Sto lat za … no nie za murzynami. Za kimś zupełnie innym.

Musimy zmienić nasze tak popularne powiedzonko. My wcale nie jesteśmy sto lat za murzynami. My jesteśmy sto lat za Czechami.

Wielkie budowle chcemy budować, igrzysk i chleba ludziom dać. Jeden złoty medal powoduje, że w kraju nad Wisłą pojawiają się tory dla panczenistów, bobslejowe, a kilka lat temu wszystkie duże miasta Polski budowały swój tor F1. Oczywiście dlatego, że w jeździł tam (nie w Polsce, w F1), Robert Kubica. Do tego jak nie Euro 2012 (do, którego w zasadzie nic nie mam, bo piłka nożna to dla mnie sportowa aberacja i trzeba wyłączać ją z nawiasu sportowego), to Mistrzostwa Świata w siatkówkę, to w koszykówkę Eurobasket mężczyzn i za chwilę kobiet, idiotyczne próby organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Stop. My już udowodniliśmy, że potrafimy organizować duże imprezy (pisał o tym kilka miesięcy temu Paweł Wilkowicz na łamach Sport.pl) po co więc wywalamy kupę milionów Euro na onanistyczne święta, które w dłuższej perspektywie niekoniecznie pchają ten kraj do przodu.

My wiemy, że trzeba budować drogi, że trzeba je naprawiać, rozwijać sieć połączeń kolejowych i autobusowych.

A w tym sporcie, to ludzie rekreacji chcą. Chcą iść i mieć miejsce do spokojnego biegania, pokopania w piłkę (ok, Orliki), etc. Dlaczego bierzemy chcemy robić kilkudniowe imprezy, zamiast długofalowo myśleć o społeczeństwie jako całości?

Dobra, do czego zmierzam.

W ostatnim czasie niczym obuchem, dostałem w twarz czymś, o czym słyszałem w opowieściach moich znajomych, zapalonych golfistów. W skrócie, brzmiały one tak – Pojedź do Czech i zobacz ile tam jest pól golfowych i ile osób gra.

Pewnie sześć więcej niż u nas i gra o tysiąc osób więce. Wielkie mi coś. No i przytrafił się ten strzał jak od Tysona. Jak wiecie z tego i tego i tego tekstu, zacząłem grać. A, że w ostatnich dniach musiałem przebywać nieco dłużej w moim mieście rodzinnym, pomyślałem sobie, że pogram … W Polsce, w okolicach Zgorzelca możecie szukać ewentualnie spalonych samochodów, zakopanych ciał, koszykarskiego mistrza Polski, trzech lokali gastronomicznych na krzyż, wspaniałej starówki w Goerlitz i domu świetnego i docenianego za granicą (w naszym kraju nie) filozofa Jakuba Boehme. A, no i autostrady oraz elektrowni oraz kopalni Turów.

Niemcy? Niestety w bliskiej odległości również nie. Zostały więc Czechy. 40 kilometrów od Zgorzelca, pod zabitą dechami (ale jakże malowniczą) wioską Grabstejn (tak, nie brzmi po Czesku), jest pole.

Jadę.

Screenshot 2014-06-24 08.58.46

Nic szczególnego, w porównaniu do pół klubowych, z _trochę_ wyższego poziomu, tutaj możemy zobaczyć strzelnicę, malutki domek klubowy, który wygląda jak zwykła chata i wcale nie ma w niej nic rewelacyjnego, malutki green do treningu uderzeń po ziemi i oczywiście pole (9 i 18 dołków).

Ah i zapomniałbym przyznać rację Krzyśkowi i Ryśkowi, którzy osobno opowiadali mi to, ilu Czechów gra w golfa. Na polu kilkanaście osób (w dzień u nas wolny, w Czechach pracujący). I wcale nie liczba była zaskakująca, a to KTO przychodzi grać i oddać się rozrywce oraz rekreacji w postaci golfa. O był pan i pani. Niemcy. Z całym wyposażeniem, jak rycerze. I kolejny pan, a za nim grupa chyba z sześciu osób, z wózkami, całym sprzętem potrzebnym do gry w turniejach. Wszyscy uzbrojeni po zęby. Żelastwa w torbach jakby szli na wojnę.

Profesjonaliści myślę, albo przynajmniej nieźle już grający sądząc po tym jaki sprzęt ze sobą przywieźli. No to się mile rozczarowałem. Sam w piłkę trafiam od wielkiego dzwonu, ostatnio raczej robiłem za kosiarkę i Wodnika Szuwarka niż za golfistę, ale oni … o przenajświętszy twórco iPhone’a! Oczy bolały, a w głowie strach, że ktoś czymś cię trafi. Niekoniecznie piłką, bo obawy przed tym, że zaczną latać kije także były ogromne.

Ale ich umiejętności nie mają żadnego znaczenia. Dopiero zaczynają swoją przygodę. Bo chcą, bo wiedzą, że to fajny sposób na spędzenie wolnego czasu. Samotnie lub ze znajomymi. Że to jedna z wielu form rekreacji, a u naszych południowych sąsiadów forma bardzo powszechna. A Czesi to rozumieją. Dlatego budują pola w miejscach, gdzie generalnie są ogromne tereny zwykłej trawy, na wzniesieniach, koło fajnych zameczków. Wykorzystują przestrzeń, nie stawiają obok wielkich budowli, a skromne domki, w których można kupić trochę podstawowego sprzętu (kije, rękawice, wózek, piłki, etc) i nawet zjeść jakiś obiad.

Z ciekawości sprawdziłem ile obiektów golfowych jest w pobliżu styku trzech granic. W okręgu do 40 kilometrów są dwa. Gdy rozszerzymy ten obszar o kolejne 10 kilometrów, znajdziemy cztery obiekty. Wszystkie oczywiście w Czechach. Kolejne 10 kilometrów to już siedem pól! Zgadnijcie gdzie. Następna dyszka – dziewięć – w tym jedno w Niemczech niedaleko Cottbus. 105 kilometrów od Zgorzelca, znajdziemy … 22 pola golfowe. W tym tylko cztery w Niemczech.

Dlaczego 105? Bo tyle mniej więcej jest z Bolesławca do Wrocławia, a mam znajomych, którzy dość często jeżdżą z miasta ceramiki na Toya Golf & Country Club. Jeżdżą też znajomi ze Świebodzic czy Lubina.

1

Może więc zamiast pomysłu na budowę toru bobslejowego, kolejnej imprezy za miliardy złotych, zacząć budować coś pod kątem rekreacji i wypoczynku? Że golf nudny jest i mówię przez pryzmat tego, że się zaraziłem? Biegać nienawidziłem i sam chcę budować kolejne ścieżki, piłki nie lubię, ale wiem, że Orliki są potrzebne. A nasi południowi sąsiedzi, z których tak często się śmiejemy, udowadniają, że ten golf to wcale nie taki dla nikogo i straszny.

Zobacz też: Golf to emocje!!

   

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

3 CommentsDodaj komentarz

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *