10 lat spięte piękną klamrą

Od dwóch dni chodzę i gadam sam do siebie, starając się poukładać myśli i wydarzenia, znaleźć wspólne mianowniki, które pozwolą opisać obrazek namalowany przez lata przez artystów.

Niestety, absolutnie nierealnym jest oddanie w skondensowanej formie tego wszystkiego, co działo się przez dziesięć lat. Tekst doskonale poczują kibice Turowa i ci, którzy byli jakkolwiek blisko tej dekady. Ci sami ludzie, którzy pragnęli tytułu dla swojego klubu od lat, pragnęli tytułu, dla klubu który jest oczkiem w głowie tego małego miasteczka. Pragnęli tytułu dla klubu, który w ciągu długiej, dziesięcioletniej nocy zmieniał się z kopciuszka w piękną księżniczkę i modelkę z topu.

A noc ta była niezwykle długa i miała kilka wróżek i niezbyt lubianych sióstr, które kopciuszka pogrążały.  Od awansu do ekstraklasy minęło 10 lat, 120 miesięcy, 3653 dni, 152 472 godziny, 9 148 320 minut, 548 899 200 sekund. W tym czasie w Turowie wydarzyło się bardzo dużo. Nasz kopciuszek był bity przez starszą siostrę, gdy ta kilka razy co prawda zaprosiła kopciuszka na swoją imprezę, ale nie pozwoliła mu pić i podrywać fajnych facetów. Kopciuszek miał tylko jedno pragnienie … pragnienie zwycięstwa nad starszą siostrą w konkursach piękności. Chciał w końcu poczuć szczyt, który był słodkim lizakiem, czekoladowym cukierkiem trzymanym w ręku i zostawiającym ślady na uradowanej twarzy dziecka.

24 May 2010 046-1 copy

Zawsze gorszy, zawsze pokonany, zawsze nie w tej sukience, albo ze złym butem. Kopciuszek powoli dorastał, zaczął korzystać z usług brafiterki, kolekcjonować obuwie od Vivien Westwood oraz chodzić regularnie na mikrodermabrazje.

1375359566-81542500

Możecie mówić co chcecie, ale dla tych, którzy obserwowali rozwój kariery kopciuszka w drodze na szczyt wybiegu, drugie miejsce w konkursach piękności, przegrywanie najpierw ze starszą, a potem z młodszą siostrą, czasem nie wchodzenie nawet do fazy finałowej turnieju, było porażką. Przemilczaną, skrywaną w głębi duszy, ale zjadającą od środka. To wszystko, depresje i płacze w kącie, drugie miejsce, srebro i dyplom oraz nic nieznaczący uścisk prezesa były dla kopciuszka niewystarczające. Mam nawet wrażenie, że był kopciuszek popadł w kompleksy.

 

Życie kopciuszka nie było usłane różami, nie było kolorowe. Było brunatne, niczym węgiel wydobywany niedaleko miasta, z którego kopciuszek pochodzi. Wiecznie drugi. Z wąsem, brzydko ubrany, a porównania do imprez organizowanych u siostry w domku nad morzem, do tych w brunatnej scenerii było niczym jazda Mercedesem i Dacią. Do tego … ten dom. Dramatyczny, ale przytulny dom.

Właśnie. Ten dom. W lecie sauna, w zimie jest jakby wcale go nie było, bo temperatura na dworze i w środku są zbliżone. Do tego mieścił sporo mniej chętnych na balangę niż w domach sióstr. Wszędzie ciasno, stoją jakieś graty. No i ta duchota. Przez lata. A ze względu na konstrukcję domu, nierealnym było montowanie jakichkolwiek udogodnień.

kopciuszek01_web

To po tym domu chodzili menedżerowie kopciuszka, którzy mieli dać mu szczyt. Pierwszy, który otworzył drzwi do tego świata, niestety odszedł. Kolejni pozwalali kopciuszkowi robić małe kroczki do przodu. Niektórzy odchodzili w atmosferze skandalu, inni ze względu na wyczerpanie się formuły współpracy, a inni zmienili swoją ścieżkę kariery. Niektórzy przyjaciele kopciuszka, którzy jego dom znali doskonale, odchodzili do lepszego świata, ich nazwisko i imię na zawsze pozostanie w pamięci tych, którzy na pokazy i imprezy kopciuszka chodzą od lat.

Skorzystał kopciuszek też z wiedzy starszej siostry i wykorzystał elementy jej garderoby, które zdjęły z naszej bohaterki klątwę.

Kopciuszek trafił na swój olimp. Zawiesił na szyi szarfę z najwyższym wyróżnieniem. I to to wyróżnienie jest klamrą, która spina i zamyka wspaniały okres w życiu kopciuszka. Klamra ta jest wielowątkowa, a na jej odnogach znajdują się wspaniałe, dramatyczne i wyciskające łzy z oczu historie. Wspinanie się po drabince popularności, na początku z wykorzystaniem elementów garderoby od lokalnych projektantów. Część z nich cały czas jest nieodłącznym elementem kopciuszkowej układanki. A potem nastawały kolejne, kolejne i kolejne. Każdy z nich niezwykle istotny. Każdy narysował piórem malutkie kropeczki i kawałek dziesięcioletniej klamerki.

Autor tego tekstu też miał okazję widzieć i być blisko rozwoju począwszy od pierwszego nieśmiałego występu na dużej scenie, aż do tego najważniejszego, który był wręcz perfekcyjny. Widział dramaty, rozstania, różnego rodzaju kombinacje, zmiany, które jednym się podobały, inni je uwielbiali, widział upadki i powstania.

Z całą pewnością te dziesięć lat, to nie był zwykły czas, to nie były dni, miesiące i lata, które spokojnie kroczą dalej.

Nie. One się zakończyły. Nie umarły i nie zostaną zapomniane. Ale mistrzowska szarfa zamknęła coś bezpowrotnie. Nie żeby była czymś złym. Jest po prostu końcem pewnej ery i początkiem kolejnej. Zupełnie innej. Teraz wszystko będzie mierzone linijką przykładaną do tego jednego sukcesu. A do tego w nowym domu i to też on jest wyznacznikiem zachodzących zmian. Kopciuszek przestał istnieć. Na nowo rodzi się zupełnie inny organizm. Ten sam, ale inny. Z innymi celami, opisującymi sukces w Polsce jako standard i koncentracji na rozpoczęciu sensownej rywalizacji ze znajomymi sióstr kopciuszka w Europie.

I na koniec wprost. Mistrzostwo Turowa nie przekreśliło historii tego klubu. Ono odkreśliło bardzo grubą kreską wszystko, co miało miejsce wcześniej.

Bp37m63IgAA4L9e

Zobacz też: Jak Bartosz Węglarczyk prawie został zawodowym koszykarzem ;)

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

4 CommentsDodaj komentarz

  • W bajce był jeszcze ksiązę ( i nie o J.P. Prince’a bynajmniej chodzi :) ), a potem zyli długo i szczęśliwie.
    Jakie rokowania dla zgorzeleckiego związku ;)?

    Aaaa, między wierszami było coś o kresce :).
    Nowe życie, nowy książę?

    P.S. Ta Dacia to taka raczej nie bardzo poprawna politycznie w kręgach znajomych. Zmieniłabym na Wartburga…

    Anna (zawsze na posterunku :) )

      • A jednak złe uroki zawistnych nie odniosły skutku i książę nie opuścił świeżo wykreowanej księżniczki. Podobno o okolicach nowego zamku (czytaj: hali przy Lubańskiej) podśpiewywał pod nosem: Ja jestem maczo, zawodnicy niech wybaczą i płaczą…
        W końcu „miłość ci wszystko wybaczy”, choć lepiej byłoby, gdyby furię umiała zamienić w śmiech :).

  • „małego miasteczka” – zdrobnienie zdrobnienia! Albo „miasteczko”, albo „małe miasto”. To taki częsty błąd wielu piszących, chyba że tekst jest nacechowany pejoratywnie, w co wątpię :)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *