Super obsługa, dramatyczna usługa – czyli o kupimyto.pl

Cztery tysiące i prawie trzysta znaków o firmie, z którą nie chcę współpracować to o całe 4,5 tysiąca za dużo.

Ale robię to specjalnie dla Was.

Wielkie aj waj, czerwony dywan, miła obsługa i tona gruzu i wymiocin. Nie spotkałem nigdzie bardzo konkretniej opinii na temat serwisu kupimyto.pl, który jakiś czas temu zadebiutował w sieci.

To teraz mam swoją i chętnie się z Wami podzielę.

Próbowałem temu państwu sprzedać swojego trzyletniego MacBooka Pro. Uznałem bowiem, że pomimo tego, że dostanę nieco mniej kasy niż przy sprzedaży na Allegro, to przynajmniej pójdzie bezproblemowo.

I poszło. Do pewnego momentu.

Szybka wycena, zamówienie kuriera i wszystko powinno być jak należy. Kurier dostał informacje o tym kiedy ma do mnie przyjechać – bo tak działa system kupimyto.pl. Rewelacja, ustaliłem godzinę,  zaplanuję sobie wszystko jak trzeba i będę wtedy w domu.

No za chu… Moje plany legły w gruzach, bo okazało się, że ktoś (pytałem w DHL) nie odznaczył swoim żółtym ołówkiem, że kurier ma przyjechać tego i tego dnia. Straciłem około 50 minut na ustalaniu tego, kto za co i jak odpowiada. Okazało się, że bawię się w trzy małpki, bo nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał i nic nie mówił.

Zwykle problemy rozwiązuje się najlepiej u źródła, więc … po dwóch godzinach udało mi się w końcu dodzwonić do kupimyto.pl. Bardzo sympatyczna pani rozwiązała problem praktycznie od ręki. I w tym miejscu chciałem pochwalić obsługę firmy, zrezygnowaliśmy z jednej daty, ustaliliśmy inną, dostałem potwierdzenie mailem i miły dopisek, że pani pochodzi z Wrocławia i uwielbia to miasto i miło było słyszeć kogoś, kto mieszka tam na stałe.

Sympatycznie. Relacja in plus zbudowana.

Przyjechał kurier. W dniu, w którym pierwotnie miał się pojawić, a który już anulowaliśmy. Dałbym mu przesyłkę, ale nie była nawet zapakowana. Trudno, wrócił dwa dni później. Pomyłka systemu, niedopatrzenie ludzkie, nieistotne, to pierdoła, która nawet jakoś wybitnie mnie nie zainteresowała i właśnie zdałem sobie sprawę, że opowiadanie o tym było bardziej męczące niż samo funkcjonowanie w tej sytuacji.

Prawdziwa zabawa zaczyna się tutaj. Miałem dostać informację o dostarczeniu i sprawdzeniu sprzętu. Na mailu, gdzie miało wpłynąć potwierdzenie, cisza. W telefonie cisza. Gołąb pocztowy jak siedział na parapecie tak siedzi, a Jarosław Kuźniar w telewizorze nic mi o tym nie mówi.

Zgubili jak nic, a minęły cztery dni, no cóż, nie będę się irytował, przecież mnożyć się poszedł komputer warty tylko 2,5-3 tysiące złotych. Co tam, kto by się przejmował, przecież żyjemy w bogatym kraju.

Napisałem grzecznego maila. Po czterech dniach. Odpowiedź otrzymałem dzień później

Skontaktujemy się w tej sprawie z magazynem w Polsce.

Damn, kontaktujcie się nawet z Januszem Palikotem, ale nie mówcie mi o tym, tylko powiedzcie, gdzie jest JESZCZE mój komputer. W dupie się okazało był, bo ktoś zapomniał o niej wcześniej.

Rewelacja. No ale nic to, przeżyję. W końcu po dziewięciu (!) dniach od wysyłki kurierem (!) przedmiot trafił w miejsce przeznaczenia. Cholera, nawet Filipades (wiecie, ten gość od pierwszego maratonu), dobiegł z Maratonu do Aten szybciej niż jechała moja przesyłka.

Kolejne cztery dni cała rzesza techników z Cupertino sprawdzała sprawność sprzętu. Okazało się, że jest porysowany pod spodem (niewiarygodne po trzech latach intensywnego użytkowania) i ma … zepsuty zasilacz. Co jest znaczącym bullshitem, bo akurat ten wysłałem państwu z kupimyto.pl praktycznie nowy.

Wysłano mi więc w przeciągu pięciu minut dwie oferty, zaniżone w stosunku do pierwotnej ceny, a ja jak idiota w szale irytacji kliknąłem NIE SPRZEDAJĘ.

Zobacz też: Burdel w Trójce?

Debil, trzeba było najpierw zadzwonić albo napisać maila. No nic, zrobię to teraz – pomyślałem. Kulturalnie i grzecznie – bo to już ustaliliśmy co do obsługi klienta w kupimyto.pl – pani poinformowała mnie co zaszło i o pomyłce technika w kwestii tej pierwszej oferty. Poprosiłem więc grzecznie, aby wysłano mi ofertę (tą drugą, obowiązującą) jeszcze raz i wtedy podejmę decyzję.

Niechętnie, ale z korzyścią dla klienta dostałem trzeci e-dokument. Spytałem więc mailowo – wiecie, aby mieć podkładkę – o to, w jaki sposób zasilacz jest niesprawny. Tego samego dnia poinformowano nas, że o sprawę spytani zostaną technicy.

Ok. Czekam. Był 17 grudnia.

Zobacz też: Proste, prawie bezkosztowe pomysły na promocję sportu

A potem były święta i sylwester i nowy rok. Gdzieś pomiędzy napisałem co z moim komputerem i gdzie znajduje się usterka zasilacza.

Drugiego stycznia otrzymałem wiadomość, że sprzęt już do mnie jedzie, a zasilacz był uszkodzony, bo miał przebicie na kablu zasilającym. Yeap, right. Nowy kabel i zasilacz używany 12 razy.

Trudno, szkoda tylko, że to JA mam 14 dni na podjęcie decyzji o sprzedaży lub nie, a ten grzeczny pan podjął ją za mnie. Co więcej, gdy dokładnie te słowa z podziękowaniem trafiły do skrzynki mojego adwersarza. Odpisała pani – że to ja kliknąłem nie sprzedaję i nikt za mnie decyzji nie podjął.

No jestem debilem, mogłem nie klikać. Pies osikał ciepłym moczem resztę korespondencji, bo w sumie to ja wprowadziłem trybiki w ruch.

Polecam? Nie, bo jeszcze 9 stycznia o godzinie 12:02 mój komputer do mnie nie wrócił. Minął miesiąc i kilka dni, nie wiem czy ktoś z niego coś wyciągnął, podmienił, używał czy cokolwiek innego. Wiem, że ja z usług tej firmy nie skorzystam.

Aha – sprzedam MacBooka Pro 13′ z dyskiem ssd :-)

            

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *