W sumie po raz kolejny nie wiem czy powinienem nadać nadtytuł związany z Fake Alert czy z pamiętnikiem. Sami zdecydujcie.

Takiej plagi podróbek chyba jeszcze nie było. Była podobna, ale poziom obecnego nasycenia rynku podróbkami butów osiągnął zenit.

Najpierw jednak krótki rys historyczny.

Jest rok 1987. W Nike powstaje but, który na początku znany jest jako Nike Air Max, a obecnie Air Max 1. Trzy lata później dostajemy Air Max III, które dopiero od 2000 roku są znane jako Air Max 90, czyli nic innego jak jeden z najpopularniejszych modeli w historii obuwia sportowego na świecie.

Przeskoczmy jednak w czasie o 26 lat od momentu powstania kolejnego węgielka z cyklu big hype.

Jest rok 2015, świat otrzymuje olbrzymią bombę w świecie mody sportowej, a przede wszystkim butów sportowych, tak zwanych sneakersów lub kicksów. Jak bardzo potężną bombą jest ta, która spadła w 2015? Największą z największych, to kilka tysięcy kiloton, bo osoba mająca największy wpływ na młode pokolenie i jego ubiór, zmieniła stajnię. Nike zastąpił adidas.

Wspomniane wcześniej Nike Air Max 90, obok niektórych modeli Air Jordan (i tak, myślę o czwórkach) były jednymi z najczęściej podrabianych butów w historii. Na portalach aukcyjnych można było widzieć zalew podróbek z chin, które kosztowały dużo mniej niż produkt oryginalny, najczęściej były także w paskudnych, dramatycznych kolorystykach, a także z materiałów, których jedynym miejscem przeznaczenia powinien być śmietnik.

Dalej skaczę nieco po historii. Czasy się zmieniły, podróbki jak i ci, którzy wykonywali jest w swoich warsztatach, dalej zalewały rynek. Air Max w różnych już wersjach, były produkowane w kolorystykach, które faktycznie trafiały do sprzedaży u Nike, nieuczciwi sprzedawcy poszli po rozum do głowy i przestali sprzedawać je wybitnie taniej. Rynek kwitł, buty ściągano do wielu krajów kontenerami, w turystycznych miastach z ręcznika sprzedawano podróbki, w internecie powstawały kolejne sklepy, gdzie nieświadomi konsumenci zostawiali w sumie miliony złotych, a ich założyciele w najlepsze balangowali w krajach, z których ściągnąć się ich np. do Polski nie dało. Tak było choćby z Vip-Republic.

Air Max, Jordan, Roshe – nie było znaczenia, podróbki butów szły wszędzie jak się tylko dało. Skończyły się jednak czasy Nike, teraz na rynku podróbek króluje ktoś zupełnie inny. Sytuację, którą przytoczę za chwilę widziałem nie wczoraj, nie dwa tygodnie temu. Sytuację dało się zauważyć w dużo mniejszej skali, już kiedy na rynek trafiła druga kolorystyka adidas Yeezy Boost 350.

Tak, adidas Yeezy Boost stał się jednym z najbardziej pożądanych butów na rynku – fejm Kanye Westa, jego (wspomniana już) umiejętność kreowania trendów wśród młodych ludzi, powoduje, że to co ma na nogach Kanye (i nie tylko na nogach) chce i wiele osób chcących być modnymi. Tak było w przypadku Air Jordan VI Infrared, których zakładam się wiele młodych osób nie związanych z basketem nie kojarzy z tego, że znalazły miejsce na nogach Michaela Jordana podczas jego pierwszego mistrzostwa NBA.

Stop. Wracamy do podróbek. Yeezy Boost 350 to but, który podrobić jest stosunkowo łatwo, ot trochę tkaniny na górze, gumowa podeszwa i języczki z tyłu. Popularność i łatwość produkcji – bo ta jest wybitnie prostsza niż produkcja podrobionych Air Max – spowodowała, że but leży na straganach nadmorskich, w gównianych sklepikach ukrytych głęboko w czarnej dupie, na stronach z podrobionymi butami, portalach aukcyjnych czy na ręcznikach u kolegów stojących w porcie w Barcelonie.

Poziom podróbek Yeezy Boost 350 sięgnął gwiazd, tak jak popularność Kanye Westa. Pomijając to, że widzimy niezłe podróbki, które wyglądają prawie jak oryginalny produkt, to znajdujemy te z logo adidasa na panelach bocznych zamiast napisu YZY, widzimy także te w innych kolorystykach, które do tej pory nie pojawiły się na rynku – są różowe, całe białe przypominające kość słoniową i tak dalej. Są też te, które bryłę wzięły ze zdechłego eklerka.

Fala uderzeniowa podróbek adidas Yeezy Boost 350 jest olbrzymia. Już niejednokrotnie spotkałem się z opinią, że w tym momencie wstyd jest wychodzić na ulicę w butach, które są największym hajpem wśród hajpu i popieprzają w nich najwięksi z największych, wielkie gwiazdy sneakersceny, blogerki modowe i celebrytów, a także normalni zajawkowicze i bestyjki chcące mieć na nogach to, co w tym momencie jest na czasie (i nie, nie ma w tym nic złego).

I po pierwsze niestety coś w tym jest, że momentami można grubo zastanawiać się czy przypadkiem te Pirate Black na nogach kogoś, to nie dobra podróbka. Podobnie było w przypadku wspominanych AJ IV czy Air Max 90. I po drugie niestety, mam olbrzymie wrażenie, że obecna sytuacja na rynku podróbek w przypadku Yeezy Boost 350 osiągnęła poziom astralny.

Z drugiej strony, tak jak w przypadku sukcesów Jordan Brand i Nike, tak i teraz, w pewnym sensie osoby zasiadające wysoko, na szczycie piramidy, mogą gdzieś w głębi duszy cieszyć się, bo przecież kopiowanie i podrabianie, także jest miarą sukcesu tych, którzy zrobili pierwowzór.

adidas-yeezy-boost-350-pirate-black2

Pamiętajcie, czytajcie nasz FAKE ALERT, a także poradnik dotyczący rozpoznawania podróbek we wstępnej fazie zakupów:

Ogólne zasady rozpoznawania podróbek butów