej zabawy i radości miałem, kiedy z pudełka wyjąłem adidas Gazelle, więcej przyjemności doświadczyłem gdy w ubiegłym roku wywalałem papiery wśród których kryły się Nike Pegasus 92. W ostatnich tygodniach w moje ręce wpadły kolejne buciki z cyklu – możesz ściągnąć je z półki, bo stoją tam i czekają na Twój ruch – tym razem to klasyczne Blazer Low SB oraz beżowe Diadora N9000 Double L z zielonymi i niebieskimi detalami. Takie wiosenne kolorki, przyjemne dla oka i duszy.

Zostańmy na chwilę przy Diadorze i jakości.

Dlaczego się cieszę? Bo w końcu zdecydowałem się na ruch w stronę Diadory – jakoś zawsze było coś ważniejszego – i kompletnie nie żałuję. Dlaczego, bo takie pytania też słyszę, co bardzo mnie cieszy. Ano dlatego, że za przyzwoitą cenę, dostaniesz buta, który będzie bardzo wygodny, bardzo fajny jakościowo. Tak, bardzo, bardzo fajny jakościowo. Za te pieniądze nie znajdziesz na rynku lepszej jakości. Zresztą nie jest to domena tylko Diadory, bo te mniej popularne marki dają nam to w standardzie – super produkty znajdziesz w Le Coq Sportif czy KangaRoos. Tę jakość gwarantują dopiero naprawdę mega dobre kolaboracje topowych producentów. Zwykły zjadacz chleba, który nie poluje na Yeezy, będzie zadowolony jak mało kto. Gwarantuję.

Ale moment, bo jakby odbiegłem od głównego wątku. W środowisku sneakersowym dominuje jeden but – Vans. Na ulicach domiunuje jednak coś innego, a Ty sneakerheadzie kombinuj, szukaj, eksploruj. Bo dopiero tutaj zaczyna się cała ta zabawa. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie jara to, jak na nogi wkładam kawałek historii. Tak prostej, tak łatwo dostępnej, ale jak zapomnianej w ostatnich dwóch-trzech latach, kiedy branża obrała inny kierunek. A Ty wiesz, a jak nie wiesz to właśnie Ci mowię, że to świetne uczucie nie wyróżniać się Ultra Boostem i Kawsem, a klasyką.

A jeśli myślisz, że to wstyd, to jesteś w błędzie. Adidas Gazelle, Blazer, Diadora N9000, Dunk, to świetne buty w mega dobrych cenach i jeśli Ty ich nie docenisz, wiedz, że doceni je ta osoba, która szuka dobrego, niedrogiego buta.

I powiem Ci na koniec (choć mam wrażenie, że cały czas nie padło tu dosadne stwierdzenie, które chodzi mi po głowie), że popełniasz błąd nie zwracając uwagi na buty łatwo dostępne w tym momencie. Duży, duży błąd. Trafisz na taki moment w swoim życiu, w którym przeklniesz przeszłość i powiesz, że w 2016 i w 2017 można było buta kupić bez problemu, a Ty wolałeś latać za czymś innym. Uwierz mi na słowo, uwierz tym nieco starszym od siebie, bo my wiemy, że tak było. Może niekoniecznie mieliśmy jak to przeżyć, ze względu na bardzo ograniczony dostęp do asortymentu butowego w latach 90-tych, ale tak było.

Zakończenie dla sneakergłów i początkujących graczy:

Nie bój się General Release – eksperymentuj, baw się butgrą, ona nie gryzie, a w najgorszym wypadku w Twojej szafie będzie but, który będzie używany podczas plenerowych imprez.

Zakończenie dla populacji nie grającej w butgrę:

Kupując buty GR, czyli General Release, które są łatwo dostępne, kupujesz najczęściej kawałek dobrej historii. Dlaczego? Bo zarówno wspomnanie Gazelle, Nike Air Max, Jordan Retro (tak łatwo teraz dostępne) i wiele, wiele innych modeli butów, to kategoria retro, które obecnie kupuje. Kupujesz dobrze biorąc wspomnianą Diadorę czy LCS, które są genialne jakościowo. Wręcz moim zdaniem wybierasz wtedy perfekcyjnie.

Enjoy!

Diadorę kupisz w StreetSupply