Zazdroszczę Filipowi z Noizz i Michałowi z Probasket, że pojechali do Londynu i mieli okazję pograć w pełną już wersję NBA 2K18.

Za każdą kolejną wersją tej gry mam nadzieję, że następna wciągnie mnie jeszcze bardziej. Będzie jeszcze lepsza, będzie jeszcze bardziej dopracowana, da mi lepsze IQ komputerowego przeciwnika i pozwoli rozwijać karierę na tysiąc różnych sposobów. Czekam na coraz lepszy tryb fabularny, ale i każde inne rozwiązanie, które przyniesie mi sporo zabawy. W mojej opinii genialne było to, kiedy graliśmy kluczowe mecze kariery Michaela Jordana i musieliśmy zrealizować cele, które Jordan wykręcał w spotkaniach na żywo.

Jednocześnie nie chcę, aby 2K robiło grę lepszą, bo już teraz spędzam przy niej przez pierwsze miesiące w cholerę czasu. Ale po wczorajszym NBA 2K18 The Prelude, czekam jak zaśliniony pies na pokazane mu ciastko.

2K wiedziało jak to zrobić, rozgrzało nas do czerwoności, bo Prelude jest … na 45 minut maksymalnie. A potem 7 dni, 168 długich godzin, 10 080 minut oczekiwania.

Prelude pokazało nam jak będzie. A będzie nieco inaczej, co zapowiadało samo 2K. Zmieniono nieco tryb sterowania i w moim odczuciu różnica pomiędzy ubiegłoroczną edycją, a tą z tego roku jest większa niż pomiędzy 2K16, a 2K17. Wydaje się, że inaczej jest też w obronie, nic nie daje durne machanie łapami do przechwytu, jest więcej fauli podczas wejść pod kosz i generalnie wbicie pod dziurę jest jakby prostsze ‚czytają’ jak się zachować w ataku, dwutakcie. Ale to tylko przypuszczenia po bardzo krótkiej grze.

Aha, a buty, bo przecież buty też ważne są. Oh, te są odwzorowane najlepiej jak się tylko dało. W grze na asfalcie podczas turnieju Jordana w Prelude, każdy z graczy ma na nogach top topów. A to Jordan 31, a to Jordan 4 Bred itd. Podobno butów jest najwięcej w historii i godzinami będziemy przeglądali archiwa.

Zobaczymy jak będzie to wyglądało w wersji pełnej. Czekam z niecierpliwością.

Grę można zamówić w Preorderze na Muve.pl