W 1992 roku do NBA trafił czowiek, który zmienił grę pod każdym względem. Lata 90-te w NBAA były zdominowane przez wielkich gości, którzy pod koszami robili sieczkę z obręczy i rywali – po obu stronach parkietu. Jasnym było, że aby wygrywać trzeba było mieć pod koszem zawodnika dominującego – tak ukuło się w latach 80-tych i przeszło na 90-te. Na marginesie – jedynym zespołem, który przeczył tej tendencji było Chicago Bulls, ale zawsze był tam środkowy przynajmniej przyzwoity (może nieco przesadziłem). Ah, no i był tam ten, jak mu tam … Michael Jordan.

1992 był rokiem, w którym Orlando Magic wybrali w drafcie Shaqa. Gościa, który szybko podpisał kontrakt z Reebokiem (odmówił Nike, bo nie byłby w stanie robić tego, na co miał ochotę, na co nie zgadzało się Nike – o ile dobrze pamiętam). Shaq był wielkim talentem. Nie tylko na parkiecie, bo oprócz jego dominacji na parkietach, był i jest też gościem przezabawnym, przekomicznym, który umie się bawić w najlepsze. Ma też, podobnie jak ciało, olbrzymie ego, ale podpierał je zwykle tym, co robił na parkiecie.

Uwielbiałem go oglądać w duecie z Pennym, który mógłby być świetny na lata, ale tematy pomiędzy panami mocno się pokomplikowały. Historia tego człowieka jest bogata, a jego kariera poza parkietem, równie barwna, co ta na parkiecie. Shaq był fenomenem. Po prostu. Oglądało się go przyjemnie, bo nie był tylko brutalną siłą (którą był), ale i cholernie inteligentnym graczem.

Shaq miał też niezłą linię butów stworzoną z Reebokiem, a wśród nich były choćby Reebok Shaq Attaq, które właśnie wracają na rynek – bo właśnie obchodzimy 25-lecie tego modelu. I to w najlepszej kolorystyce, bo OG – w bucie wyraźnie zaznaczono technologię Pump, a dodatkowo użyto na cholewce włókna węglowego.

Globalna premiera modelu Reebok Shaq Attaq OG odbędzie się 20 stycznia.

[FAG id=37140]