Nike ma problem. Wiemy to nie od dzisiaj i nie od wczoraj. Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo wiele firm będących na szczycie wpada w pewnym momencie w kłopoty. Zmienia się rynek, zmieniają się zachowania konsumenckie, zmieniają się potrzeby, zmienia się konsument. Czasem ktoś nie odrobi lekcji, a ktoś inny odrobi i trafi w moment.

Nike ma w USA 26 tysięcy sklepów. Tak, dobrze czytasz dwadzieścia sześć tysięcy. W czasach, kiedy biznes offline zaczyna mieć problemy, ba, ma problemy, a rewoucja cyfrowa postępuje, Nike znalazło się w miejscu, które w terminologii szachowej nazywa się pat.

Nike to najpewniej jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie, jest też analogowym hegemonem jeśli chodzi o dystrybucję. Produkty tej firmy znajdują się praktycznie w każdym sklepie sportowym, czy obuwniczym – niezależnie od tego, czy mwimy o butach dla zwykłego klienta, czy sneakerheada. Sklepy z produktami Nike są po prostu wszędzie w świecie analogowym.

Analitycy rynkowi mówią wprost, że offline zjada Nike, jest to problem, którego w obecnych czasach nie da się łatwo naprawić. W przeciwieństwie do Nike, adidas, czy Puma radzą sobie świetnie w świecie online. Co też jest ciekawe, bo wydawało się, że wzmacnianie Nike.com to ruch świetny i genialny wręcz. A tu klops, ciągle to za mało na konkurencję. Wspomniana Puma w ostatnim raporcie sprzedażowym chwali się 16-procentowym wzrostem w USA. adidas z kwartału na kwartał też radzi sobie genialnie.

I co więcej, tak jak dwa lata temu wydawało się, że niemiecka marka nie ma buta, który po Superstar może być handlowym hitem, a Nike takie buty posiada, to sytuacja odwróciła się w oka mgnieniu. Nike w obszarze 300-400 PLN, nie ma wiele do zaoferowania biorąc pod uwagę obecny trend. adidas? Ma jak najbardziej – Stan Smith, który niby zniknął z rynku, ale było to tylko złudne wrażenie, następnie Tubular, NMD, Alphabounce, Ultra Boost czy powracająca linia EQT.

Poza tym, Nike cierpi też mocno na zmniejszone zainteresowanie marką Jordan.

Giganta podgryzają też inne marki – trochę koncepcyjne, rekreacyjne, te które do tej pory były oparte o model biznesowy CLICK, a przechodzą w BRICK.

Szybkie wyjaśnienie, CLICK to po prostu sklepy online, BRICK, to offline.

Bank inwestycyjny w USA – Jefferies – przeanalizował 20 konceptów brick-to-click, które mocno czstują się tortem Nike. Te 20 firm uzyskało przychód na poziomie 3 miliardów dolarów (tylko cholera nie mogę dokopać się do informacji w jakim czasie, wszystko wskazuje na to, że chodzi o miesiąc, ale głowy nie dam), sprzedając świetnie online, posiadając przy tym zaledwie kilka sklepów fizycznych. Całkowicie odwrotnie niż Nike.

Na naszym rynku Nike zostało już kilka lat temu ugryzione przez 4F, tylko w przypadku tej marki nie spotykamy się z konceptem click-to-brick.

Przewidywania analityków? Nike będzie miało ciężkie lata, mniejsze zamówienia u swoich partnerów i tym samym mniejsze zyski. Co ciekawe, firma dalej stara się realizować strategię – offline i otwierania nowych sklepów przez jej partnerów handlowych.