Niektóre rzeczy na świecie są pewne. Śmierć, coroczna edycja NBA 2K, podatki czy to zakichane moralizatorstwo, gdy ktoś powie coś nie pasującego do panującego wzorca.

A za to, co ostatnio delikatnie grzmotnęło w internecie, powinniśmy dziękować.

Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych zachował się niewiarygodnie nieprofesjonalnie, bezczelne. Wojciechowski zachował się jak żółtodziób. Bez dwóch zdań nie utrzymał ciśnienia, był sfrustrowany czy cokolwiek innego. Prawda jest taka, że nie powinien.

Funkcja rzecznika prasowego jak każdy inny zawód, ma swoją specyfikę. Ten musi odbierać telefon nawet w środku nocy i za każdym razie zachować zimną krew, profesjonalizm i wykazywać się elokwencją.

Rzecznik prasowy jest taką trochę panienką na telefon. O, jak ładnie wyszło. 🙂

Tak wygląda to w idealnym świecie. W rzeczywistości nie zawsze telefon można podnieść, nie zawsze powinno się go podnosić.

Bo rzecznik prasowy, do cholery jasnej, ma prawo do prywatności. Takie samo jak policjant, strażak, pracownik supermarketu, prezes dużej firmy, prezydent, jakikolwiek inny polityk i Ty.

Wojciechowski popełnił błąd odbierając telefon. Skoro był zajęty mógł kulturalnie zrzucić połączenie i napisać wiadomość, że oddzwoni jak najszybciej. Powód jest nieważny, mógł siedzieć w toalecie mając rozstrój żołądka.

Odebrał. W tej sytuacji mógł powiedzieć, że udzieli wypowiedzi za godzinę, dwie, jak już będzie wolny. Lub rano. Zrobił najgorzej jak mógł, w formie która jest nam doskonale znana – użył sobie, niby śmiesznej, niby zgrabnej, ale tragicznej jednak metafory.

A bezczelny (tak, pisze to całkiem poważnie) dziennikarz, popłakał się niczym mała dziewczynka, której zabrano zabawki. Sam niejednokrotnie spotykałem się z dużo gorszymi tekstami z ust przedstawicieli jednej czy drugiej instytucji. Najczęściej – może dlatego, że jestem miękki, może dlatego, że wolę utrzymywać raczej dobre relacje – mówiłem, że to może zły moment na rozmowę lub po prostu szybko informowałem czego potrzebuję i kiedy możemy się skontaktować.

Rozumiem, że media również nie wytrzymały ciśnienia. Materiał miał być przygotowany szybko, a bez wypowiedzi rzecznika był o niczym.

Wymiotuję jednak tym bełkotem, który  pojawił się w mediach. Każdy jest świętszy od świętego, każdy nagle jest pieprzonym, przeolbrzymim zawodowcem. Właściciele agencji, piarowcy to po prostu dyplomaci, którzy opisują idealny stan. Zapominają tylko, że nie żyją w idealnym świecie.

Dziennikarze? Tym też można wiele zarzucić. Zapraszam w odwiedziny do jakiejkolwiek redakcji, nawet (a w zasadzie w szczególności) w działach kultury, usłyszycie słowa generalnie uznawane za niecenzuralne, a czasem takie zbitki, że stali bywalcy zakładów karnych mogą się dużo nauczyć. Słyszałem na własne uszy, używałem, zachowywałem się podobnie.

Zapraszam do zapoznania się z oryginalnymi wypowiedziami wielu rozmówców, a potem do przeczytania tego w tekstach. A potem w kolejnym medium, które wypowiedź cytuje za źródłem. Dodając coś tam od siebie, coś tam zmieniając.

Robi się z tego zabawa w pieprzony głuchy telefon. Wiem, bo nie raz spotykałem się ze swoimi przerobionymi cytatami, których udzielali mi sportowcy, nie raz sam nadużywałem i wycinałem je z kontekstu. Nie raz mówili mi o tym znajomi z agencji, rzecznicy prasowi, którzy udzielali wypowiedzi komuś innemu.

Wojciechowski przeprosił. Słusznie. Co miał innego zrobić, skoro wiedział, że popełnił błąd i najwyraźniej zapomniał, że w tym świecie wystarczy siedem sekund, żeby być bohaterem i kolejne dwie, aby zostać zlinczowanym.

Czy w ogóle stało się coś strasznego? Absolutnie nie, tylko fajnie sobie o tym trochę popieprzyć i dodać lansu wpisując się w ogólny schemat, który będzie klepał po plecach i nie urazi niczyich uczuć.

Jak ja tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here