Lubię chomiki. Szczury też. To takie wspaniałe zwierzątka, które bez większego zastanowienia potrafią wejść na to małe, plastikowo-melatowe ustrojstwo, i biegać bez celu w kółko.

Pomimo tego, że ludzie lubią biegać na bieżniach w siłowni, gdzie podobnie jak chomiki i szczury zapieprzają w miejscu, to jednak lepiej czasem zejść z tej karuzeli prowadzącej zupełnie donikąd.

Byłem malkonentem, ale życie pieprznęło mną o ziemię kilka razy i nauczyłem się przerywać błędne koło. Szukać rozwiązań innych niż te, które wydają się być jedynymi możliwymi.

Chomicza sytuacja ma miejsce we Wrocławiu od kilkunastu ładnych miesięcy. Pisałem o tym już tutaj i tutaj. Nie będę roztrząsał, który chomik ma rację w tej sytuacji, niech zajmą się tym inni ludzie. W mojej głowie urodziło się inne rozwiązanie problemu. Nie mówię, że jest jedyne, nie mówię, że jest idealne, ale jest jakieś tam, ciekawe, inne i sytuację poszkodowanych może przekuć w ewentualny sukces nie jednego, ale wielu klubów sportowych w Polsce.

Czemu Śląsk znalazł się w sytuacji, w której miasto nie chce dać mu pieniędzy? Walkę ego odstawiamy na bok. Jest tak, bo z tego co się orientuję w Polsce nie ma regulacji, które jasno pokażą w jaki sposób wydatkować pieniądze miejskie, czy gminne jeśli chodzi o sport profesjonalny.

Na chwilę obecną przyznawanie opiera się o bardzo prosty mechanizm. Mechanizm wybitnie profesjonalny, który specjaliści od spraw mało ważnych i niepotrzebnych nazwali – widzimisie.

Samorządom potrzebne jest moim zdaniem narzędzie, które jasno określi zasady sponsoringu.

Może to brzmi nieco karkołomnie, ale ja wyszedłbym daleko, daleko poza Wrocław. Uderzyłbym z omim pomysłem prosto na Wiejską. Prosto do Sejmu, pisząc projekt ustawy, który w Sejmie złoży nie kto inny, jak legenda, prezes sekcji koszykarskiej i poseł w jednej osobie – Maciej Zieliński.

Da się przy tym też budować fajny, pozytywny komunikat. Nie chcemy, aby kluby sportowe były traktowane niesprawiedliwie, dlatego uważamy, że potrzeba wprowadzić odgórne regulacje dla wszystkich jednostek samorządowych, tak aby dysponowanie budżetem na sport czy to zawodowy czy młodzieżowy, było klarowne i zrozumiałe dla wszystkich.

Bum. Szach, mat. Ustawa przejdzie? Nie wiadomo, ale wyrwaliśmy się z durnego, błędnego koła, kopania się po jądrach w nadziei, że przyniesie to cokolwiek niż przepychankę, szarpaninę i cholerny ból. Wyszliśmy też daleko do przodu, uciekliśmy z komunikatem daleko, pokazaliśmy, że chcemy zrobić coś sensownego, coś dla ogółu, bo w końcu jesteśmy siedemnastrokrotnym mistrzem kraju, jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Polsce, i tak dalej.

Bo lepiej przecież, żeby to nas goniono, niż my mamy gonić kogoś innego no i przede wszystkim fajnie zbiec z tego kołowrotka dla gryzoni.

Ale wróćmy na ziemię, przecież to i tak się nie wydarzy.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTu nie ma miejsca na czysty sport
Następny artykułJak zrobić dobrze klientowi?
Szczepan Radzki
Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo podoba mi się Twój blog, który prowadzisz;). Ja z
    kolei zajmuję się prowadzeniem bloga-agregatora, który promuje najlepsze moim
    zdaniem blogi prawne. Będę wdzięczny, jeśli zechcesz zagościć na mojej liście,
    pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here