2,3 miliarda dolarów – taki przychód w dniu pisania tego tekstu wygenerował film Avengers: Endgame. W zaledwie dwa tygodnie od premiery wskoczył na drugie miejsce w box office wszech czasów. Za chwilę ma przeskoczyć Avatara, który z kwotą 2,8 miliarda, zajmuje pierwszą pozycję od długich 10 lat. Marvel Cinematic Universe, z tego co wyliczyłem, wsadziło w swoje filmy 4,4 miliarda dolarów. Przychód z kin to 19,7 miliarda. Oczywiście należy odjąć koszty marketingu i dystrybucji kinowej, ale to tekst na inną okazję.

Informuję uczciwie, że jeśli jeszcze nie widziałeś lub nie widziałaś filmu, to poniżej zaczynają się spoilery. Wiesz, żeby nie było, że nie ostrzegałem. Recenzję bez spoilerów znajdziesz tutaj.

Spotkałem się w ostatnich dwóch tygodniach z wieloma głosami, że Endgame to film pełen dziur fabularnych. Zastanawiałem się bardzo długo nad tym faktem, bo ja takich nie widzę – przynajmniej wielu. Wiem natomiast, albo przynajmniej nieco wydaje mi się, z czego wynikają takie opinie. Marvel Cinematic Universe to jedna wielka całość, o ile da się zobaczyć Endgame znając 2-3 filmy i opowieść z grubsza, tak ostatnia produkcja nie ma zamiaru iść na kompromisy. Co to oznacza? Nie znając losów bohaterów i nie przywiązując uwagi do detali w poprzednich filmach, gubimy wątki i wydaje nam się, że całość jest bezsensowna i nielogiczna. Endgame jest filmem, który nie wyjaśnia, nie ma zamiaru nawet tego robić, bo MCU wyjaśniało przez blisko 11 lat i to tam szukamy odpowiedzi. Po to te filmy były tworzone, aby nie opowiadać historii w sprincie, tylko w iluś długich i kosztownych produkcjach.

Ale przejdźmy do sedna. Nie będę opisywał fabuły, bo nie ma to sensu, zaznaczę jedynie najlepsze i najgorsze moim zdaniem momenty, sceny, wydarzenia, w Anvengers: Endgame. Każde delikatnie uzasadniam, fajnie jak rozpoczniesz dyskusję. Wszystkie one mają związek z czymś, nie ma tu jednej kategorii, to po prostu moje odczucia wynikające z historii, związku z komiksem, odzewem społecznym i rynkowym, a także po prostu emocjami.

Najlepsze momenty w Avengers Endgame

Kapitan Ameryka jest godny – o shit, ale chciałem klaskać i krzyczeć, gdy Steve Rogers podniósł Mjolnira i pierdolnął nim Thanosa. Nie jest tak, że nie można było się tego spodziewać, bo w komiksie Cap również walczył młotem Thora. Sam moment i scena walki Kapitana z Thanosem, trzymając w jednej ręce tarczę, w drugiej Mjolnira, była elektryzująca. Nawet w tym momencie mam ciarki, gdy to piszę i przypominam sobie jak sprawnie Steve machał młotem.

Big Lebowski, czyli pijany i gruby Thor – wiele portali, wielu nerdów i geeków, wiele podcastów, krytykuje ten zabieg. A mi się on podobał. Bardzo, nawet bardzo. I co z tego, że laski płakały, bo Chris Hemsworth zamiast z kaloryferem, latał po ekranie z bojlerem. Gdzieś słyszałem krytykę samej postaci, tego, że jego zachowanie nie pasowało do całości, podniosłego i patetycznego filmu i sytuacji. Nie zgadzam się całkowicie, bo tak jak Tony przeżywał na swój sposób, Natasha na swój, Steve na swój, tak i Thor odreagowywał pijąc i żrąc, nie wychodząc z domu.

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie wpadł po rozstaniu lub innym traumatycznym wydarzeniu, w cug picia i zabawy mającej na celu uśmierzyć ból. Bo Syn Odyna wie, że jako jedyny miał realną szansę zabić Thanosa i nie doprowadzić do snapu. Zawalił sprawę, choć był jedyną osobą, mogącą przeciwstawić się tytanowi. Same żarty i odwołania do Big Lebowski też były ok i w klimacie Marvela.

Avengers Endgame Gruby Thor

On your Left – i tu znowu mam ciarki. Stojący nad przepaścią, wiedzący, że nic nie może już zrobić Captain America, który pomimo dzierżenia tarczy i Mjolnira, dostał oklep od Thanosa dostanie wsparcie. Ta scena była cudowna, bo podniesienie się z ziemi Steve’a Rogersa zwiastowało odpowiedź: I can do this all day. Nie dostajemy słynnego już powiedzonka znanego z komiksów o Aveners. Widzimy za to zrezygnowanego bohatera zastanawiającego się co jeszcze można zrobić, choć momentami wydawało mi się, że Cap wie, że nadchodzi śmierć. I nagle pada znane z Winter Soldiera – On Your Left. I wtedy pojawia się Falcon z ekipą, Strange z całą armią czarodziejów, Black Panther i reszta. EMOCJE!

Thor walący Thanosa przez łeb siekierą – ta siekiera to potężny topór, ale chciałem gdzieś użyć tego słowa. I teraz, pisząc ten fragment, zdaję sobie sprawę, że to kolejny podpunkt o Thorze. Nie ma to jednak znaczenia. Wiele narracji mówiło o tym, że to szóstka Avengers stawi czoła Thanosowi. Ta oryginalna szóstka. Pierwszą, ważną bitwę dostajemy jednak bardzo szybko i bardzo szybko jest rozwiązana. Thor po prostu odrąbuje osłabionemu tyranowi głowę. Bez większego zastanowienia. Pewne rzeczy wymagają działania, uważam, że to działanie było słuszne. Ale nie, to nie był koniec Avengers Endgame.

It’s all connected – ten film naprawdę zamknął wszystkie poboczne wątki. Urodził kilka, ale podsumował 11 lat ciężkiej pracy. Fanom dał rozrywkę i emocje nie z tej ziemi. Podsumował wiele historii, odpowiedział na masę pytań, dopiął sceny, które znane były z innych filmów. Jakie? A na przykład właśnie Mjolnira w rękach Kapitana. Spiął klamrą dwóch głównych bohaterów, genialnie pokazując ich rozwój i przemianę. Samolubny Tony stał się tym robiącym coś dla innych, Kap w końcu zrozumiał, że musi zrobić coś dla siebie.

And I am …. Iron Man – tak oto stał się koniec Thanosa. Tony pstryknął palcami, po tym jak podczas krótkiego starcia w końcówce, ukradł kamienie nieskończoności z rąk tyrana. Piękne spojrzenie, rock’n’roll w oczach, mówiące umrzesz skurwielu. Poza tym to cudowne zwieńczenie 11 lat MCU – w pierwszym filmie Tony na koniec powiedział przecież to samo.

Najgorsze momenty w Avengers Endgame

Hulk, a raczej profesor Hulk – to było złe, bo Bruce jakby stracił charakter, tak samo jak stracił go Hulk. Miało być zabawnie, było średnio. Całe szczęście, jest nadzieja, że był to zabieg celowy, a kierunkiem, w którym zmierzają twórcy w MCU, jest Maestro. Tak, to by było coś.

avengers-endgame-hulk

Captain Marvel, a w zasadzie jej brak – nawet nie przeszkadzało mi to, że nie było jej na ekranie, bo Endgame to historia o innych bohaterach, a nie o Carol Danvers. I wiem, że sceny do Endgame były kręcone przed filmem Captain Marvel, więc w najważniejszym filmie z MCU, Carol musiała mieć rolę nieco z tyłu, gdyby – tak, twórcy zachowali się zachowawczo – Captain Marvel by się nie przyjęła. Trochę miałem natomiast wrażenie, że jej pojawianie się w filmie jest podobne do pojawiania się Gandalfa we Władcy Pierścieni. Gdy coś idzie źle, wkraczam ja, bo nic nie można mi zrobić i rozwalam ¾ zagrożeń. I w zasadzie … po co pager, po co ta nadzieja ratunku, jak nic się nie wydarzyło? Ok, nie musiało, bo … nawet Nick Fury nie wiedział, że nic to nie da. Aczkolwiek, fajna fryzura i dobry rozpierdziel.

Walka Ronina/Hawkeye z Black Widow o Soul Stone – krótko. To miał być moment dramatyczny, a wyszedł słabo. Dlaczego? Bo był za długi, wyglądał jak słaby film akcji, albo komedia z dramatyczną muzyką w ciemnej scenerii. Poza tym sam Ronin był … po prostu sobie był. Chyba musiał być wprowadzony w Avengers Endgame, aby ewentualnie pokazać nam tę historię gdzieś indziej.

Brak sceny po napisach końcowych – nie był to dla mnie problem, ale usłyszałem fajną opinię i zgadzam się z nią. Super by było, gdyby na końcu filmu stała cała ekipa i pomachała z ekranu. Wiesz, bo to taki standard, że tam jest scena. I nie, nie jest to nic złego w filmie, ale brakowało mi podpunktów.

Kobieca scena – najsłabszy i najbardziej niespójny moment w filmie w moim odczuciu. Nie mam problemu z równością. Mam problem z równością na siłę. Mam problem z niefabularnym pokazaniem sceny nie mającej żadnego sensu. Całe szczęście podobne zdanie ma sporo kobiet, które filmy widziały, więc może ciosy za to, co tu piszę, nie będą tak silne. To było tak cholernie niepotrzebne, że waliło z ekranu tekstem – hej zobaczcie ile kobiet wprowadziliśmy do MCU, zobaczcie, nie jesteśmy seksistami, nie pomijamy kobiet, wcale tak nie jest, jakby ktoś tak mówił, to zobacz, zobacz, zobacz koniecznie jak one tu wszystkie stoją i leją faceta. I chuj z tym prawdę mówiąc, gorzej, że tak jak wspomniałem w żaden sposób to się nie zgrywało z akcją dziejącą się na ekranie. Ktoś się leje, ktoś rzuca rękawicą, cięcie – o mamy wszystkie laski, które idą się tłuc.

Co więcej, chwilę wcześniej Scarlet Witch lała się sam na sam z Thanosem, a nagle potrzebuje pomocy. Dla mnie takie pokazywanie kobiet wcale nie jest umacnianiem ich, to ich osłabianie. Jeśli ktoś ma pytania, to tak, w How To Get Away With A Murderer nie mam nic przeciwko relacji dwóch homoseksualistów, nie mam nic przeciwko ich okazywaniu uczuć na ekranie (pomijam, że jest to potrzebne w serialu tego typu podobnie jak Marsjanin), mam problem z tym, że co odcinek goście lądują w łóżku i jest to pokazywane. I mam problem z chodzącą nagością i scenami seksu, kiedy nie wynika to z fabuły, tylko jest zapchajdziurą. Rozpisałem się, a to w sumie wątek na inny tekst.