Taginike

Gdyby nie spóźniony tramwaj, nie byłoby tego wpisu

San-Francisco-Tramline_www.FullHDWpp.com_

Podstawowa zasada biegania w zimie? Ubierasz się tak, jakby było mniej o siedem stopni, bo organizm się rozegrzewa, a nie powinien się ugotować. To jedna, druga o której mówi się niezbyt często mówi o tym, że zaczynamy biegać i kończymy pod domem, aby nie zmarznąć.

No to tą drugą dziś mocno złamałem. Myślę, że mogłoby to mnie kosztować nawet zapalenie płuc. Generalnie nawet w lecie biegam tak, żeby raczej mieć bliżej do domu niż dalej, jest to chyba zrozumiałe.

Dziś rozpoczęły się moje treningi z elektronicznym trenerem Nike+ (nie bawiłem się tym wcześniej, a mam ochotę sprawdzić co da sugerowane przygotowanie). No i na pierwszy rzut, zamiast spokojnie zrobić pół trasy w jedną stronę i wracać połówkę w stronę domu, postanowiłem zrobić całość w jedną – tak zwaną – mańkę.

Dlaczego? A bo na jej końcu jest przecież sto metrów do przystanku tramwajowego, to sobie wrócę.

Ogólnie ubieram się ostatnio trochę cieplej, bo nie wiem czemu w tym sezonie wybitnie marznę i nawet przy +5, wkładałem warstw, które rok temu spokojnie wystarczały mi na -3, może nawet na -5 stopni. Dlatego też miałem na sobie bluzę Nike opartą na shieldzie, bieliznę termoaktywną i dodatkowo kurtkę, Nike Element Shield którą kupiłem kilka godzin wcześniej. Promocja tysiąc, bo zapłaciłem 419 złotych zamiast 729 (a widziałem, że w niektórych miejsach trzeba było wyciągnać z portfela nawet 800 złotówek).

Strzeliłem kawę i poszedłem w tango, które jest się w stanie zatańczyć samodzielnie.

Już od początku byłem mile zaskoczony – nie było zimno, wiaterek nie dawał się we znaki – super. Skończyłem trasę – sam bieg nie ma znaczenia w tej opowieści – i delikatnie truchtając doczłapałem się do przystanku przy Stadionie Wrocław.

Btw – przy obecnej formie nie dałbym rady wrócić biegiem do domu. To tak dla ciekawskich i prychających z pogardą.

Odwołali jeden tramwaj. Nic to, za trzy minuty jest następny, porozciągam się przy okazji. Kolejny. I kolejny. Wdałem się w dyskusję z jakimś panem, pogadaliśmy, w tym czasie nie przyjechały kolejne 4 tramwaje. W sumie stoję już 23 minuty, no chyba ktoś upadł na głowę. Po drugiej stronie obiektu jest inny przystanek, 600 metrów w stronę domu inny, z którego jadą inne tramwaje. Dobra, idę, bo ostygłem i czuję, że zaczyna robić mi się chłodno.

Tak, dopiero po 23 minutach stania w temperaturze zera stopni, totalnie spocony i zgrzany, zaczęło mi się robić chłodno. Pomyślałem – działa cholerstwo.

Ale, żeby nie było nudno, to historia ma swoją puentę. Ruszyłem i … 20 sekund po tym podjechał pierwszy tramwaj. Jako, że robiłem spokojny truchcik, nie było szans, żebym na niego zdążył. Kolejne kilka sekund podjechał kolejny.

Całe szczęście, że nikt nie nagrał mojej kwiecistej i jakże zaawansowanej łaciny, ale uwierzcie mi, słownik wyrazów brzydkich wzbogaciłby się o sporo pozycji, a ja gdyby ktoś to słyszał, o kilka pozwów o zniesławienie prezesów, motorniczych, prezydentów i innych urzędników.

Dobrze, że Nike nie zawiodło.

 

Halloween: złap ducha

Będę duchem, przynajmniej przez chwilę.

Imprezy biegowe, podczas których masz podejść do startu i dobiec do mety, to bardzo fajna, ale nudna zabawa. Przyciągają raczej już biegających, ale z trudem docierają do tych, których bieganiem chce się dopiero zainteresować.

Tutaj z pomocą przychodzi opowiadanie historii (ten amerykański, wspaniały storytelling, tak popularny w marketingu) – którą oczywiście trzeba wcześniej wykreować. Historię złap ducha (Catch The Ghost) podaje nam w tym roku na tacy Nike, które na Halloween promuje swoją nową kolekcję z odblaskową kurtką.

#Flashrun Catch The Ghost jestem zajarany jak świętami gdy byłem małym dzieciątkiem.

Zacznijmy od tego jak wygląda impreza – w Warszawie chwilę przed Halloween pojawi się trzydzieści osób, które zostaną ubrane w kurtki, które świecą w ciemności. Uczestnicy goniący duchy, będą musieli zrobić zdjęcia tych uciekających.

Dość opowiadania i marudzenia, impreza wygląda mniej więcej tak.

Niech mi nikt nie mówi, że nie ma tutaj dużo zabawy i frajdy. Trzy dni przed imprezą, swój udział w wydarzeniu potwierdziło już prawie 1,5 tysiąca osób, kolejne 850 jest obecnie niezdecydowanych.

Dziwne? Wcale. A duchami będą m.in. Przemysław Iwańczyk ze Sport.pl, czterokrotna zwyciężczyni Biegnij Warszawo Iwona Lewandowska, zwycięzca Maratonu Warszawskiego Yared Shegumo, medalistka mistrzostw Polski na 800 metrów i modelka Joanna Jóźwik, pełno duchów z blogosfery biegowej (w tym Adam Klein z Bieganie.pl, Biegaczka.com.pl, Amator Runner, Arvid Juneja z Fitback.pl, Piotr Ślęzak z Wbiegu24.pl) atrakcyjne trenerki i miłośniczki biegania, znajomi dziennikarze, ale także artyści i muzycy, w tym W.E.N.A.

Pełną listę duchów możecie zobaczyć na blogu Nike Running Poland

Już 30 października czekam na Was na trasie, będzie rewelacyjnie :-)