Czy wy naprawdę myślicie, że jakikolwiek sportowiec zawodowy hoduje mięśnie na kurczakach i białym serku, a potem idzie i niczym niesiony na skrzydłach miłości z palcem w nosie ustanawia rekord w biegu na 100 metrów?

Przestańcie się oszukiwać. O ewentualnej czystości sportu możecie rozmawiać w kontekście mojego biegania, które ostatnio co chwilę kończy się jakąś kontuzją.

No i nie do końca jest to bieganie czyste, bo namiętnie żrę garściami BCA i wyglądam jakbym wciągał kokainę prosto z dwustu kilogramowego worka.

Amatorzy na siłowni, którzy chcą wyglądać fajnie, żeby laski sikały po nogach wciskają w swoje gardła kilogramy różnego rodzaju odżywek tak naturalnych jak proszek do prania. Spalacze tłuszczu, kleje do mięśni, budulec czy inny xplode, po którym wrzucasz dwunasty bieg.

Jak w tak amatorski sposób robią to Ci, którzy sport uprawiają dla przyjemności zaliczenia kolejnej lub kolejnego, to co robią sportowcy, ci prawdziwi sportowcy, walczący o ogromną kasę, sławę i rekordy?

Lance Armstrong, Marion Jones, afery wokół kobiet błędnie branych za mężczyzn pochodzących ze Wschodnich Niemiec, Carl Lewis, Ben Johnson czy Myślicie, że to odosobnione przypadki?

Mylicie się. To wierzchołek góry lodowej. Ten temat elektryzuje, jest pieprzonym, ogromnym tabu, które zawsze jest pokazywane w kontekście ogromnego skandalu.

Nigdy w kontekście tego, że widzowie chcą bohaterów, chcą poczuć jak piorun zapieprza i bije kolejne rekordy. Chcą widzieć koszykarza, który rzuca 80 i więcej punktów i przez 100 spotkań jest bogiem na parkietach, herosem. Ludzie chcą mieć się z kim identyfikować, ale nie z kimś śmiertelnym. Jarają nas rzeczy, których sami nie potrafimy zrobić, coś ekscytującego, coś wspaniałego.

Myślicie, że tym facetom i zajebiście wyglądającym laskom, śmigającym po bieżniach jak majestatyczne gazele jest łatwo? Nie jest. Czy ja ich właśnie usprawiedliwiam? Hell no. To system, to my wszyscy wykreowaliśmy taki, a nie inny świat wartości w sporcie i przymykamy oko do momentu, aż ktoś wyraźnie nie pokaże nam tego, że nasi idole nie są tak krystalicznie czyści jakby nam się wydawało.

Idea sportu olimpijskiego upadła. Zdechła, umarła niczym trafiona bombą atomową Hiroszima. Nie ma jej od lat i nigdy już nie będzie. Kibice żyją w przeświadczeniu i za cieniutkimi szybami zamazanymi na czarno, które nie pozwalają dostrzec tego co naprawdę dzieje się w świecie profesjonalnego sportu.

A tam dzieją się cuda na kiju. Szpital polowy, laboratorium z najwyższej półki, którego mogliby zazdrościć nawet w NASA.

Kibice nie chcą wiedzieć o tym co dzieje się w szatniach, nie chcą wiedzieć o tym co dzieje się w zamkniętych pomieszczeniach za (przeważnie) szczelną kurtyną. WADA (wiecie, ta agencja, co pilnuje niby czystości w sporcie), co jakiś czas strzela w dużą gwiazdę i udaje, że wszystko jest ok, działa jak należy i jest strażnikiem pieprzonej moralności, o której już sama dawno zapomniała.

Bo zadajcie sobie pytanie – czy WADA ma interes w czystości sportu? Teoria spisku mówi mi, że nie, ale to temat do innej dyskusji.

Wy nie chcecie normalnych ludzi, którzy jak ja, z wielkim brzuchem, tytanem w nodze, pokonają 12 kilometrów i prawie zdechną. A do tego zrobią to w tempie babci z balkonem, albo i wolniej. Nie. Wy chcecie – jak już wspomniałem – bohaterów, niedoścignionych wzorców, kogoś, kogo będzie można pokazywać na okładkach czasopism.

Absolutnie nie zarzucam nikomu koksowania, brania dopingu. Nie usprawiedliwiam. Ale też nie stawiam na stosie zapieprzając dookoła z zapaloną zapałką.

Problemem nie jest to, że sportowcy i ich lekarze są kilka kroków przed przepisami i testami. Problemem dopingowym jest to, że pozwalamy na to, do momentu kiedy ktoś nie wpadnie. Wtedy każdy z nas jest pieprzonym księdzem i świętym, który w duchu myśli o małym chłopcu. Niczym w tym kawale z batonikiem w tle.

Zobacz też: Jak nie radzić sobie w kryzysie

6 KOMENTARZE

    • Zgoda, to bardzo dyskusyjna sprawa. Niby sportowiec inwalida, ale tak naprawdę, paradoksalnie jego protezy przy tym jak sportowcy pracują achillesami, etc, są (proszę nie odbierać tego źle) udogodnieniem.

      • Okrutnie to co napiszę, ale dobrze że Pistorius ma na głowie inne problemy niż pchanie się do sportu pełnosprawnych. I liczę, że długo nie będzie następcy, który będzie starał się postawić znak równości między tytanowymi szynami i łożyskami a zwykłymi kolanami pełnosprawnych sportowców :).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here