Ci z Was, którzy followują mnie na Twitterze lub wnikliwie czytają wcześniejsze notki, wiedzą, że mam najnowszy model butów sygnowanych przez Derricka Rose’a. Paczka z Adidasa dotarła do mnie w zeszłym tygodniu, ale dopiero w weekend znalazłem czas, by się dokładniej przyjrzeć zawartości.

Rozmiar ukryłem na zdjęciu, ale to US 9,5. Nie wiem, jak u Was z rozmiarówką w Adidasie, ale ja mam z tym problem. Musiałem się sporo namierzyć, żeby dobrać właściwy rozmiar butów do kosza (spytajcie w Kicksie, ile mi to zajęło). Zwykłe (miejskie) buty tej firmy noszę 10,5, a do kosza mam o rozmiar, czyli centymetr, mniejsze. A jednak po założeniu na nogi wydają się takie same. Dziwne.

W czarnym kolorze z czerwonymi i białymi akcentami wyglądają efektownie – ponacinana czarna skóra, pod którą jest czerwony materiał. Jest też jasna wersja kolorystyczna, ale ta mi nie odpowiada.

Buty są solidnie wykonane, zwłaszcza na połączeniach skóry z syntetykami. Dobrze, że w okolicach kostki zamiast skóry zastosowano miękki materiał, a z drugiej strony pięta jest sztywna. W środku nie ma grubych przeszyć czy szwów, zwłaszcza w miejscach, gdzie stopa się zgina, więc poza standardowymi miejscami, z obtarciami problemów być nie powinno. Materiał jest przyjemny w dotyku.

But ma bardzo fajną podeszwę z trzema charakterystycznymi pasami, które zaczynają się na pięcie i ciągną aż do samych czubków.

Do D Rose 3 podchodziłem sceptycznie, bo przez ostatnie dwa sezony używałem niskich butów. D Rose 3 sięgają za kostkę, mają długi i szeroki język, czyli wszystko to od czego odzwyczaiłem się grając w Kobe VI i VII, a ostatnio w Jordan CP3 V.

Jednak, jeśli chodzi o okolice kostki, wszystko jest w ok. Noga nie „czuje się” zakleszczona, język sprawia wrażenie zbyt dużego, ale po zasznurowaniu butów nic mnie nie uwierało – chyba także dlatego, że język jest miękki i wykonany ze skóry.

Jeśli jednak już jesteśmy w bucie, to nie wszystko jest idealnie. Adidas zastosował bardzo cienką wkładkę, którą bardzo łatwo można wyjmować i ponownie wkładać. Pewnie ma tu ułatwić dostęp do czujnika miCoach, który można umieścić pod prawą stopą (jest przygotowane na to miejsce – zdjęcie niżej), ale zakładając buty czułem się nie do końca komfortowo. Zwłaszcza w okolicach palców miałem wrażenie, że wkładka się przesuwa, zwija.

Początkowo myślałem, że to kwestia zbyt grubych skarpetek, ale założyłem nieco cieńsze i problem pozostał. W butach biegowych, które także mam z czujnikiem, wkładka jest nieco grubsza i nie przesuwa się w bucie.

Pierwsze wrażenia są takie: Z D Rose 3 na razie jestem zadowolony, ale nie można powiedzieć, że bije konkurencje o głowę. Było kilka modeli butów, o których wiedziałem już po pierwszej przymiarce, że są dla mnie stworzone i których mógłbym nigdy nie ściągać ze stóp. D Rose 3 do takich modeli jeszcze trochę brakuje.

To naprawdę dobrze wykonany but, materiały są przyjemne w dotyku. Jest lekki, dobrze leży na nodze. Teraz czas na test w „praniu”, czyli D Rose 3 na parkiecie.