Wyłącz internet przed wyjściem na Avengers Endgame

Tekst pisałem po środowym seansie przedpremierowym, więc znajdziesz w nim sporo emocji, które już dziś, nieco opadły. Wciąż jestem jednak przed seansem numer dwa, po wielu rozmowach na temat produkcji i na pewno powstanie tekst spoilerowy.

To jest tekst, który nie ma spoilerów. Jeśli nie chcesz, aby zniszczono Ci przyjemność z oglądania i przeżywania tej wspaniałej przygody, omiń wszystko, co choćby próbowało zdradzać poszczególne sceny i rozwiązania wątków. Poważnie. Wyłącz internet, media społecznościowe, nie czytaj gazet, nie oglądaj Youtube i nie przewijaj Instagrama. Należy Ci się przyjemność, która niewątpliwie płynie z oglądania Endgame.

Avengers Endgame to emocjonalny rollercoaster

Dlaczego? Dlatego, że Marvel zaserwował nam emocjonalny rollercoaster, który najlepiej działa z zaskoczenia. Mieli Tobą na prawo i lewo, wchodząc już od pierwszych minut w klimat tak bliski apokaliptycznego, jak tylko się da. Mrok, przerażenie, smutek po snapie Thanosa, aż bije z ekranu. W kinie panuje cisza, nie chrupią popcornu ani innych przekąsek. Te momenty zbliżają się do najsmutniejszych jakie tylko można było sobie wyobrazić, są przedłużeniem sentencji – Mr. Stark I don’t feel so good – tej, w której na popiół rozpada się Peter Parker. Z tym, że tu pogrążony w smutku jest cały świat, widać pustkę i wyrwę, która została stworzona przez Szalonego Tytana.

Avengers Endgame jedzie po bandzie, obiecując i niszcząc nadzieje w jednym momencie. Jedna z fanek Marvela – jak podaje Antyradio – trafiła do szpitala, gdzie zdiagnozowano hiperwentylację wywołane silnymi emocjami podczas oglądania filmu.

Zwroty akcji, niby przewidywalne w akcie 1 i 2, są autentyczne i zbudowane wokół elementów tak strasznie racjonalnych, że szybko utożsamiamy się z sytuacją. Przez długi czas, pomimo wielu fajnych i zabawnych scen, to jest obyczajowy film o stracie i próbie wypełnienia luki po tej stracie. W tym wypadku jest to jednak próba naprawy wyrządzonego zła. W pewnym momencie film z obyczaju zmienia się w pokrętną komedię i heist movie.

Walka z Thanosem jest nieunikniona

Wiemy doskonale, że Avegners muszą zmierzyć się z Thanosem. Jednak to, w jaki sposób dochodzi do tej przeprawy, to przygoda, którą warto przeżyć z bohaterami 22 filmów. Akt trzeci tej całej opowieści to łzy, krzyk zachwytu, jęk zawodu, grobowa cisza i ta druga cisza, w której nie słychać nic. Czuć natomiast zdumienie i ekscytację. Dziwnie to wszystko brzmi, gdy mówimy o filmie, w którym postaciami są superbohaterowie, kosmici, strzelająca laserami z rąk latająca pani, Bóg Piorunów czy koleś chodzący po ścianach. Ale chcąc nie chcąc, przez 10 lat stworzono kult, stworzono historię, którą żyją i obserwują dziesiątki miliony fanów, zostawiając w kieszeniach Disney’a olbrzymie pieniądze.

Stworzono postacie, z którymi się utożsamiamy i należało się wszystkim, aby film o superbohaterach nie był głupiutką nawalanką. Należało się nam, aby był obudowany emocjami i to nie powierzchownymi. Tu są emocje, które chwytają za serce, nie pozwalają chwilami oddychać i doprowadzają do łzawienia – czy tego chcemy, czy też nie. Walka na pięści nie jest potrzebna, bo z ekranu wylewa się morze emocji. Widzimy w filmie sceny, które budują, czujesz, że chcesz podnieść się z fotela i krzyknąć, widzimy takie, w których mamy wrażenie, że to już koniec, a dziewczyna obok wylewa strumień łez w chusteczkę.

Endgame jako osobna produkcja?

Nie umiem ustosunkować się do tego, czy Endgame da się oglądać bez znajomości poprzednich filmów. Wydaje mi się, że nie, bo wiele scen, które pojawiają się w produkcji to coś na zasadzie – it’s all connected. Rozmawiałem z kilkoma osobami, które mają dziury jeśli chodzi o filmy MCU. Widzę wyraźnie, że dla nich niektóre momenty, były bez sensu.

Problem w tym, że ja widziałem wszystko, od początku, bo jestem stary i oglądałem na bieżąco. Wiem natomiast jedno, że w Endgame, oprócz wspaniałego finiszu, genialnie, cudownie, przepięknie pozamykano wiele wątków, które pojawiały się w każdym filmie. Nie było to zamykanie na siłę, bo trzeba. To było perfekcyjne dopięcie linii przygód odpowiednich bohaterów. Perfekcyjne, ale wcale nie było to oczywiste, bo Marvel Studios wypuszczał słabe filmy. Zdarzały im się niemałe wpadki takie jak choćby Thor 2, czy perypetie z Hulkiem.

Nie ma scen po napisach. Nie są potrzebne.

Bracia Russo i Marvel, stworzyli przepiękny świat. Świat, który w mojej opinii przeskoczył kult Gwiezdnych Wojen, a jeśli jeszcze tego nie zrobił (Star Wars to jednak 3 pokolenia fanów), to zrobi za chwilę. Co ciekawe, po weekendzie otwarcia, Avengers Endgame to 1,2 miliarda dolarów przychodu. To więcej niż całkowity przychód najlepiej zarabiającego filmu DC – Aquaman.