Czy Apple zabiło iPada? Dla mnie tak – Kindle rox

kindle-2014-product-photos03

Na samym początku napiszę Wam o co chodzi, a potem wyjaśnię dlaczego tak jest.

Kupiłem sobie Amazon Kindle Touch 7 i po pierwszych dwudziestu minutach uznałem, że iPad jest w moim domu urządzeniem kompletnie zbędnym. Choć jeszcze zastanawiam się nad pewnym rozwiązaniem jego użyteczności.

iPad od dłuższego czasu służył mi już tylko jako czytnik i niezwykle drogi punkt dostępowy do internetu – router LTE to koszt 600 złotych, iPad kosztuje ponad 2 tysiące. Trzeba mieć wyobraźnię, żeby bawić się w ten sposób.

iPad jest rewelacyjny w podróży, kiedy nie chcemy brać ze sobą komputera i wiemy, że nie będziemy musieli pracować. Wrzucasz kilka filmów, seriali, można do plecaka dorzucić klawiaturę bluetooth, gdyby przyszła nam ochota wrzucenia wpisu na bloga, lub odpisania na dłuższego maila. Wiem, przetestowałem i w takiej konfiguracji jest ok.

Nie rozumiem jednak, jak można na tym sprzęcie pracować. Czytam teksty kilku osób i nie jestem w stanie tego pojąć. Moja robota jest bardzo podobna do ich pracy, ale nie jestem w stanie przestawić się w taki sposób, choćby dlatego, że potrzebuję do pisania dwóch okien. Jeśli nie są to np. statystyki z meczu, które są dla mnie istotne (i tu już mamy kwestię przełączania się co chwilę), to np. notatki. iPad nie jest dla nie wygodny pod tym względem, bo multitasking to żart.

Apple przyzwyczaiło mnie do pracowania w trybie okienkowym na Mac OS X, a w iOS zabrało tę możliwość wrzucając wszystko w tryb pełnoekranowy (ok rozumiem, specyfika systemu, nie narzekam tylko stwierdzam fakt). Pisanie na iPadzie też wiąże się z tym, że musimy mieć fizyczną klawiaturę dopiętą do urządzenia, jeśli ktoś twierdzi, że pisze na klawiaturze ekranowej dłuższe teksty i mówi to z uśmiechem na ustach, nigdy, ale to nigdy w nic mu nie wierzcie. Jest albo najlepszym kłamcą świata, albo powinien brać mocne pigułki i z uśmiechem na ustach latać po korytarzach gdzie pokoje nie mają klamek w kozackiej bluzie wiązanej z tyłu.

Sorry Apple – chcę możliwości ustawienia przynajmniej dwóch okien na ekranie. Może być tylko w największym modelu iPada. Nie wiem jak to rozwiążecie, don’t care.

Co więc robiłem na iPadzie? Generalnie latałem na nim -po necie, robiłem wieczorne prasówki i wrzucałem do Pocketa artykuły, które mogły przydać się dalszej pracy. Magayny, które zakupiłem w Newsstand kartkowałem – a możę słajpowałem? To moja wina, bo cały czas nie umiem przesiąść się w stu procentach na czytanie na tablecie, a ogólnie jest to rozwiązanie na pewno wygodniejsze niż noszenie ze sobą tony papieru.

Zrezygonwałem całkowicie z czytania na nim książek, bo po półrocznej próbie, miałem ochotę rzucić sprzętem o ścianę, następnie go poskładać i rozstrzaskać jeszcze raz. Nie i jeszcze raz nie. Ten świecący ekran psuje zabawę i przyjemność z czytania, męczy niewiarygodnie, a w słońcu po prostu gówno na nim widać.

Do tego podczas czytania jest urządzeniem tak inwazyjnym i irytującym, jak bzycząca w nocy mucha lub komar, latające koło ucha. Mam powyłączane spokojnie 90 procent powiadomień, a i tak ciągle coś gdzieś przychodzi. I nie, nie jest to kwestia nieumiejętności ustawienia sprzętu. Sam z siebie też przełączam się pomiędzy aplikacjami jak kretyn, żeby sprawdzić maila. Takie uzależnienie.

Ale moment. Od chwili kiedy kupiłem iPhone 6, iPad Mini nawet wieczorami kiedy chcę poskrolować net lub poprzeglądać jeden czy drugi magazyn lub odpalić YouTube, leży i błaga, abym go dotknął i posmyrał. Tak, moment wprowadzenia do sprzedaży iPhone 6 był dla mnie toporem, który spadł na tablety z Cupertino.

Uważam też, że ludzie podróżujący bardzo dużo i używający iPada oraz iPhone’a w trasie, wybiorą iPhone 6 Plus i zamiast wozić ze sobą dwa urządzenia, będą mieli jedno. Ja bym tak zrobił. Nie tyczy się to jednak tych, którym iPad zastąpił komputer. U mnie nie jest w stanie, może z lenistwa i braku chęci do tego typu przesiadki, ale mi jest po prostu niewygodnie kiedy mam ciąć zdjęcia na bloga, wybierać je, wrzucać, etc z poziomu aplikacji w jakiś dziwny sposób i do tego bez drag’n’drop. Poza tym kocham Alt+Tab.

iPhone 6 + iPad Air to dla mnie rozwiązanie perfekcyjne, choć nie powiem, zajmuje momentami za dużo miejsca.

Chwila, moment. Miało być coś o Kindlu. No i jest, bo skoro iPad Mini stał się szalenie drogim routerem i czytnikiem, na którym nie czytam, to poszedłem w końcu do sklepu i wyciągając śmieszne pieniądze, kupiłem Amazon Kindle Touch 7. Wrzucam jedną, drugą książkę, wkładam sprzęt do kieszeni, jest niewiarygodnie lekki, siadam w knajpie, albo w domu na kanapie i czytam i nic mnie nie rozprasza. Książkę zjadam strona po stronie jak gdybym wpieprzał czekoladę na wyścigi. Tak, właśnie o to mi chodziło.

Czekam na to, co wymyśli Apple w najbliższym czasie.

         

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

5 CommentsDodaj komentarz

  • wpis świetnie ilustruje filozofię stojącą za Kindlem.
    O produktach Appla można wiele mówić, można je porównywać, wyliczać zalety, wady, jakie urządzenia zastępują, jakie zastępują nieco gorzej i tak w nieskończoność.

    Kindle natomiast po prostu czyta książki i robi to dobrze. Koniec :D

  • U mnie iPad mini jest stałym elementem dnia. Od pierwszego dnia jego zakupu. A dodam, że mam pierwszą generację miniacza, kupioną krótko po jego premierze. Służy mi więc długo i dzielnie. Rzeczywiście jest to narzędzie raczej do konsumpcji treści, niż do ich tworzenia. Choć ten komentarz powstaje właśnie na dotykowej klawiaturze mini. (Sorry za bledy, pisze na tabletu ;))
    Mam też Kindle. Pierwszy czytnik to był jeszcze bez ekranu dotykowego – model 4. Tzw. Classic. Po pojawieniu się Paperwhite, przesiadłem się na niego. I oba te sprzęty w żaden sposób się ze sobą nie kłóciły, nie wchodziły sobie w drogę. Do książek Kindle, do reszty – iPad

  • U mnie iPad mini jest stałym elementem dnia. Od pierwszego dnia jego zakupu. A dodam, że mam pierwszą generację miniacza, kupioną krótko po jego premierze. Służy mi więc już długo i dzielnie. Rzeczywiście jest to narzędzie raczej do konsumpcji treści, niż do ich tworzenia. Choć ten komentarz powstaje właśnie na dotykowej klawiaturze mini. (Sorry za bledy, pisze na tabletu ;))
    Mam też Kindle. Mój pierwszy czytnik to był jeszcze bez ekranu dotykowego – model 4, tzw. Classic. Nabyłem go długo przed tabletem. Po pojawieniu się Paperwhite, przesiadłem się na niego. I oba te sprzęty w żaden sposób się ze sobą nie kłóciły, nie wchodziły sobie w drogę. Do książek Kindle, do reszty – iPad.
    Póki co mam więc symbiozę i wzajemne uzupełnianie się, wsparte jeszcze, będącym zawsze pod ręką – iPhonem 5.
    Prawdopodobnie jednak cała konstrukcja się sypnie, gdy tylko zużytą 5 zamienię na 6 plus (choć pewnie poczekam na 6S plus). Wtedy to siłą rzeczy, jedynym logicznym rozwiązaniem kwestii iPada mini, będzie zamiana go na Aira.
    Zmienią się więc w zasadzie tylko rozmiary. Podział obowiązków pozostanie raczej ten sam. :)

  • Niestety ale to mnie właśnie bardzo martwi. To całe „konsumpcyjne podejście” tych wszystkich urządzeń przenośnych. Cieszy mnie Kindle, sam posiadam teraz chyba z 4 Kindle Keyboard Wifi i 2x Kindle Keyboard 3G w domu. Ilość jest wytwarzana tylko dlatego, że w pełni działające mam zawsze 2, a reszta służy za cmentarzysko na którym znajdę częsci zamienne jak mi coś pada. Koszt popustych/uszkodzonych lub dziwnych Keyboardów jest tak śmieszna na ebayu, że zazwyczaj mam kilka pod ręką (na wszelki wypadek). I wiem że Kindle też jest tylko do konsumpcji, ale przez ostatnie 6 lat zastanawiałem się czy jest mi potrzebny tablet. W końcu uznałem że go nie potrzebuję. Jestem geekiem. Siedzę w IT całe życie, pracuję w IT i pracuję z dwudziestolatkami które podniecają się jakimkolwiek zegarkiem z Androidem, mają w plecaku przynajmniej po 2 tablety i 3 dyski SSD (na wszelki wypadek). A ja nie wiem.. albo się postarzałem, albo nie widzę niczego „kreatywnego” w czymkolwiek co ma klawiaturę ekranową i od 7 do 11 cali.
    Jak chcę coś szybko zajrzeć, to mam swojego HTC One S z 2011-2012? roku …? Tak.. zrootowany i jest na nim najnowszy android… Wygląda tak samo jak najnowsze modele Samsunga… na Kindlu poczytam nie męcząc oczu i nie martwiąc się o baterię (ostatnio odkryłem że dzięki Power Bankowi i Kindle, mogę czytać przez około rok, nie mając dostępu do gniazdka). Miałem kiedyś 15″ laptopa który męczył mnie poprzez wagę oraz jego wielkość. W szczególności jak do torby dorzuciłem przenośny dysk, klucze, dokumenty, narzędzia a na plecach jeszcze cały sprzęt foto który u mnie waży około 12kg… w pewnym momencie uznałem, że jedyne rozwiązanie, to telefon 4.2″-4.3″ i najwyżej jakiś „laptopobook” bo jakże inaczej pracować?
    Podoba mi się ten artykuł… chyba będę nawet częściej zaglądał. Przepraszam że tak zaspamowałem swoim wywodem, nie dochodząc do żadnych wniosków na koniec.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *