W tym tekście nie będzie moich standardowych złośliwości. Sorry 😉

Najlepszy dziennikarz wśród koszykarzy, najlepszy koszykarz wśród dziennikarzy. Kto wie. Parafrazuję słowa, które kiedyś po raz pierwszy usłyszałem od historyka ze Zgorzelca. Jego wypowiedź dotyczyła niedocenianego, często nieznanego w Polsce filozofa Jakuba Boehme, którego dom znajduje się w nadgranicznym mieście. Dokładne słowa brzmiały – najlepszy szewc wśród filozofów, najlepszy filozof wśród szewców. 

Mało brakowało, a Bartosz Węglarczyk, którego znacie byłby pierwszym Polakiem w NBA. Determinacji i bezczelności, od prowadzącego Dzień Dobry TVN mógłby się uczyć sam Marcin Gortat. Zakładam się, że nie macie pojęcia, że Bartosz Węglarczyk trenował z Georgetown Hoyas lata przed tym nim ktokolwiek w Polsce (może poza sześcioma osobami) wiedział co to jest Georgetown, a tym bardziej ich drużyna koszykarska.

Skąd to wszystko wiem? Jestem zdania, że światem rządzi przypadek i historię, którą za chwilę poznacie i Wy, ja poznałem przypadkiem. Rozmawialiśmy chwilę na, Twitterze, gdzie Bartek wspomniał o pobycie w Waszyngtonie. Od słowa do słowa i okazało się, że historia jest za długa na 140 znaków. Przenieśliśmy się na mail.

Zastępca redaktora naczelnego w Rzeczpospolitej pisze:

Byłem na stypendium na Georgetown w 1992. Nie miałem pojęcia o niczym i pierwszego dnia poszedłem obejrzeć halę sportową. Grali tam w kosza jacyś faceci. Podszedłem do starszego mężczyzny który stał przy korcie i zapytałem, czy mogę dołączyć. Myśmy wtedy grali w GW w liceum na Zakrzewskiej i chciałem potrenować.

Facet spojrzał na mnie wyraźnie zdumiony i zapytał po chwili, skąd jestem. Opowiedziałem co tam robię, a on kazał mi kupić dobre buty. Za całą kasę, jaką z sobą przywiozłem, kupiłem następnego dnia nowy model Nike Air Jordan i wróciłem.

Trenerem w Hoyas był wtedy John Thompson Jr. Na zdjęciu z Patrickiem Ewingiem i Ronaldem Reganem.
C25882-11A
I potem przez trzy miesiące codziennie, często dwa razy dziennie, grałem z Hoyas, którzy zostali na lato w DC i trener chciał, żeby utrzymywali się w formie. Taki letni obóz Hoyas. Dopiero po 2-3 dniach zorientowałem się, że bezczelnie wprosiłem się na treningi profesjonalistów, a trener mi potem powiedział, że zgodził się, żebym dołączył, bo był totalnie zdumiony moją ignorancją.
Przypadek, który jak już wiemy rządzi światem, spowodował, że Bartek nie spotkał się na parkiecie z Alonzo Mourningiem. Zo, późniejszy gracz NBA w Charlotte Hornets czy Miami Heat, został w 1992 roku wybrany w drafcie do NBA. Czytając to co 22 lata temu przeżył mój rozmówca, zazdrość mnie zjadała. Popatrzyłem na skład Hoyas i jak wiemy nie były to czasy Zo, tym bardziej Patricka Ewinga, Deke lub Allena Iversona, ale był to czas nieco mniej znanego koszykarza – Otthella Harringtona. Harrington grał m.in. w Rockets, Bulls, Knicks czy Grizzlies, ale 1992 rok (wiemy, że był to cudowny rok Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie), był jego pierwszym w Georgetown.
(Był tam także m.in. Don Reid, który grał w Magic, Pistons, Wizards).
30-lecie YES
KMag Magazyn dziękuję za szybki kontakt w sprawie umieszczonego tu logo ich magazynu i zostawieniu u mnie trochę forsy w reklamie na rozwój bloga 😉
Jak radził sobie nasz bohater na parkiecie?
Ci zawodnicy byli wściekli, że jakiś biały kurdupel do nich dołączył, no, ale jak trener kazał, to grałem. Nie pozwolili mi w czasie gry przez te trzy miesiące rzucić ANI JEDNEGO kosza. Czapowali mnie potwornie.
Nie pytałem o nazwiska, które dopuściły się tego czynu (nie czap, tego co za chwilę przeczytacie), ale po trzech miesiącach gry z Hoyas, Bartek pisze, że na treningach Gazety Wyborczej, koledzy chcieli wyrzucić go z drużyny, bo …
… grałem bardzo siłowo i ostro, przepychałem się i faulowałem, bo się przyzwyczaiłem do gry z facetami trzy razy wyższymi ode mnie i pięć razy silniejszymi 🙂
Słyszałem wiele historii moich kumpli, którzy byli w USA. Niektórzy grali nawet na Rucker Parku, inni siedzieli w trzecim rzędzie trybun podczas ASG, byli na after party, na których byli zawodnicy. Moja friendka Qulka, pojechała do Miami i na pierwszym meczu NBA w swojej karierze trafiła na rekord punktowy LeBrona Jamesa. Uff myślicie, przynajmniej ten gość z telewizji trafił tylko na Harringtona i nie poznał nikogo istotnego. Wrong!
A, mogę jeszcze dodać że na jeden trening wpadł z wizytą do trenera Ewing i graliśmy z nim mecz. Grałem przeciwko niemu i raz mnie przesunął tak, że przeleciałem przez dwa rzędy krzesełek i do dziś podejrzewam, że pękło mi żebro 🙂
Oto cała historia koszykarska człowieka, którego z koszykówką nigdy byście nie połączyli. Bartek jest także fanem Wizards (wcześniej Bullets) i oczywiście Marcina Gortata.
Ciekawe, prawda?

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo ciekawe! Że też chłopaki w „Stanleyach” nie odpuścili nowemu koledze … złamane żebro … ot amerykańska gościnność … haha 🙂 Niech teraz Pan Bartosz zaprosi Ewinga do TVN’u i pięknie mu się odwdzięczy, masakrując niewygodnymi pytaniami 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here