Co robisz w sylwestra?

Czytam książkę.

Nie wiem, może jestem stary, może swoje imprezowe i alkoholowe szaleństwa w życiu już przeszedłem, a może jestem po prostu odludkiem, zgorzkniałym młodzieńcem, który nie nadaje się do funkcjonowania w społeczeństwie i nie rozumie rozrywki i dobrej zabawy.

A może po prostu mnie to wszystko nie jara.

Nie rozumiem i chyba nie chcę rozumieć powodów onanizmu tym tak wspaniałym, a dla wielu wymuszonym dniem w roku. Chyba bardziej wymuszonym i natarczywym niż pieprzone walentynki. Nie widzę sensu wydawania 300, 400 złotych na kilka godzin imprezy, którą wymusza na mnie społeczeństwo. Nie widzę w tym żadnej pieprzonej frajdy, aby iść i męczyć się wśród kilkunastu, kilkudziesięciu osób, jak nie mam na to ochoty.

Ale przecież to jest koniec roku, musisz się dobrze mawić. Tak mawiają. A gówno, nie muszę.

Nie chcę. Wcale nie widzę potrzeby, aby pędzić za tłumem i płacić za miejsce w przepełnionym lokalu 500 procent tego, co zapłacę w każdy inny dzień, w którym zmienia nam się godzina na zegarkach i data w kalendarzu.

Oh, ah. Ale tu zmienia się o jedna cyferka więcej. No i to jest powód do świętowania, jest okazja – powie mój kolejny rozmówca. Nie jestem może takim wielkim wymyślaczem jak np. Peter Jackson, albo John Lucas czy topowi menedżerowe z agencji reklamowych sprzed 30-40 lat. Umiem jednak znaleźć powód do świętowania nawet we wtorek.

Jaki? A no np. kochanie zabieram Cię na kolację i do teatru (taa, na pewno), bo założyłaś dziś rewelacyjnie wyglądającą kreację i w ogóle pięknie wyglądasz. Ot moim zdaniem lepszy powód niż sylwester.

Nie przeżyłem w swoim życiu ani jednego sylwestra, który mogę uznać za udany. Mowa o tych wychodnych. Idziesz, spuszczasz się (męczysz w sensie), ubierasz, szykujesz, musisz składać kurtuazyjne życzenia jakimś nieznajomym ludziom, z którymi nawet nie chcesz rozmawiać. A potem i tak kończy się tym, że ktoś się schlał twoim starannie wybranym i drogim alkoholem, którego nie spróbowałeś, rano masz kaca po jakimś gównie, spałeś trzy godziny (jak dobrze poszło) zgubiłeś kluczyki od samochodu, ktoś wyszedł z imprezy w twojej kurtce, a laska zwymiotowała ci na buty.

I to jest wersja optymistyczna.

W pesymistycznej dostałeś w pysk, petarda spaliła ci płaszcz i dorobiłeś się zapalenia zatok, a twoje auto ma powybijane szyby i wielkiego penisa namalowanego na masce. Bo ktoś uznał, że będzie to całkiem zabawne – przecież podpisał na dole, że wszystkiego dobrego w nowym roku sąsiedzie.

Ah, no i niezależnie od tego co się stanie, i tak pokłócisz się ze swoją dziewczyną.

Oczywiście może też być nieco inaczej, można wyjechać w góry i przy kominku dobrze się bawić z jakąś fajną laską, ewentualnie swoją drugą połówką. Można też siedzieć w hotelu w Paryżu lub na plaży w Miami.

Ale to drogie, bo przecież sylwester. Można też zostać w domu i z tą samą fajną laską ganiać się na golasa po pokojach. Można też kasę z durnego wyjścia do knajpy odłożyć i pojechać np. w jakimś ciepłym miesiącu do Disneylandu.

Albo można też iść do psychoterapeuty i zastanowić się nad tym dlaczego nie potrafisz się bawić i cieszyć z ludźmi, gdy cieszy się cały świat. Może po prostu jesteś aspołeczny?

Wybieram na golasa po Disneylandzie.

10 KOMENTARZE

  1. Zasadnicze pytanie, na które odpowiedź może być uznana jako okoliczność łagodząca przy ocenie tej, wybitnie aspołecznej, postawy brzmi:
    Jaki tytuł książki?

          • Pytałam jednak o tę na dziś :),,,

            Proszę nie traktować tej rozmowy jako testu na „oczytanie”.
            W taki wieczór 😉 jedynym usprawiedliwieniem braku szaleństwa w tłumie może być jedynie coś sprawiającego przyjemność, a nie nadrabianie zaległości z personal brandingu ;)…

          • 😀 Uff, czyli nie muszę się stresować 😉

            Prokom i Hołownia – Wszystko w porządku, układamy sobie życie. Lubię tych gości, a książka chyba ciekawsza niż ich pierwsze wspólne dzieło.

            Może jakieś polecenia? 🙂

          • OK, okazało się, że oblałam test na spostrzegawczość :).
            Może za dużo światła było w powyższym poście.
            Miłej lektury, a nowym roku proszę może sięgnąć po tytuł „Jak być wolnym”.
            Jego przeczytanie może pomóc w wyzwoleniu się od tego społecznego przymusu.
            Na bardzo wielu frontach :).

            Wszystkiego dobrego 🙂

          • Nie wiem czy mogę, bo przy moim braku szacunku (chyba za mocno powiedziane) do konwenansów może to być niebezpieczne ;))

          • Szczerze, to obserwuję tylko nieśmiałe próby wyrwania się z ich więzów ( tych konwenansów 😉 )…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here