Nie słuchaj porad. Serio. Tej też nie.

main-qimg-f69bf8102017adeb3cb15f20f993c9b1

Zwymiotuję się delikatnie życiem i różnymi scenkami (w sumie miało być przy sobocie, ale gdzieś mi umknął ten wpisy) – bo posłuchałem i poczytałem trochę genialnego Carlina ;)

Ludzie są niemili. Nie słuchajcie ich rad. Nie znają się na Twoim życiu i potrzebach. Ze wszystkich poradników wyciągajcie inspirację, ale nie idźcie ślepo za tym gównem, którym karmi Was (i mnie też) każda książka, albo kolejny domorosły psycholog, trener i znawca.

Mi całe życie mówili, że mam za duże wymagania. Za duże wymagania dotyczące np. kobiet, albo samochodów. Musisz je obniżyć mówili, inaczej będziesz nieszcześliwy. Srał was pies. Nie jeteście mną. Poza tym ta logika kupy się nie trzyma.

Pojedźmy bardzo skrajnie, żeby przykład był latwy. Chcesz mieć samochód, którego prędkość maksymalna to 300 km/h, przyśpieszenie do setki 6 sekund, spalanie 8-10 litrów, zielony i czteroosobowy.

Jakaś głupia persona mówi ci – nie możesz mieć takiego samochodu. Dlaczego? Bo cię nie stać. Ok, no to musisz zarobić. Ta sama głupia persona mówi ci, że nie, nie musisz zarobić, musisz obniżyć swoje wymagania.

Kupujesz więc auto, które spala 12 litrów, jest żółte, prędkość maksymalna to 180 km/h, a do setki rozpędza się siedem miesięcy. Albo co gorsza, jeździsz kurwa autobusem (nie, nie ma w tym nic złego). I słuchasz tego pieprzenia. Tych wszystkich życzliwych, którzy wiedzą co jest dla ciebie lepsze.

Ok, jasnym jak słońce jest, że zarabiając 3 tysiące miesięcznie nie kupujesz Porsche, bo potrzebujesz środka transportu od punktu A do B, a nie niekoniecznie taniego dodania sobie punktów lansu. Myślisz i uczysz się więc znaleźć coś czego potrzebujesz – bezawaryjnego, może niezbyt dużo palącego. O ile tu się można nagiąć, tak w relacjach damsko-męskich naaah. Nie idę na to.

Mam inny przykład. Śluby, czyli generalnie odwołanie do pieprzonej tradycji.

Sam całe szczęście tego nie przeżywam. Ale słucham czasami od znajomych jak to rodzina, rodzice, ciotki, wujki i inne różne życzliwe – kiedy weźmiesz ślub. Kiedy przedstawisz nam swoją wybrankę, chcemy pobawić się na ślubie, już czas. Czy coś.

Tak. Czas. Na to, żebyście skończyli to pieprzenie. Kiedy pobawicie się na przykład na moim ślubie? Jak za niego zapłacicie. W innym wypadku nie jesteście zaproszeni :-) Tak, raz tak powiedziałem, od tamego czasu mam święty spokój.

Odbyłem ostatnio ciekawą rozmowę, której puentą jest – po prostu bądź sobą, bo najgorsze co może się przytrafić to zatracenie samego siebie. Wiesz dlaczego? Bo starasz się dopasować do środowiska, otoczenia ludzi, którzy in the end przelecą cię jak gwiazdor porno kolejną laskę.

Ehem. Serio. A tak w ogóle to znajdź coś co sprawia ci przyjemność i po prostu to rób – tak jak lubisz.

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

  • A zastanawiał się Pan kiedyś, co będzie, kiedy już Pan ten wymarzony samochód kupi?
    Jak długo będzie Pan cieszył się nabytkiem i jak szybko zacznie Pan śnić o takim, którego prędkościomierz będzie miał jeszcze wyższą cyferkę na końcu skali?
    Uwielbiam hasło reklamowe Rossmann’a.
    Pragnienia i potrzeby.
    Tak sobie wykombinowałam, że najszczęśliwsi są ci, którzy potrafią (choć nie zawsze jest to łatwe) odróżnić jedne od drugich i czynić z tego odróżnienia sensowny użytek.
    Jest taka fajna książka Wayne’a Dyer’a „Pokochaj siebie”. Zapracowanego człowieka nie będę namawiać na lekturę całości, ale ostatni rozdział proszę przeczytać obowiązkowo. Daje dużo spokoju :).

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *