Nie będę nikogo oszukiwał, że byłem i jestem jakimś wielkim fanem New Balance. Nie jest to podyktowane niczym szczególnym. Są modele NB, które mi się podobają, są też takie, które obchodzę szerokim łukiem. Tak jak w każdej innej marce i tak jak każdą inną markę New Balance także szanuję, bo historia i dokonania budzą podziw.

Wiesz, ja i New Balance, po prostu nigdy nie znaleźliśmy wspólnego języka. Nigdy się realnie nie czuliśmy. I nie ma w tym nic złego.

Są jednak takie momenty, w których trzeba spróbować nie tylko przybić piątkę, ale i porozmawiać chwilę dłużej i o czymś innym niż – co słychać/wszystko w porządku. Taki moment nastał dla mnie i New Balance przy okazji premiery modelu 247.

O temacie jest głośno, od Tokio przez USA i ogólnie cały świat, a teraz będzie także i w Polsce, bo premierę będą miały trzy sklepy – Wordlboxie, SBD i RunColors. W jednym sobie grzecznie będę, może coś fajnego będzie się działo, a jak nie to będzie okazja do zbicia żółwia z kumplami.

Dobra, o bucie miałem pogadać, a nie o pierdołach, bo gdy zmacałem 247, miałem wrażenie, że but jest niczym kształtna kobieta o aksamitnej skórze. I to ten typ, z którym może nie każdy chce być, nie każdy jest w stanie z typ typem wytrzymać, ale każdy zwraca na niego uwagę.

Macanki były szybkie, ale skuteczne. Skóra na bucie jest bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku, wykończenia stoją na dobrym i wysokim poziomie, a sam but ma bryłę rakiety. Niezależnie od koloru, wszystko gra jak trzeba. I tu ważna moim zdaniem informacja, bo na wielu zdjęciach wydaje się, że NB 247 pojawiły się w kolorach czarnym, brązowym i białym. Otóż nic bardziej mylnego w przypadku tego trzeciego – to nie jest biały, to kurewsko przecudowna kość słoniowa.

Po fotach moim ewentualnym wyborem był brązowy (kupiłem ostatnio całe czarne AM1 z iD i Will Leather Goods, więc czarne odpada), który wydaje mi się być mega atrakcyjnym kolorkiem. Ale ta kość słoniowa łapie za serce jak kobieta wamp, łapie i nie chce puścić, wykręca w każdą możliwą stronę, aż w końcu jesteś wrakiem człowieka, chlipiącym w rękaw terapeutki.

https://www.instagram.com/p/BPLXFOEja3J/?taken-by=szczepanradzki

I jak myślisz, dogadamy się z New Balance?

Nie wiem, nie czuję tego aż tak, nie dlatego, że nie czuję tego konkretnego buta, ale dlatego, że ciężko jest mi wyobrazić go sobie na mojej właśnie nodze. Nie zmienia to jednak faktu, że 247 bardzo mi się podoba, jest świetnie wykonany i ma w sobie jakąś delikatną magię, która leciutko mnie wciągnęła.

PS. Aha, jakby kogoś interesowało, to New Balance 247 stworzone są z trzech modeli – NB1300, 998 i 576, mają niezwykle wygodną podeszwę REVLite, która jest lżejsza o 30% od standardowej, a jego nazwa (to najciekawsze) pochodzi od 24/7, czyli w dużym skrócie NB sugeruje nam, że jest to but, w którym możemy spędzać długie godziny.