Golf to czyste emocje, a raczej umiejętność panowania nad nimi. A to w sporcie, jak doskonale wiecie, jest niezbędne. Panowanie nie znaczy bycie spokojnym, panowanie nad emocjami oznacza umiejętność ich kanalizowania w taki sposób, aby wykorzystać je w miejscach, gdzie będą najbardziej potrzebne.

Tak jest np. w Navy Seals, których uczy się przekształcania zmęczenia, drgawek i osłabienia organizmu w agresję.

Stop, bo wybiegłem za daleko. Miało być znowu o golfie, bo przy poprzednim tekście Kamil napisał taki komentarz:

Jakoś nie czuję się przekonany. Sport to dla mnie emocje przez duże „E”, współzawodnictwo i raczej kontaktowość (stąd nie trawię siatki czynnie i biernie). Golf nie łapie się w żadnej z kategorii.

Obalę to. Nie wszystko, bo nie da się powiedzieć, że golf to sport kontaktowy. Ok, da się, ale będzie to taką bzdurą jak to, że politycy chcą dla nas dobrze.

dzień otwarty golfa 2014 zdjęcia III

Musimy tylko pamiętać o tym, że o emocjach w golfie mówić należy nie przez pryzmat kibica oglądającego, ale kogoś, kto gra choćby amatorsko uderzając dalekie piłki na driving range.

Rozumiem dlaczego mówi się, że w golfie nie ma emocji. Pomyślmy, przecież patrząc na golfa widzimy dziwnie ubranych gości, chodzących w spokoju po trawie, często w pięknym słońcu i do tego jeszcze w kompletnej, głuchej ciszy. Wokół słychać może co jakiś czas szept kolegów lub ćwierkanie ptaków. W najgorszym wypadku obrzydliwi dźwięk wydawany przez owady.

Jakie my tu widzimy emocje? Bo przecież emocje sportowe to przede wszystkim podnosząca się adrenalina wynikająca z rywalizacji z przeciwnikiem, to nerwy powstałe w wyniku okrzyków kibiców i wszystko to co związane jest z istotnymi momentami meczu. Mowa oczywiście o np. byciu pod ścianą i potrzebie wyrównania kiedy w finale Ligi Mistrzów przegrywamy 0:1, trafieniu dwóch osobistych, które doprowadzą do remisu i dogrywki w siódmym meczu finałów NBA, wyprzedzeniu jeszcze jednego kierowcy, aby w F1 wywalczyć tytuł.

W golfie tego nie ma, no bo jak może być? W ten sposób myśli ten, kto nigdy nie miał kija golfowego w rękach. Mnie przekonano wcześniej, przed tym jak pierwszy raz uderzyłem. Po uderzeniu było jeszcze lepiej.

Emocje w golfie są tylko nieco inne od tych, które możecie wyobrazić sobie gdy czytacie powyższe przykłady. I co więcej, są jeszcze bardziej spotęgowane.

Wiem co myślicie w tym momencie – głupi ten Radzki, opowiada jakieś farmazony. Posłużę się przykładem, który przeżyłem na polu golfowym.

Moje pierwsze zetknięcie z kijem było dość przyjemne. Ryszard Kozieras kilka lat temu wrzucił mi piłeczkę na green treningowy (to pole trawy gdzie jest kilka dołków obok siebie i trenuje się grę po ziemi) i kazał trafiać do dołka. Szło mi nieźle, do momentu kiedy instruktor powiedział mniej więcej takie słowa:

To teraz pokażę ci o co chodzi z emocjami w golfie i pod jaką presją są golfiści. Nawet amatorzy.

Presją myślę, jaką znowu presją. Kazał mi przecież trafić do dołka oddalonego o trzy, może cztery metry. Łatwizna, ale … jak trafię za pierwszym razem, nagrodą będzie piłeczka, którą gram. Piłeczka za kilka złotych, nic specjalnego, nic wielkiego.

Po uderzeniu piłka doleciała może do połowy dystansu, skręcając maksymalnie w lewo. Nie, nie grałem na górce, teren był prosty.

Tak Szczepan, to właśnie taka presja. A teraz pomyśl sobie, że ci w PGA nie grają o piłeczkę za 5 złotych, tylko o miliony dolarów, a każde uderzenie jest warte tyle, co najważniejszy karny w twojej piłkarskiej karierze, czyli ten, który daje tytuł.

Wiem, to jeszcze nie ten poziom emocjonalny, o który Wam chodzi, bo ciągle myślicie pryzmatem piłki nożnej, siatkówki czy hokeja. A ja mówię o największym trudzie świata, panowaniu nad sobą i swoim ciałem w jednym, jedynym istotnym momencie. Bo przecież w piłce nożnej, koszykówce, agresję, gromadzone pod kopułką emocje można rozładować trochę przyśpieszając, nieco przepychając się z rywalem. Nie wyobrażam sobie, żeby w golfie ktoś strzelił kolegę kijem, albo poszedł go (kija, nie kolegę) połamać na drzewie.

Golf jest niezwykle wymagający mentalnie i emocjonalnie. Nie da się uderzyć piłki nie będąc w pełni skoncentrowanym, nie da się zagrać dobrze, kiedy jedno uderzenie nam nie wyszło i zaczynamy się rozpraszać, myśleć o nim i trzymać je w sobie. Golfista musi mieć krótką pamięć, by szybko zapomnieć o porażce z poprzedniego dołka i przejść dalej. Ale tak samo działa to w przypadku wygranej. Idzie ci dobrze, nagle czujesz rozprężenie i piłka ląduje w krzakach dwa pola dalej. Dlaczego? Bo twoja głowa była gdzieś indziej, wsadziłeś w nią myśli, których w tym momencie nie powinno tam być.

Rywalizacja? W jednym momencie rywalizujesz z kolegą, z którym grasz, sam ze sobą, bo chcesz poprawić swój wynik z poprzedniej rozgrywki i walczysz ze wszystkim co jest dookoła. Przyjemny śpiew ptaków, którym rozkoszowałeś się gdy stałeś jeszcze przed tee (ten punkt, z którego się startuje), zaczyna być najbardziej irytującą rzeczą na świecie i masz ochotę zastrzelić to zwierzę, które przeszkadza ci w uderzeniu.

Właśnie w takich momentach w twoim ciele i głowie zachodzą różnego rodzaju procesy chemiczne, a ty musisz je opanować.

Brak emocji? Nie sądzę.

P.S. Mi przeżyć i emocji dostarcza Toya Golf.

2 KOMENTARZE

  1. Aha, linkiem do bloga jestem wywołany do tablicy? 🙂 Czuję. Czaję teraz o co chodziło z emocjami. Kluczowy był ten cytat: ” A teraz pomyśl sobie, że ci w PGA nie grają o piłeczkę za 5 złotych, tylko o miliony dolarów, a każde uderzenie jest warte tyle, co najważniejszy karny w twojej piłkarskiej karierze, czyli ten, który daje tytuł.”

    • Ja zawsze po partyzancku, poza tym wspieram blogosferę, która jest tylko nieco niżej niż Kominek 😉

      Musisz Kamil spróbować, uderz dwa razy, zobaczysz w czym ‚problem’ i zabawa 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here