Znikam na chwilę do ciepła i słońca (mam nadzieję), którego tak bardzo potrzebuję.

Tę podróż planowałem bardzo długo, ale bilety były zwykle bardzo, bardzo drogie. Ostatnio nawet rozmawiałem z kilkoma znajomymi osobami i gdy usłyszeli, że za podróż do Lizbony i bilet powrotny do Wrocławia, zapłaciłem 350 złotych, byli pod wielkim wrażeniem tak niskiej ceny.

Bo niestety, ale Lizbona, jeśli chodzi o lot, nie jest tania. Standardowo trzeba wysupłać z portfela około 700 złotych (a tu już jest niezła cena, bo raczej rozmowa jest blisko 1000). I zwykle nie miał znaczenia też miesiąc, grudzień, lipiec – jest po prostu drogo. Portugalia to przecież kierunek dla surferów.

Dlaczego tym razem Lizbona? Nie ma tam przecież zbyt wielu miejsc streetowych i kicksowych. Sklepy w sumie namierzyłem … Sneakers Delight. Jest jeszcze oczywiście kilka miejsc. Ale do Lizbony nie jadę po to, aby łazić po sklepach, jadę po to, aby odpocząć i przede wszystkim, byłem bardo, ale to bardzo ciekawy tego kierunku. Wiele osób mówiło mi o mieście i kulturze portugalskiej wiele dobrego.

Dwie kluczowe dla mnie atrakcje

Pierwsza to tramwaj linii 28E. Absolutny must see i pojazd, którym w Lizbonie trzeba się przejechać. Jest to integralna część zwiedzania. Trasa, którą jedzie tramwaj jest pełna gwałtownych wzniesień i zjazdów. Wydam 6 Euro, aby mieć możliwość jazdy przez cały dzień. Jaram się jak Sheldon z The Big Bang Theory pociągami. Jazda tramwajem 28E to świetny sposób na eksplorowanie dzielnicy, której nazwa brzmi Alfama. Podobno świetne miejsce, w którym zbudowanych jest kilka wind miejskich, po to, aby ułatwiać poruszanie się po mieście – jest niezwykle stromo.

Zwiedzając Alfamę mapa ma kilka punktów, które należy odwiedzić. Ale o tym później, po pobycie.

Drugi must see to dla mnie wycieczka wzdłuż Tagu, a przede wszystkim Mostem 25 Kwietnia. Ten został zbudowany przez tych samych ludzi, którzy postawili Golden Gate w San Francisco. To taka mała rozgrzewka przed wyjazdem do Bay Area 😉

Na liście jest też kilka innych rzeczy, ale chcę mieć o czym mówić i pisać po powrocie, albo w trakcie pobytu. Na pewno interesująco wyglądają Bairro Alto, dzielnica będąca królową rozrywki, czy Avenida da Liberdade, mająca być odpowiedzią na paryskie Pola Elizejskie.

Będzie jak zwykle intensywnie.

Jadę analogowo

Od pewnego czasu jestem wybitnym zwolennikiem rozwiązań analogowych. Wymyśliłem i stworzyłem wystawę, o której niejednokrotnie na blogu wspominałem – wiesz, to przeniesienie #JKDN ze świata cyfrowego do świata rzeczywistego. Kilka innych tematów, o których innym razem, również. Dlatego też propsuję świetną inicjatywę z kalendarzem co roku – kiedyś dla Petero, teraz dla Real Friends.

Już do Nowego Jorku chciałem wziąć aparat analogowy, ale ten pomysł wpadł mi do głowy nieco za późno. Tym razem, w przeciwieństwie do tamtej sytuacji – przygotowałem się kilka chwil przed wyjazdem. W moje łapy wpadł więc Fuji Instax, czyli Polaroid. Nie, nie miało być lusterkowo, miało być analogowo. Kilka kasetek z filmem i jedziemy z koksem. Będzie świetna pamiątka.

Oczywiście sporo rzeczy, które będą działy się w Lizbonie sprawdzisz na moim Instagramie. Ale zostawiam w domu aparat cyfrowy, zostawiam GoPro i biorę w rękę fizyczny przewodnik oraz aparat analogowy.

A jakie kicksy? Myślę o combo AM 97 + coś na piance Boost.

?