28 stycznia świętowaliśmy początek nowego roku. Tak, nie naszego, dziwnego, ale takiego fajniejszego – obchodzonego w Chinach. Czemu fajniejszego? Sama kwestia nazewnictwa roku jest dla mnie genialna – obchodziliśmy rok małpy, świni, a teraz obchodzimy rok koguta.

Oczywiście marki nie zostawiły tematu samego w sobie, bo dlaczego nie wydać fajnego bucika na tę właśnie sposobność.

I tak sobie patrzę po fotkach, patrzę i myślę, które wyglądają i niosą ze sobą pewien ładunek emocjonalny. Te trzy, a tak naprawdę cztery, modele łapią mnie za serce. Cztery, bo traktuję Air Jordan XII CNY jako jedną paczkę, choć nie ukrywam, że bardziej podoba mi się wersja damska. Niestety, kupno tych damskich było trudne.

Air Jordan XII CNY

adidas Ultra Boost 3.0 CNY

Nie wiem, powinny mieć jakąś nazwę. Jakąkolwiek, nie przemawia do mnie CNY, może The Rooster. I byłoby rewelacja. Choć i tak jest, bo kolorystycznie ten but jest po prostu taką petardą, że światy wybuchają. No i nie ukrywajmy, to najlepszy but w tym malutkim zestawieniu. I niestety kupno ich graniczy z cudem.

 

Nike Flyknit Racer (Fire Rooster)

Mi siedzą. Strasznie. Może dlatego, że uwielbiam ten model, a wersja kolorystyczna praktycznie zawsze jest sztosem? W przypadku Fire Rooster gra ze sobą kolor i nazwa – tak to się robi.

A Ty co myślisz?