Nie zaklinajmy rzeczywistości

Nie zgadzam się, nie chcę tego słuchać, nie sądzę, że to właściwe, mówić takie rzeczy.

Polska na zakończenie Eurobasketu wygrała z gospodarzem Mistrzostw Europy Słowenią 71:61 i z bilansem 1:4 odpadła z turnieju.

Już w trakcie meczu bałem się, że zwycięstwo nad Słowenią odbije się nam czkawką i usłyszymy z ust władz związku oraz całej rzeszy kibiców totalny bełkot, którym jest mówienie o szczęściu, zagraniu jednej dobrej akcji więcej, ponownym szukaniu pozytywów i zaklinaniu rzeczywistości.

Nie to, żebym wieszał psy jak się tylko da, bardzo cieszy mnie zwycięstwo kadry w mecz ze Słowenią, ale nie możemy dać się zwariować i patrzeć przez mgłę, którą ten mecz rzucił na nasze oczy i umysły.

Przegraliśmy na Słowenii cztery mecze. Liczyliśmy na tą kadrę, liczyliśmy na sukces, chcieliśmy go, bo dzięki fajnym transmisjom w telewizji w Polsacie Sport oraz dzięki platformie Ipla, ten turniej był na wyciągnięcie ręki dla wszystkich i mógł popularyzować naszą ukochaną dyscyplinę sportu. Liczyliśmy na odrodzenie koszykówki dzięki sukcesowi, który kadra przywiezie ze Słowenii.

Srodze się zawiedliśmy. Wiedzą to gracze, wie to sztab szkoleniowy, wiemy to my. Nasze emocjonalne, często mocne komentarze nie wynikają z tego, że nie wierzymy, że chcemy kogoś obrazić, że uważamy, że ci goście, którzy biegają po parkiecie w koszulce Polski nie umieją grać w koszykówkę. Wynikają z rozczarowania tym co widzieliśmy i chyba żaden absolutnie zawodnik tej kadry się temu nie dziwi.

A przynajmniej nie powinien.

[quote style=”1″ author=”Thomas Kelati”]Graliśmy bez serca i bez jaj[/quote]

My chcieliśmy walki, chcieliśmy zobaczyć jak oni schodzą z parkietu poobijani, ale szczęśliwi, bo z literką W w kolumnie wygrane. Dostaliśmy co innego, dostaliśmy spektakl, który nie mógł się podobać, bo – powtórzę się – przegraliśmy cztery mecze. Nie przegraliśmy ich pechowo, z Gruzją i Hiszpanią dostaliśmy łomot, a w tych spotkaniach, które były na styku (przynajmniej w końcówkach) popełniliśmy karygodne błędy. Wszyscy pamiętamy jak wielkie lotnisko miał przed sobą dwa razy Lubos Barton gdy rzucał nam trójki z rogu. Wszyscy pamiętamy idiotyczną (tak, tak, idiotyczną) kanonadę z dystansu na jakieś dwie minuty do końca meczu z Chorwacją, gdy przegrywaliśmy tylko trzema punktami. Mieliśmy czas, na to, żeby zagrać spokojnie, wybronić akcję. Ktoś powie – byliśmy zmęczeni. Ja powiem – bullshit. Po drugiej stronie, tam gdzie nasi rywale, stali ludzie, nie roboty z filmu Sci-Fi, nie niezwykle silne maszyny, ale złożone z takich samych mięśni, ścięgien i kończyn istoty ludzkie.

Dlatego nie zgadzam się z tym, że było blisko, że zabrakło troszeczkę i mielibyśmy upragniony awans i Bóg jeden raczy wiedzieć co dalej. Zabrakło agresji, zabrakło tego co charakteryzowało inne zespoły, a co zobaczyliśmy w meczu ze Słowenią. Brakowało minięcia z obwodu, stworzenia zagrożenia w ten sposób, stworzenia sytuacji, w której obrona będzie musiała zrotować i wytrąci ją to z rytmu, brakowało zęba w obronie, bo tam często gra charakter. Graliśmy cztery mecze na stojąco, w sposób który łatwo określić jako archaiczny.

I nie, nie chcę rozpieprzać (jak ktoś na Twitterze już mi zarzucił) tej kadry w drobny mak. Nie jestem zwolennikiem zwalniania Dirka Bauermanna już teraz, nie jestem też jego obrońcą. Zgadzam się w pewnym sensie z Łukaszem Koszarkiem, który mówi otwarcie – daliśmy ciała jako zespół. Zgadzam się z Thomasem Kelatim, który mówił przed Słowenią, że grali bez serca i bez jaj. Ogromny szacunek dla Michała Ignerskiego i wszystkch jego kolegów, którzy byli w stanie stanąć i powiedzieć, że zagraliśmy źle. To wymaga odwagi, wymaga zrozumienia powagi sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Nie rozumiem dlaczego mówiący tak dużo Marcin Gortat nagle zamilkł i chciałbym w końcu usłyszeć co ma do powiedzenia. Nie zgadzam się też z tym co słyszałem od komentatorów i ekspertów telewizyjnych w pomeczowych komentarzach po Słowenii – ten mecz to było prawdziwe oblicze tej kadry. Nie, nie był. Nie był w tej najprostszej i najważniejszej statystyce, w której – powtórzę po raz kolejny – możemy pochwalić się bilansem 1:4. Bo takie jest oblicze tej kadry.

To co stało się na Słowenii boli, ale nie ubierajmy teraz tego w piękne słowa, bo – tak, znowu się powtórzę – wszyscy widzieliśmy co się stało. Zachowajmy się jak faceci, weźmy wszyscy to na klatę, a w PZKosz niech pracują nad tym, aby w eliminacjach do kolejnego Eurobasketu nie spotkać się z wielkim zawodem, awansować na ukraiński turniej.

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

2 CommentsDodaj komentarz

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *