Powiem Ci szczerze, że trochę nie rozumiem co dzieje się na tym świecie. Marka odzieżowa zalicza wpadkę, problem jest generalnie kompletnie z dupy. A ja płynnie przeszedłem od odzieży, do polityki, która przyklaskuje takim działaniom, bo ma tematy zastępcze.

Bambus to słowo obraźliwe, podobnie jak czarnuch. I nie dziwię się wcale, że ktoś nazywany w ten sposób może poczuć się urażony. Nie wiem czy Zara zanotowała wpadkę, czy był to celowy ruch, ale wyszło niefortunnie. Bardzo, bardzo niefortunnie i nieładnie.

Oliwia z Noizz napisała tekst o tym przypadku. W ubiegłym roku redakcja wspominała również między innymi o bluzach w H&M. I jak ja zgadzam się kierunkowo z tym, co mówi i jak mówi Noizz, tak czasem – jak każdemu z nas – nie do końca jestem zdeklarowanym fanem detali, które są poruszane. I tak np. w tekście o wspomnianej Zarze również tak jest.

Nie zgadzam się z Oliwią w zasadzie w jednym zdaniu całego tekstu, które mówi o skojarzeniach. O w tym poniższym fragmencie.

Podobno opis koszuli może się kojarzyć obraźliwie i budzić konotację rasistowską. Jeśli komuś się kojarzy, to raczej świadczy nie najlepiej o nim i wskazuje, że zdarza mu się w ten sposób nazywać czarnych.

Mi określenie bambus też kojarzy się z obraźliwym. Nie nazywam tak czarnoskórych. Bo nie skojarzenie samo w sobie jest złe, ale używanie go wprost. Zgadzam się natomiast z Oliwią w 100 procentach, cała ta akcja, to wiele hałasu o nic. 

Co więcej, powiem Ci jedno, mnie ta cała akcja z Zarą i ich rzekomą wpadką, ogólnie bawi. I nie śmieję się z rasistowskiego określenia, a samej w sobie wpadki. Całego przebiegu, procesu, tego, że nikt tego nie zauważył, przemęczenia, a nawet braku znajomości odniesień kulturowych, które mogą powodować wpadkę. Większe pretensje miałbym jednak do firmy, która posługuje się taką strategią marketingową, niż do osób, które mogą kojarzyć obraźliwy zwrot. Jeśli jest to świadoma akcja, to Zarze, tak, jak innym wykorzystującym taktykę wyróżnij się albo zgiń, to ostatnie. 

Czy to wszystko jest istotne?

Ale problemów na świecie, a nawet na naszym własnym podwórku jest jednak dużo więcej. Mam natomiast wrażenie, że jesteśmy wszyscy skupieni na kilku i to ideologicznych. Tłuczemy się i tracimy energię na walkę, która jest na rękę tylko jednej grupie społecznej. Szkoda, że nie przekładamy tego na pozytywy, bo wydaje mi się, że w obecnym świecie, wszyscy ich potrzebujemy.

Nie wiem, czy masz przyjemność oglądać genialny program publicystyczny Netflixa, Patriot Act. Jeśli nie, to polecam z całego serca. W ostatnim odcinku (tuż przed napisaniem tego tekstu, a chwilę po feralnej sytuacji w wykonaniu Zary), Hasan Minhaj opowiada o substancji opioidalnej zwanej fentanyl, która jest dużo silniejsza od morfiny i jest przyczyną wielu zgonów w USA. 

We wcześniejszych poruszał podobne kłopoty. Choćby finansowanie startupów w Dolinie Krzemowej przez ludzi z rodziny królewskiej Arabii Saudyjskiej. Ludzi, którzy podobno mają sporo na sumieniu.

Dobra, stop, bo odpływam. Powiedzmy o naszym podwórku. W kraju drożeje wszystko, politycy kłamią w żywe oczy, ludzie ze sobą walczą, za naszymi plecami podpisywane są ustawy o podwyżkach, ale nikt tego nie zauważa. 

A my rozmawiamy o fakapie marki odzieżowej. I nie tylko o niej rozmawiamy (bo nie ukrywam, że mnie ten temat interesuje), ale rozpływamy się nad nim w kategoriach rasistowskich, społecznych i sam stwórca raczy wiedzieć jakich jeszcze. 

Szkoda, że tego samego nie robimy z polityką i decyzjami, które realnie wpływają na nasze życie. Nie mówimy sprawdzam politykom, tylko wierzymy tym kłamczuchom na słowo. Politykom każdego ugrupowania. 

My nadinterpretujemy sytuację związaną z … koszulką. Sytuację, która (tu znowu zgadzam się z Oliwią) najpewniej była pomyłką i sami dzielimy społeczeństwo na jednych i drugich. Komu jest to na rękę? Oczywiście, całej kaście rządzących, bo jest to kolejny temat zastępczy (ok, w tym wypadku nie wybuchło za mocno), który odciąga uwagę od rączek działających w złej wierze.

Jestem za sprawiedliwością i wolnością. Te same prawa należą się wszystkim, niezależnie od wyznania, koloru skóry, orientacji seksualnej. Należą się, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie wierzę w gender, wierzę w naukę, wierzę, że mamy wolny wybór i mogę sypiać z kim chcę. Wierzę, że mogę myśleć co chcę i czuć, jak chcę i otwarcie o tym mówić, ale nie czynić drugiej osobie z tego powodu krzywdy. Tyczy się to absolutnie wszystkich stron konfliktu – ile by ich nie było. 

Uważam też, że solidną edukacją i działaniami zaplanowanymi na długi czsa, da się osiągnąć sprawiedliwość. Potrzeba nam spokojnego dyskursu i świadomości, że wojna nas z nimi jest komuś na rękę i odciąga nas wszystkich od innych problemów, które długofalowo wpływają nas problemy każdego z nas.

Ale oprócz tego, naprawdę, potrzeba nam wszystkim dystansu i luzu, bo zgodnie z tym fajnym powiedzeniem, gdy go nie będzie, wszyscy umrzemy.