Derek Lew stracił pracę. Pracę dobrze płatną, pracę, która pozwalała utrzymać rodzinę, opłacić rachunki, było też na wakacje i buty. Derek, założyciel Sole Supremacy, pomyślał niczym uderzony piorunem, że takich ludzi, którzy chcą sprzedać lub kupić buty, jest sporo więcej. Powstała strona, która dała mu nową, jeszcze lepiej płatną pracę i możliwość do utrzymania rodziny. Derek stał się resellerem.

W samym 2014 roku Lew zarobił ponad 3 miliony dolarów. Jego najdroższym do tej pory sprzedanym butem był Nike Air Mag, który poszedł do szczęśliwego nabywcy za 7 tysięcy dolarów. Lew jest jednym z największych resellerów na świecie, a jego historię można było przeczytać ostatnio na HighSnobiety.

Biznes rozwija się też dzięki prostym zasadom rynkowym. Na półki sklepowe wpada coraz więcej limitowanych edycji kolejnych marek, nowe kolorystyki i nowi projektanci dokładają swoje cegiełki, a celebryci nie tylko kolaborują, ale też podkręcają popyt. Do tego wszechobecny internet, media społecznościowe, kolejne lajki i komentarze, z których wylewa się fala zachwytu.

Resell przeżywa prawdziwy rozkwit,  bo rozkwit przeżywa kultura sneakersowa, na każdego starszego kolekcjonera, który z różnych powodów decyduje się opuścić planszę do gry, o miejsce na niej zabija się kolejnych dziesięciu i co najciekawsze, wszyscy zostają przyjęci, bo pole do gry stale się powiększa.

Lew opowiada w wywiadzie dla HS, że najpopularniejszą marką, która sprzedaje się w Sole Supremacy jest oczywiście Jordan, a najczęstszą grupą wiekową, która odwiedza sklep są ludzie w graniach 20-30 lat. Na portalu Campless 96 procent sprzedawanych butów to Nike lub Jordan.

Ten rynek na pewno nie zwolni tempa, w najbliższych latach jeszcze urośnie, a w tym momencie jego wartość to ponad miliard dolarów. I nie, nie jest to wartość szacowana czy potencjalna, tylko realna, bo za taką kwotę butów sprzedali resellerzy. Informował o tym jakieś 3-4 miesiące temu Financial Times. Aha, żeby było jeszcze ciekawiej, suma ta nie zawiera dokładnej sprzedaży na rynkach międzynarodowych.

A mi kiedyś jeden pan z poważnej gazety w Polsce powiedział o szefach Nike – nie interesują nas materiały o gościach sprzedających dresy.

Całkiem nieźle, co?