Czy Timberland ma szansę zaistnieć w środowisku sneakerheadów? Wątpliwe. Ale to nie jest prawidłowe pytanie. To prawidłowe brzmi – czy Timberland jest w stanie zrobić dobre buty. Tu odpowiedź jest jasna – jak najbardziej tak.

To nie jest but dla każdego. Nie jest to but dla tych, którzy poszukują hajpu, którzy chcą, aby na ich nogach pojawiło się coś, co wpada na pierwsze strony najpopularniejszych magazynów wraz z gwiazdami, które zakładają buta A, B lub C na nogi. To nie jest taki but i wątpliwe, żeby takim był. Ten but ma jednak swoją grupę docelową – ciekawą moim zdaniem.

Przyznam szczerze, gdy zobaczyłem je na pierwszych zdjęciach jakieś półtorej miesiąca temu, kiedy to nie można ich było jeszcze pokazywać, miałem mieszane uczucia. Nie, nie będę wygładzał. Pomyślałem – no nie, po prostu nie. Kilka dni temu, po wypuszczeniu oficjalnej informacji prasowej podesłałem zdjęcia kilku moim znajomym prowadzącym swoje własne biznesy, większe niż mniejsze, z większymi niż mniejszymi sukcesami. Są to ludzie raczej nie biegnący za tym co modne, mający swoje zainteresowania i znajdujący szczęście w oddawaniu się swojemu hobby.

Odpowiedzi były jednoznacznie – nie.

Wiem, że jak zrobię drugi test będzie całkowicie inaczej, bo po wyjęciu z pudełka, oglądałem z każdej strony, a po założeniu na nogę powiedziałem – nawet jak to nie mój styl, to ten but jest po prostu dobry.

Wygoda – o tak

Po pierwsze, jest wygodny, bo ciężko aby Timberland zrobił buta niewygodnego. Miałem kilka modeli i nigdy nie mogłem narzekać. Czy były to modele wzorowane w różny sposób na kultowym 6-inch, inspirowanych butami na łódkę casualowych wersjach Timberland czy kiedyś miejskie śmigacze. Zawsze byłem zadowolony.

Z tym, że Timberland ma to do siebie, że mija kilka chwil, aby podeszwa trochę dostosowała się do stopy. Nie jest to w żaden sposób uciążliwe, przez chwilę może czuć delikatnie jakby wkładka pracowała, sprawdzałą naszą stopę, a następnie mówiła – a ziom, mam cię, już wiem co i jak. 

Aha – są przesympatycznie lekkie.

Jakość wykonania?

Nie mam żadnych zastrzeżeń. Czy w Twoje ręce wpadł kiedyś jakiś but Timberlanda? Najwyższej jakości materiały, klej nigdzie się nie wylewa, nie widać zaniedbań, nie widać błędów młodości i niedopatrzeń. Materiały? Miła i przyjemna w dotyku skóra dominuje buta. Toebox to mesh – podobnie jak panele boczne.

Sam but jest raczej prosty w budowie, nie ma tu nic wymyślnego. Zresztą zobacz.

 

Timberlandy Flyroam siedzą na nodze jak złoto i uważam, że są świetnym butem na wiosnę. Tak jak wspominałem, kompletnie innym niż to, w czym obracamy się na co dzień.

No dobra, do kogo pasują?

Do wszystkich. Serio, musisz się tylko przekonać, że zakładasz na nogę coś, na co nie ma hajpu, co nie spowoduje, że na Instagramie wyklikasz 10 tysięcy lajków, a grupki na Facebooku wybuchną, bo kupiłeś Timberlanda … i to nie 6′. Nie, tak na pewno nie będzie. Nie jest to but dla odważnych, bo nie ryzykujesz nic – płacisz za jakość materiałów i wygodę. Po prostu.

To tak, jak z kupnem Volvo, czy Saaba, albo auta japońskiego (choć te nie są już tak nudne). Robisz to dobrze. Wiesz, że chcesz wyszarpać Audi, BMW, Mercedesa, aby dodać sobie splendoru, ale za te same pieniądze kupisz samochód bardzo dobry, w świetnym stanie i nikt nie powie, że to błąd. Obędzie się bez efektu WOW, ale to S40 będzie służyło bezawaryjnie przez kilka dobrych lat.

Dlatego uważam, że po Timberland Flyroam sięgną raczej osoby już nieco ustabilizowane życiowo, obracające się w stylistyce (powiedzmy dla uproszczenia) casual, proste spodnie, koszula, sweterek. W cieplejsze dni koszula z podwiniętymi rękawami, ładna fryzurka, zarost na twarzy i chillout w modnej, ale droższej knajpie. Albo ewentualnie biały/czarny t-shirt, prosta stylistyka reszty odzieży. W weekend góry, rower, wypad ze znajomymi i dziećmi.

Tak to widzę.

 

Czy ja jestem zadowolony po kilkudniowym sprawdzaniu buta?

Tak.

Dlaczego? Bo są wygodne, lekkie i brdzo przyjemne.

Timberland Flyroam kupisz w sklepie Timberland.