Jestę kibicę

Dlaczego czasem nie możesz być kibicem, czyli historia, która Was nie zaskoczy.

Zawsze chciałem mieć na koncie trochę więcej zer niż mam. Zer, które są poprzedzone jakąkolwiek cyfrą, bo nic z jednym zerem, czy też nic z dwunastoma zerami nie robi mi różnicy. Zawsze myślałem, że będę mógł wtedy robić co chcę i nikomu nic do tego.

Chcemy łamać konwenanse, bo chcemy być buntownikami. Szukamy bohaterów, którzy walczą z systemem, którzy są Don Kichotami i pomimo tego, że nie wygrają, podziwiamy ich jak wielkich, wspaniałych herosów. A jak przychodzi co do czego i ktoś ma inne zdanie, ktoś wybiega poza granice naszego postrzegania, obruszamy się i zastanawiamy – jak możesz.

Schematy komunikacyjne, schematy zachowań, protokół dyplomatyczny (co myślicie o tym, że Barrack Obama poklepał Bronisława Komorowskiego?), savoir-vivre, czyli w wielu przypadkach po prostu konwenanse. 

Ale i tak lubimy buntowników. Dlaczego cała koszykarska Polska nie lubi więc Janusza Jasińskiego, który nieszablonowo, kontrowersyjnie (sam mówi, że ciekawie), komentuje otaczający go, koszykarski świat?

I wcale nie będę bronił właściciela Stelmetu, nie mam zamiaru, nie mam nawet najmniejszej ochoty. Nie rozumiałem, do wczoraj, zachowania, które wszyscy widzą w telewizji, słyszą w radio i czytają w prasie. Zrozumiałem po kilkunastominutowej rozmowie, którą na zdjęciu uwiecznił Paweł Łakomski. 

Btw – kolekcjonerbutow.pl mówi, że na nogach Air Jordan V Laney, jakby ktoś pytał ;)

BpO1xBjIAAAu14k

Janusz Jasiński to po prostu kibic. Taki jak pan z sektora E z szalikiem, jak pani siedząca przy koszu w koszulce z herbem swojego klubu. Taki sam jak każdy inny, który przeczyta ten wpis. Powiedział mi to sam (delikatnie parafrazuję) – jestę kibicę

Zrobiłem wielkie oczy.

Ale czy Janusz Jasiński, jak i kilku jego poprzedników może być zwykłym kibicem? Szef Stelmetu spytał podobnie – czy ja nie mogę być zwykłym kibicem? Ja nim jestem. 

Moja odpowiedź jest krótka. Nie.

Krwista masakra ślepca

Nie dlatego, że nie pozwalam na to ja, moje zdanie nie jest wyrocznią. Nie dlatego, że nie pozwala na to fan Turowa, Stelmetu, Czarnych, Miami Heat czy Spurs. Raczej dlatego, że szkodzi swojemu klubowi. Pan Janusz w rozmowie, generalnie bardzo spokojniej, skupiał się na tym co robi Turów, co robią inni, jak postępują i kto czego złego nie zrobił w stosunku do jego klubu. Wskazując oczywiście przykład Piotra Stelmacha i tego, że wraz z Saso Avlijasem oszukali rok temu Stelmet. Rozdrażniony powiedział nawet, przyznał że traktował Turów jak starszego brata. I tak, tak było, bo Turów i Stelmet zawsze żyły w zgodzie i przyjaźni na wielu frontach.

Rozumiem frustrację, gdy ktoś zrobi cię w wała. Sam również to przeżywałem. Ale Panie Januszu, od Pana, wymagam ja, a także i pana zielonogórscy fani, dużo, dużo więcej. Jest Pan biznesmenem i to takim z dużymi sukcesami, prowadzi Pan firmy, które pozwalają Panu żyć na poziomie, którego wielu z nas nigdy nie skosztuje. Wie Pan więc jak robi się biznes, spodziewałbym się więc mniej emocji, więcej chirurgicznych i perfekcyjnych cięć. Oszukali mnie? Koniec współpracy w jakikolwiek sposób i na jakiejkolwiek płaszczyźnie. W biznesie skupienie jest na sobie. Dziwię się, że w koszykówce Pan Janusz skupia się na kimś innym.

W tym co widzimy od kilku miesięcy nie ma biznesowego cięcia i precyzji najlepszego chirurga. Jest machanie maczetą na ślepo w sposób znany z filmów Quentina Tarantino. Gdzieś tam czasami trafi i uszkodzi ważny element, ten w który celował. Często są to jednak rykoszety, cięcia na ślepo, które pozostawiają po sobie spustoszenie i ogromny, krwisty bałagan.

Znam podobne historie. Widzę prezesów, właścicieli, którzy przeżywają mecze swojej drużyny. Zachowania niektórych mnie dziwią, inni starają się ukrywać emocje. Oczywiście, że trudniej jest kiedy wydaje się swoje pieniądze. Tacy jak Janusz Jasiński w lidze już byli. Dwa nazwiska – Medeński i Koelner – wymienił sam bohater tego tekstu. Jeden z nich, kiedy wchodził do ligi, był postacią interesującą. Niektórzy znajomi dziennikarze chcieli przeprowadzić z nim długie, ciekawe wywiady. Podczas meczów kadry U18 we Wrocławiu pytali, który to ten prezes. Wskazując na pana w czapce z dzwoneczkami mówiłem – ten. Z rozmowy rezygnowali.

Te sytuacje były dość wymowne. 

Walka, która psuje widowisko

Pan Janusz, chcąc budować swój klub i popularność koszykówki w Polsce (co do tego nie mam żadnych złudzeń) wybrał drogę i sposób walki, który nie tyle nie przystoi, nie tyle łamie konwenanse, co wydaje się być walką kompletnie nieefektywną, walką która nie przyniesie żadnych pozytywnych rezultatów. Choćby nie wiem jak dużo emocji wylewał z siebie Janusz Jasiński.

W tym momencie bardziej szkodzi swojemu klubowi niż mu pomaga. Już nawet fani koszykówki z Zielonej Góry mówią, żeby przewodniczący rady nadzorczej Stelmetu zamilkł. Uwierzcie mi, do tego nie dojdzie. A przynajmniej nieprędko.

Wiemy, że szef klubu z Zielonej Góry mówi dużo. Można porównywać go do Marca Cuba i też się nad tym zastanawiałem. Cuban wiele rzeczy robi z premedytacją, do wczoraj zastanawiałem się czy w ten sam sposób postępuje bohater tego tekstu. Skłaniam się do odpowiedzi – nie. Janusz Jasiński postępuje zgodnie z emocjami, które buzują w nim w danej chwili. Najgorsze jest jednak to, że emocjonalne, agresywne, momentami niebezpieczne, a w innych śmieszne i kuriozalne sytuacje, z którymi mieliśmy styczność w tym finale, niszczą piękno sportowe rywalizacji pomiędzy Stelmetem i Turowem. 

Wszystkie durne przepychanki słowne i kłótnie, praktycznie zabiły dyskusje na temat jednego z najlepszych meczów finałowych w Polsce w ostatnich 30 latach. Dziś mówi się już o czymś innym. 

Smutne. A tak bardzo się staramy na #TBLPL.

Wiecie co wynika z wczorajszej rozmowy, o której chcieliście wiedzieć? Poza tym, że Janusz Jasiński to kibic swojego (dosłownie) klubu, kibic, którego ode mnie czy ciebie różni ilość zer na koncie poprzedzona inną cyfrą, po kilkunastu minutach nie dowiedziałem się niczego nowego. 

Powiedziałem to Januszowi Jasińskiemu, wielokrotnie pytając, czy naprawdę chce mu się tak spalać, zamiast budować, powiem napiszę i wam. Życzę koszykówce więcej takich ludzi, ludzi z pasją, jak Janusz Jasiński, którzy wkładają w ten sport swoje pieniądze. Chciałbym jednak, aby było w tym mniej negatywnych, często niepotrzebnych, a niestety być może i zgubnych emocji.

               

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

  • I to chyba najwieksza roznica pomiedzy Markiem Cubanem, a Panem Jasinskim. Cuban reaguje, krytykuje sedziow, lige, ale mowi tez co trzeba robic POZYTYWNIE. Jakie zmiany wprowadzac by bylo lepiej. PLK potrzeba wiecej Jasinskich, ale nie z negatywnym nastawieniem (patrz, to ich wina, gnojki), a bardziej (ej, zle zrobili, walic ich, jestem ponad tym), tak jak mowisz wlasnie. Pozdro.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *