Nie byłem w stanie wymyślić bardziej przyciągającego tytułu. To po prostu niemożliwe, bo te trzy słowa, które tam zamieściłem są najważniejszymi słowami ostatnich 50 lat.

I nawet nie wiecie jak bardzo cieszę się, że we Wrocławiu w sobotę zaczyna się turniej, podczas którego ośmiu graczy i trener Zagórski, zasiądą na trybunach Hali Ludowej.

To już trzecia recenzja ksiązki Marka i Łukasza Ceglińskich, którą napisałem. Pierwsza powstała dla MVP Magazyn, druga dla portalu Wroclaw.pl, a trzecia, opublikowana w pierwszej kolejności, na moje prywatne potrzeby.

Łukasz mówi mi, żebym już przestał. Ja mówię, że kontaktuję się z ESPN i Sports Illustrated, aby i tam pojawiły się informacje o Srebrnych Chłopcach Zagórskiego.

Dlaczego? Bo bez dwóch zdań ta książka jest jednym z najważniejszych jasnych punktów ostatnich lat jeśli chodzi o koszykówkę w Polsce. Nie tylko przypomina nam o tym, że Polska zdobyła kiedyś srebrny medal Mistrzostw Europy, nie tylko przedstawia nam tych wspaniałych i wielkich zawodników, których – GWARANTUJĘ – sporo osób nie zna nawet nazwisk, nie tylko pokazuje czasy i realia w jakich wtedy się żyło, ale też pozwala nam poczuć atmosferę jaka towarzyszyła kadrze Witolda Zagórskiego.

Płakałem, śmiałem się, denerwowałem, podziwiałem. Opisy tego jak Inżynier Olejniczak krył słynnego Radivoje Koraca są taktycznym majstersztykiem. Historie z życia absolutnie każdego z tych koszykarzy, powinny być wykładane na zajęciach z socjologii, politologii i historii. Przykład Witolda Zagórskiego, trenera którego chwalili Hubert Wagner i Kazimierz Górski, to przykład długofalowej pracy z jednym zespołem – świetny trener (i jak mówi Łukasz rewelacyjny człowiek) pracował z kadrą … 14 (!) lat.

Czy ktoś z Was wiedział, że Wrocław jeszcze chwilę przed Mistrzostwami Europy w 1963 roku był miastem zamkniętym? I nie z powodów politycznych, ale dlatego, że w mieście panowała ospa. Oczywiście, że wiedział, bo od trzech miesięcy dużo mówi o tym Łukasz Cegliński. Gdyby nie on i jego tato Marek, zapewne pamiętaliby o tym tylko ci panowie, którzy zakładali na szyję  srebrny medal Eurobasketu.

Wiecie co znaczyła koszykówka w tamtych czasach? Powiem tyle – piłka nożna, która w tym momencie stoi w świetle reflektorów, mogła prosić choćby o jeden drobny snop światła, którym oświetlana w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych była koszykówka made in Poland. Gwiazdami, celebrytami, elegantami, wyznacznikami mody, stylu i szyku, a także tymi cool gościami, którzy zwiedzali świat byli wlaśnie koszykarze. W kosza grali przyszli aktorzy, politycy, prezesi i właściciele film, znakomici dziennikarze.

Po prostu elita. Ale nie tak jak teraz, elita nocnych klubów, balang, densingów i pokazywania się w nowych furach, wśród półnagich lasek przysłanych przez sponsorów. Oni byli ELITĄ, która udowadniała to w pierwszej kolejności na parkiecie. Dla których właśnie to było istotne, reprezentowanie kraju, wygrane, bez zbędnego gadania.

To oni, znajomi Billa Russella, Reda Auerbacha i innych wielkich nazwisk historii NBA. Oni, przez tych graczy i wielkich trenerów doceniani i również podziwiani.

Nie jestem w stanie wymienić wszystkich historii, jakie przeczytałem w książce Marka i Łukasza Ceglińskich, bo wiedzy jest w niej niemal tyle co w encyklopedii.

Wiem natomiast jedno – dzięki Srebrnym Chłopcom Zagórskiego jestem człowiekiem bogatszym i bardziej świadomym tego jak wyglądała koszykówka w Polsce, jak wiele znaczył dla nas ten sport oraz jak dużo zawdzięczamy Witoldowi Zagórskiemu i jego kadrze.

Za to serdecznie dziękuję, autorom publikacji i przede wszystkim tym, których historia została w książce opisana. Jesteście wielcy Panowie. Wszyscy.

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKomitety kolejkowe! Sorry wolę być debilem
Następny artykułTBL: Obowiązujące hashtagi
Szczepan Radzki
Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

3 KOMENTARZE

  1. Byłem na turnieju.Oprawa przez decybele [za głośno] beznadziejna.Krzesło drżało podczas prezentacji że niemożna było słyszeć kto wychodzi.A muszę powiedzieć że byłem chyba nielicznym kibicem co widziałem ten sukces na żywo!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. @Czesław – zgoda co do decybeli, taki trend funkcjonuje ostatnio w każdej hali i organizatorzy meczów nie są w stanie zrozumieć tego, że to przeszkadza, a nie tworzy fajną atmosferę.

    Zazdroszczę bycia świadkiem tego sukcesu 🙂

  3. Już gratulowałem Markowi i Łukaszowi świetnej książki, którą wczoraj nabyłem na spotkaniu z trenerem Witoldem Zagórskim w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Gratuluję tez recenzji książki. Jaka to była przyjemność oglądać na parkiecie tych wspaniałych zawodników, a dla mnie ogromna satysfakcja z tego że mogłem również jako młody junior wspólnie biegać na parkiecie z Januszem Wichowskim, Leszkiem Arentem, Staszkiem Olejniczakiem, Andrzejem Pstrokońskim i grać przeciwko Łopatce, Langiewiczowi, Piskunowi. Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here