Wiesz, że nigdy nie oglądałem Ojca Chrzestnego?

Tak, komunikowałem to, że czasami będzie niebutowo.

W tym momencie wiele osób reaguje olbrzymim zdziwieniem, jak to nie oglądałeś Ojca Chrzestnego, to niemożliwe, wręcz nieprawdopodobne, że mogłeś ominąć taki film. Jakoś tak się złożyło, nie wiem w sumie dlaczego. Ten stan utrzymywał się bardzo, bardzo długo. Widząc jednak reakcję na moje braki filmowe, postanowiłem Ojca Chrzestnego nie oglądać specjalnie. Był to dla mnie znakomity argument do rozmowy, kiedy poznawałem nowych ludzi, gdy widziałem, że coś się nie klei, gdy brakowało tematów do rozmów.

Zaufaj mi, działało w 9 na 10 przypadków.

Wiesz, że mam drugą taką historię? Dotyczy ona miasta za granicą, do którego dostęp jest tak prosty i łatwy z Polski, jak włączenie w tym momencie Ojca Chrzestnego na DVD lub w jakimś serwisie streamingowym typu Netflix, czy Amazon Prime.

Wybierz się z nami w tę podróż – będzie czadersko

I tak, tym miastem jest Londyn, miasto, w którym mieszka tylu Polaków, ilu tylko możesz zliczyć. Miasto, w którym byli wszyscy ludzie, z którymi jadę, miasto, w którym była większość moich znajomych, sporo z nich tam pracuje, a także robi interesy. Miasto, do którego leci się dwie godziny, a bilety są czasem tańsze niż Pendolino do Warszawy.

Tak, nie byłem. Też się sobie dziwię, dziwili się też ci, którym o tym mówiłem. Mam wrażenie, że do tej pory nie chcą mi uwierzyć. Specjalnie dla tych, którzy tak mocno się dziwili – jadę. A w zasadzie lecę. I to nie z byle jakim towarzystwem, bo z Warszawy dołącza do mnie Zulu Kuki (zobacz co custom odstawił dla naszego ambasadora!).

I wiesz co będziemy tam robić? Zdjęcia. Będziemy łazić, robić foty, jeść, robić foty i zwiedzać sklepy. Potem wieczorem staniemy pod budynkiem MI5 (takie szpiegowskie tematy, wiesz James Bond etc) i znowu zrobimy sobie foty. A następnie pójdziemy do China Town. W międzyczasie odwiedzimy pewnie Carhartta, Billionaires Boys Club, Liberty London, Dover Street Market, CDG. Nie dotrwam, przynajmniej ja, do czwartku w Supreme, bo wracam w środę wieczorem, ale Kuki może stanie w kolejce. W sklepie będziemy, ale w normalny dzień.

A co najważniejsze, ja zachowam się jak typowy turysta, będę łaził, oglądał te wszystkie zabytki, zobaczę London Eye, Big Bena, Opactwo Westminsterskie, London Bridge, Hyde Park i Muzeum Sherlocka Holmesa. Poczuję w końcu ten klimat, który oglądałem z dachów budynków grając w Assasin’s Creed, stojąc wysoko i oglądając przepiękny widok industrialnego Londynu.

Może uda się też wpaść na kogoś z Top Gear. Oh, to by było. Może i pójdziemy pooglądać jakieś buty.

Zdajesz sobie też sprawę z tego, że największym wyzwaniem jest to, co znajdzie się na moich nogach. W związku z tym, że wyjazd jest 48-godzinny, stawiam na chwilę obecną na adidas Ultra Boost, ewentualnie Yeezy 350 V2, ale … jeśli pogoda dalej będzie miała być kapryśna (a tak się zapowiada), być może zdecyduję się na coś innego.

Paryż – ale ah, ten pociąg

Był też pomysł, taki pomysł, który miał zabrać nas z Londynu do Paryża. I nie byle jak, bo mieliśmy wbić się w pociąg – dokładnie w szybko jeżdżącego pod kanałem La Manche Eurostara. Ale … chcąc zaklepać bilet na kilkadziesiąt godzin przed wyjazdem, cena tego jakby nie patrzeć zajebistego tripu jak i samego pomysłu, jest zbyt wysoka, bo trzeba wybulić ponad 200 Euro za osobę. No cóż, następnym razem.

Aha, wiesz dlaczego piszę Ci to wszystko?

Na blogu przez chwilę będzie działo się nieco mniej, tak samo na Facebooku, ale obserwuj mnie na Instagramie i patrz w moje InstaStorty -> @SzczepanRadzki