A żeby Wam ta znieczulica bokiem wyszła i bolała

No chciałbym komuś strzelić w pysk za tego typu teksty.

Naprawdę, serce mi krwawi, a z oczu płyną łzy bezsilności i wkurzenia, gdy zauważam tą zasraną znieczulicę. Pieprzone państwo policyjne. A wystarczy czasem wyjść, odezwać się, spytać, zobaczyć o co chodzi.

Nie, lepiej napisać tekst zza biurka, albo z owalnego niego wydać opinię, za przeproszeniem gówno wiedząc.

Na Gazeta.pl kilkanaście dni temu natrafiłem na tekst, w którym wielki pan dyrektor, wielkiego centrum handlowego Magnolia, wypowiadał się o problemie z wyłudzaniem kasy na parkingu jego molocha.

Pan wielki dyrektor apelował do klientów swojego centrum, aby uważali na ludzi wyłudzających pieniądze. Apelował grzecznie, prosił o zwracanie uwagi, bo problem się nasila. Pewnie z podobnym zmaga się sporo miejsc publicznych, jeszcze takich gdzie parking jest na zewnątrz, a nie podziemny, lub nadziemny jak w większości moli handlowych.

A ja uważam, że ludzie po prostu nie mają serca i w naszym kraju zapanowała pieprzona znieczulica. Nikt z nikim nie rozmawia, nikt nie zwróci uwagi, nie zapyta, nie zaproponuje, tylko odrazu jebnie siekierą przez łeb, żeby odciąć hydrze głowę. Tak się przynajmniej mu wydaje, bo ani w hydrę nie wali, ani celnie, bo macha toporem jak nawiedzony i ślepy idiota.

Tak się składa, że pod wspomnianym centrum jestem dość często. Spotykam ludzi, którzy chcą ode mnie … czegoś. Niekoniecznie pieniędzy. Zwykłem odmawiać przysług finansowych, ale zawsze proponuję, że skoro ktoś jest głodny, mogę kupić mu jedzenie. Słuchajcie, wszyscy, którzy głosicie na łamach gazet te swoje bzdury – RAZ spotkałem się z odmową. RAZ, jeden pieprzony, odosobniony RAZ.

Car_park

I to było ciekawe, bo gość chciał, żeby dać mu pieniądze na lekarstwa. 10 złotych ledwie. Zaproponowałem, że wykupię mu lek. Nie chciał, bo nie chciał dać mi recepty. Nie chciał też wejść ze mną do środka, nie chciał też dać mi recepty i trzymać w ręku mój kluczyk od auta w obecności mojej kochanej rodzicielki.

Tak. Ten chciał wyłudzić kasę na wódkę, albo ćpanie.

Inni? Byli zachwyceni jak przyniosłem im coś do jedzenia. Dziękowali, byli wdzięczni i zadowoleni, że ktoś im pomógł, poświęcił kilka chwil i przez parę minut porozmawiał.

Wyłudzacze. Tak, widziałem takich, którzy brali jedzenie i je wyrzucali. To nie byli ci ludzie.

W naszym kraju to takie częste. Dacie wiarę, że ktoś po prostu może być (chciałem tu przeklnąć) głodny?! Nie mieć środków do życia, bo musimy utrzymywać darmozjadów w garniturach od Zegny na wiejskiej? Czy to aż tak niemożliwe i nie mieści się w niektórych ptasich móżdżkach?

Podobną sytuację miałem z administracją w budynku, w którym mieszkam. Pewnego radosnego dnia, na tablicy ogłoszeń pojawił się wielki napis ostrzegający przed bezdomnymi niczym przed pożarem. Naprawdę. nawoływali prawie do ustawienia stosu, informowania władz, jednostki S.W.A.T. dzwonienia po helikopter i wysyłania informacji do TVN, by ten przysłał Błękitnego.

Tak się przypadkowo składa, że owego bezdomnego również znam. Odwiedzał mnie kilka lat temu, kiedy mieszkałem w innym budynku na tym samym osiedlu. Wiecie czego chciał? Np.gorącej wody do herbaty. Herbatę, kubek, jakiś kawałek chleba i innego jedzenia miał. Raz, może dwa zdarzyło mu się, że poprosił o coś do jedzenia.

Ten bezdomny jest do tego niemową. I nie miga. I nigdy, ale to przenigdy nie zostawił po sobie na klatce bałaganu i brudu. Nigdy. Człowiek szukał po prostu miejsca do spędzenia nocy, kiedy na dworze szalały minusowe temperatury, lub padał deszcz czy śnieg.

Przeszkadzał komuś w czymś? Nie. Czy był niebezpieczny? Absolutnie nie. Czasem spotykam go na osiedlu, jak przemierza ulice ze swoim dobytkiem, trzema torbami, których nie jest w stanie unieść jednocześnie i chodzi po 40-50 metrów na raty.

Może zamiast starać się komuś utrudnić i tak podłe i pewnie nieudane życie, lepiej czasem wykrzesać z siebie odrobinę człowieczeństwa? Może tym ludziom na parkingu zaproponować pomoc w sprzątaniu czy coś innego? Za kilka złotych. Może temu bezdomnemu dać ciepłą zupę?

A może czasami babci, której brakuje 40 groszy do parówki, dołożyć, bo kto wie kiedy ostatnio jadła? Doskonale wiem kto w moim życiu tak zrobił, pokazując mi jak powinno się zachowywać.

Świata nie zmienię. Mnie wychowano tak, a nie inaczej. Przeklinam i zachowuję się często jak cham, ale obojętny na pewne rzeczy nigdy nie będę.

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

4 CommentsDodaj komentarz

  • Kawałka o znieczulicy nie kupuję. Sam wczoraj odmówiłem jednemu bezdomnemu krótkim: „Nie daję. Przepraszam”. I zawsze mam wewnętrzną wątpliwość, po co to „przepraszam” na końcu. Zawsze.

    Natomiast żeby odbić piłeczkę i obronić się przed zaszufladkowaniem przyznam, że pomagam. Ale wybiórczo, raczej tym którzy mają mniejsze szanse na zarobek niż bezdomny w W-wie, Ostatnio, na Wigilię w ramach „Szlachetnej Paczki” jednej rodzinie gdzieś daleko ode mnie. Akcje organizowała blogerka z Lubelszczyzny. W sumie to poza malutkim kręgiem nikomu o tym nie mówiłem, tam też wystąpiłem jako autor z nazwiska, a nie reklaMAN.

    • Jak mówią w internetach, należą się punkty lansu. Po cichu, ale jednak.

      Mój tekst jest mocno skierowany przeciwko dyrdymałom, który wypisują w gazetach. Nie ma tam realnego rozwiązania problemu. Ba, nie ma nawet pokazania tego problemu, tylko bezpłciowa tablica ogłoszeń. Wiem dlaczego, ale i tak się z tym nie zgadzam. Michael Jordan powiedział kiedyś, że skoro gość ma siłę na to, żeby powiedzieć – daj dolara – to ma też siłę na to, żeby powiedzieć – a może frytki do tego?

      Dlatego ja kasy nie dam (ok, sporadycznie jak ‚znajomy’ żulik chce na piwo), ale jak ktoś prosi o pomoc, pytam jaką i mówi – nawet bułkę. To jedzenie mu kupię. Z tym problemu nie mam. I chyba nigdy nie będę miał.

  • Hm a ja np.spotkałam się z sytuacjami (nie raz), że prosili o jedzenie czy kasę na nie, dawałam jedzenie, wrzucali do reklamówy pełnej produktów (świadczącej o tym, że jednak Polacy tacy totalnie znieczuleni nie są) i prosili o więcej. Potem miałam okazję zobaczyć jak jeden zbieracz pożywienia wymienia jedzenie na alkohol, czysty bartel – za dwa piwka pozbył się większej części reklamówki. Można? Można ;)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *