Byłem i jestem niezwykle zdumiony tym, co wydarzyło się podczas wcale nie tak głośnej premiery Air Jordan I Bred Toe. But, co by nie mówić ładny, ale żaden przełomowy. Połączenie dwóch kultowych kolorystyk jest po prostu ok, jakość materiałów buta także jest ok. I już.

W związku z tym, że sklepy nie zrobiły głośnej premiery, głośne postanowiło być środowisko. Oh i to jak głośne.

Niestety, ten wpis zabrzmi jak obrona sklepów, choć wcale nią nie jest. Co sobie jednak pomyślisz, to już Twoja sprawa. Mnie ten internetowy krzyk przeraził. Co więcej, niestety kilka osób ten wpis urazi, ale trudno, wezmę to na klatę, jak przestaną tu wchodzić.

Panie i Panowie, drodzy uczestnicy sneakergry, ci którzy są w niej długo i krótko, ci którzy tylko ocierają się o powierzchnię, ale i ci, którzy są jej rdzeniem. Chciałem oficjalnie pogratulować. Nie wiedziałem, że tak silne, chcące dbać o przedłużenie rodu zwierzęce instynkty, odpalą się z takim pierdolnięciem.

I broń mnie jakikolwiek bożku, nie wytykam tu konkretnych osób palcem. Zachowanie i cała sytuacja, … to wszystko było po prostu niezwykłe.

Nie wiem co było w powietrzu w poniedziałek, po tym jak okazało się, że Distance nie ma wystarczającej liczby butów, aby uszczęśliwić wszystkich, ale wyglądało to jak apolakipsa zombie. Miałem wrażenie, że ten internetowy krzyk przykryje absolutnie wszystko, co w tym czasie działo się w internecie. Rozumiesz, miałem wrażenie, że Wykop wybuchnie i trafimy gdzieś na jedynkę, jak to kilku wariatów interesujących się butami, robi lamet, wzywa prokuraturę na internety i pali ludziom domy, za to że nie otrzymała swojej pary Air Jordan I Bred Toe.

Serio? Naprawdę? Zmieńcie proszę idoli, bo zachwycanie się nastolatkiem, który pierdoli bzdury w internecie źle na Was działa. Nie wiem, może warto przeczytać książkę, złapać jakiś kontakt z drugim człowiekiem, wyjść z dziewczyną do restauracji i nie być w tym czasie tylko roszczeniowo nastawionym gówniarzem?

Tak, ja też wymagam, też mam oczekiwania, też denerwują mnie panie i panowie na infoliniach. Firmy, u których mam wykupione usługi, też dają ciała. Kiedyś wpłatomat wciągnął mi 8.000 PLN. Ostatnie pieniądze, które miały być opłatą za kuchnię, którą właśnie kurwa kupiłem. Był piątek godzina 18. Trzy dni w plecy, kasy nie ma, muszę ratować się inaczej, bo typ w banku czeka na wpłatę.

Wiesz, to było zdarzenie losowe – stało się. Wpłatomat akurat się zresetartował, bo złapał zasięg.

Distance dostało buty, otrzymało wiele zamówień, więcej niż przewiduje ustawa, bo chłopakom coś się po ludzku spierdoliło. Nie jest to ich wina. Tak, może trzeba było reagować w weekend, może … Ale powiem Ci więcej, Ty poważnie myślisz, że ta firma nie chciała sprzedać X tysięcy par butów, na które miała zamówienia? No dlaczego miałaby nie chcieć? Jakby je miała, to pewnie każdy by je dostał. Nie miała. No i zrozum jeszcze jedno – odkręcanie sytuacji z płatnościami, jest chujowe na maksa. Nie dość, że człowiek, który zapłacił jest poszkodowany, bo ma zamrożoną kasę, to … wiesz, że firma może tracić hajs? No bo jak zapłacisz przez PayU, to nawet jak otrzymujesz zwrot, PayU swoją dolę bierze – tego nie odzyskasz – kumasz?

Zawsze można wycofać się ze sprzedaży

Co więcej, każdy sklep internetowy, może wycofać się z transakcji kupna-sprzedaży, tak jak może to zrobić kupujący. Prokurator, wujek w sądzie, mama w radzie adwokackiej, nic nie pomogą. Distance, Worldbox, Nike – nikt nie pójdzie z torbami. Nikt.

Życzenie śmierci, krzyki, zaklęcia mające sprowadzić raka, podpalanie domu i wszechobecna internetowa krytyka oraz wyzwiska. Tak to wszystko wyglądało przez dwa dni. Przepraszam, ale uczestniczenie w tym jest poniżej jakiegoś poziomu – mi, może ideologicznie, wydawało się, że chcemy pogadać, spotkać się, wymienić opiniami, poznać, poszerzyć wiedzę. Ale nie, tak nie jest.

SklepKoszykarza sprzedał ziomkom

Być może sprzedał, nie wiem, nie byłem w żadnym sklepie, nie siedziałem przy koledze, który obsługiwał zamówienia internetowo, no ale serio sądzicie, że ktoś informuje o premierze, wali banerem po oczach, a potem sprzedaje pod stołem? Sorry, żyjemy w kraju kombinacji, gdyby tak miało być, to buty pojawiły by się po cichu w sklepie, bez zapowiadanej daty premiery, bez zbędnego napinania. Wtedy łatwiej.

A Distance i SklepKoszykarza to nie jedyne miejsca, gdzie były problemy techniczne. Wspominałem już o Nike i złym przeliczniku waluty, ile razy wysypywało się coś na adidasie, w wielu zagranicznych miejscach także padały serwery, albo jakieś fragmenty magazynu. To się zdarza i częściej przy gorących premierach niż przy zwykłych zakupach.

I tak, jest tak, że wiele razy te wszystkie premiery, nie tylko w Polsce, ale i na zachodzie, wyglądają dziwnie. Ja wcale nie twierdzę, że wszyscy są krystalicznie czyści, ale nigdy nikogo za rękę nie złapałem i nie będę rzucał bezpodstawnymi oskarżeniami, bo nie wybrano mnie w losowaniu.

Frustracja była niezwykła

W jednym i drugim przypadku, wszystkie frustracje wynikały tylko i wyłącznie z tego, że komuś nie udało się tego buta kupić. Ale wiesz ile razy nie udało kupić się czegoś mi, albo moim kumplom? Czy ja, po akcji z Air Jordan 1 x Off-White powinienem iść do sądu? Aplikacja wyraźnie pokazała mi, że kupiłem. Jarałem się przedwcześnie nawet na grupie. Takich sytuacji, gdzie byłem blisko, gdzie witałem się z gąską – jeszcze przed uszczelnieniem systemów, miałem setki. Ile razy miałem po 8-10 par Yeezy w koszyku na adidasie i nie przechodziła tylko płatność. Ile razy płatność była realizowana, a potem nagle świat się kończył. Też mogłem zarobić. Jak Ty i Ty i Ty.

Godzę się jednak z tą porażką, wkalkulowane ryzyko, czasem coś się sypie, czasem ktoś jest szybszy, czasem komuś na stronie wisi but, bo system magazynowy się poskręcał w pół – tak kupiłem też Asics Gel-Sight Deser Rose. Ja wiem, że mam trochę inną perspektywę, bo mam tych butów więcej niż mniej. Obserwowałem ludzi, którzy kupują, kombinują, szukają swoich parek – oni siedzieli raczej cicho. W pewnym sensie rozumiem frustrację, gdy chcesz coś kupić, ale powiem wprost – nie przesadzajmy, TO TYLKO BUTY.

Ziom, rozumiesz, nie udało Ci się kupić pary butów – nie lekarstwa na raka, albo ostatniej kropli wody na pustyni. Nie weszło Ci z butami. Get over it!

I na koniec wyjaśnię Ci czemu podniesiony był taki lament.

Bo w sobotę, chwilę po europejskiej premierze, w USA skupowano buta nawet za 600 dolarów. Dzień później w okolicach 3 setek. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś chciał zarobić, ale jak już się nie udało, to zagryź wargi i daj sobie po prostu spokój.