Zapamiętaj to słowo – balans!

Pieprzę te Wasze poważne przegięcia. Może mam źle poustawiane filtry, ale nigdzie nie mogę znaleźć opcji – wyklucz skrajność.

Ah te trendy, ah ten pościg za tym, co pokaże naga laska na swoim fejsiku.

Świat został opanowany manią fit. I paradoksalnie wcale nie jest to tak dobre, jak Wam wszystkim się wydaje. Daleko mi do psychologa, ale stany maniakalne to podobno nic dobrego i należy, albo przynajmniej powinno się je leczyć.

Pewnie, bycie fit, ćwiczenia, dużo ruchu, dbanie o siebie i swoje samopoczucie, do tego zdrowe jedzenie, nie zaśmiecanie sobie organizmu gównem z budki z hamburgerami i porzucenie nałogów takich jak picie alkoholu, prowadzi do zdrowszego życia.

Tak samo jednak, jak z wszystkim innym, tak jak mówi staropolskie przysłowie, co za dużo to i świnia nie zje. Czyli nawet i ja nie wcisnę w swój rozdmuchany brzuch (w sumie żołądek) czwartego Big Maka. A sytuacja z byciem fit przybrała takie rozmiary, że ludzie nie myślą o niczym innym, tylko wchodzą w pociąg, który nie chce się zatrzymać. Mordują się na siłowniach (nie, wcale nie mówię tego w pozytywnym znaczeniu), jedzą liście sałaty zagryzając kęsem powietrza i zapachem wody.

A potem są z tego problemy. Bo nagle okazuje się, że jakiś ćwok zerwał sobie mięsień, inny zagłodził się na śmierć, ktoś inny znowu chciał szybkiego efektu, a wyszło tak, że nawciskał się tabletek i w nocy świeci jakby urodził się centymetr od reaktora w Czarnobylu.

Słyszałem nawet historię dziewczyny, wyglądającej normalnie, która zobaczyła się w lustrze i przedawkowała tabletki. Dlaczego? Bo w tym popieprzonym wyścigu o coraz ładniejsze ciało i chwalenie się nim, uznała, że jest gruba. Lekarze ledwo ją odratowali.

Obserwuję sporo podobnych sytuacji w ostatnim czasie. Młodzież obserwuje blogerów i blogerki, zakochuje się w nich mocno i chce być taka sama.

3Uwabfy

Bycie fit, ładne brzuszki u kobiet, umięśnione klaty, silne ciało, rewelacyjna kondycja, brak pieprzonego bólu pleców, etc, to wszystko jest bardzo fajne. Popieram ten styl życia pomimo tego, że mój brzuch zwisa za obrębem spodni i jakoś nie ma zamiaru się zmniejszać. Popieram pomimo tego, że uwielbiam syf żarcie, ale potrafię krok po kroku przestawić się tak, aby jeść z głową.

I to właśnie to ostatnie – z głową – jest tutaj najistotniejsze. Balans w życiu ma ogromne znaczenie. Niektórym może się to wydawać pustym gadaniem, ale rozwój fizyczny, intelektualny, psychiczny, powinny iść w parze. Dopiero takie połączenie daje prawdziwe rezultaty i pełny rozwój, samozadowolenie i wewnętrzny spokój.

A jak jest w tym momencie? Pracujący po 12 godzin oglądają kolejne zdjęcia trenerów i trenerek, które żyją z ćwiczeń i chcą być tacy sami ładni i zbudowani. Też chcę, ale sam jestem idealnym przykładem tego, jak być NIE powinno.

Podobnie jak w marketingu, public relations, komunikacji jak i w każdym innym aspekcie życia, istotne jest wyznaczanie sobie celów długoterminowych i krótkoterminowych. Efektu nie będzie widać po trzech dniach, a czasem nie będzie go nawet po trzech miesiącach. Mierzenie sił na zamiary, robienie postępów, ale mądrych postępów. Rzucanie się w wir ćwiczeń wielu z nas po prostu znuży, zmęczy tak, że za trzy tygodnie jedyną siłownią będzie wciskanie przycisku na pilocie od telewizorze. Moi znajomi trenerzy i trenerki zapewne podkreślają podczas spotkań, że trzeba pracować, przebijać bariery, nieco wychodzić ze swojej strefy komfortu, by osiągnąć sukces.

Ze wszystkim tym się zgadzam, ale ja normalny i zdrowy nie jestem. W moim życiu potrzeba wielkiej liczby bodźców, czasem ogromnych ekstremów, żebym czuł, że żyję.

Jestem dziś mniej ironiczny niż zwykle. Pamiętajcie jednak – wszystko z głową.

Enjoy 😉

Zobacz też: Już nawet głupka sam z siebie robić nie mogę

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here