TagiZus

Rzeczy zbędnych należy się pozbyć – czyli o ZUSie i ludziach

W moim życiu i pracy nie potrzeba rzeczy zbędnych. Jedynymi zbędnymi są te, które dają mi radość, zadowolenie, chwile oddechu czyli najzwyczajniej w świecie trochę szczęścia – idąc tym tropem, nie są one zbędne.

Co jest mi zbędne? Na przykład ZUS. Urząd, który chce ode mnie tysiąc złotych miesięcznie za to, że po prostu jest. Nie, niech mi nikt nie wciska kitu, że ta instytucja jest mi w jakikolwiek sposób w stanie pomóc w potrzebie. Nie będę miał emerytury, to nie wchodzi w grę.

Tysiak miesięcznie wyrzucany w błoto. A mógłby iść np. na moje konto emerytalne. Ale MOJE. I co? Mam 35 lat do emerytury, której i tak nie będę miał. Odpowiedzi na trudne pytania są proste, albo musimy rozłożyć równanie na części pierwsze, bez ideologicznego pierdolenia na prawo i lewo, które wciska nam system w jakim żyjemy.

1000 złotych miesięcznie pomnożone przez 12 miesięcy to 12 tysięcy złotych. Przez 35 lat uzbiera się w MOJEJ szufladzie 420 tysięcy złotych. Będę miał wtedy 67 lat. Ile pożyję? 12-15 lat? Przy tej drugiej opcji wychodzi 2333 złote miesięcznie. Może nie są to wielkie pieniądze, ale na pewno większe niż da mi to państwo.

A pamiętajmy jeszcze o tym, że w momencie kiedy pieniążki zainwstujemy, nawet bezpiecznie, nasza ‘emerytura’ się zwiększa.

Innym bezdennie głupim pomysłem jest zatrudnianie lub współpracowanie z ludźmi, którzy jak się z perspektywy czasu okazuje, są dla nas balastem. Moja praca, tak jak i środowisko, w którym się obracam, nauczyła i nauczyło mnie, że praca nie jest związana z bezmyślnym przepisywaniem, wklepywaniem cyferek w rubryki, a z rozwiązywaniem problemu.

Chodzenie po ścieżkach schematu jest bezwartościowe. Co mi z księgowości, która wklepie moje faktury w system, wyśle do US i załatwi PIT, ale nie rozwiąże moich problemów? Nic. W pewnym momencie sam poświęcę 3h miesięcznie na to, żeby sprawę załatwić, bo po prostu się tego nauczę i zapłacę tylko kiedy bedę potrzebował porady w sprawie kłopotliwej i wymagającej znania przepisów.

Prawnika zatrudniam po to, żeby rozwiązał mój problem. Facet musi znać się na prawie, ale szukać możliwości. Firmę od PR czy marketingu po to, aby załatwiła sprawy, na które nie mam czasu, wskazała kierunki, zaproponowała rozwiązania pasujące do mojego biznesu.

Mechanika zatrudniam nie po to, żeby stukał młotkiem, ale wiedział jak stukać i znalazł przyczynę usterki.

Nie potrzebuję ludzi i instytucji, którzy tracą mój czas i pieniądze. Nie potrzebuję kogoś, kto mówi mi – takie mamy przepisy. W moim życiu i pracy sprawa jest prosta: potrzebuję XXX YYY ZZZ.

Jak ma to być załatwione? Kogo to obchodzi? Ma być załatwione.

EDIT: