11 typów ludzi, których spotykasz w markecie

Godziny szczytu w marketach to istne piekło. Kupienie bułki, banana i serka wiejskiego zamienia się w walkę o życie, walkę ze swoimi nerwami i często z tym, czy faktycznie jesteśmy głodni i czy pusta lodówka przypadkiem nie zapełniła się sama.

To właśnie dzięki tym typom, tak często jadam w McDonaldzie.

Enjoy przy niedzieli.

Wózkowi gwałciciele

Bez ostrzeżenia i co gorsze lubrykantu są w stanie wjechać wózkiem w tyłek. I nie widzą w tym nic złego. Albo często nie zauważają, że ich sztuczny, dyndający przed nogami metalowy przedmiot, zaczął żyć swoim życiem i atakuje przypadkowych ludzi. Choć ja akurat twierdzę, że oni zawsze doskonale wiedzą co się dzieje. tych spotykamy przede wszystkim przy kasach.

Arystokraci

Królowie i królowe marketowych salonów. Stają na środku, z berłem w ręku (najczęściej w tej roli występuje telefon komórkowy), podpierają się o ruchomy tron (wózek) tarasując przy tym całe przejście i rozmawiają z Moskwą tak, jakby w ich ręku telefonu nie było. Oczywiście wszyscy muszą słyszeć te idiotyczne wrzaski i gadki o niczym, wszyscy też musza ich zauważyć, przecież są królami i królowymi i każdy poddany musi ominąć ich szerokim łukiem, a gdyby przypadkiem śmiał powiedzieć przepraszam, zostanie na niego rzucone spojrzenie śmierci.

Przerażeni kradzieżą

Są miejsca, gdzie nie warto wchodzić z wózkiem, alejki są tłoczne (zwykle przy warzywach) i 95% osób właśnie tam pakuje się z wózkami. Jakby ktoś miał im te drogocenne wózeczki ukraść, zabrać i przetopić. I co gorsze, w tych ciasnych alejkach ustawiają te swoje drogocenne powozy w poprzek drogi, jeden na drugim. Jakby myśleli, że to parking.

Matki polki

Wraz z pokrzywdzonymi ojcami szwędają się po marketach i sklepach niczym smród po gaciach, do tego ciągnąc za sobą jeden i drugi wózek z krzyczącymi dzieciakami. Tych często można spotkać zarówno w dużych marketach spożywczych jak i w mniejszych butikach. Często są też tymi przerażonymi kradzieżą i włażą wszędzie z wózkami z zakupami i dziećmi.

Gwiazdy sceny

Weekendowi wycieczkowicze, najczęściej z małych miast, którzy jadąc na zakupy kultywują starą tradycję i ubierają najlepsze ciuszki. Najczęściej widać to po płci pięknej, kiedy umalowane niczym na imprezę panieneczki paradują po korytarzach i alejkach z płynami do mycia naczyń w stroju przypominającym kreację sylwestrową.

Zawsze bez koszyka

Jak sama nazwa wskazuje zawsze bierze wszystko w ręce. Co gorsza zawsze wydaje mu się, że da radę i najczęściej daje, ale w pewnym momencie wygląda jak obładowany wielbłąd, który małym palcem sięga po dwunastotonowy worek z ziemniakami. Potem wykłada to wszystko przy kasie, z czego połowa leci na podłogę, a on wykonuje niezwykle efektowny taniec, gdy piramida produktów zaczyna się sypać. Najczęściej są to mężczyźni, choć sporadycznie zdarzają się też kobiety. Dlaczego nigdy nie mają koszyka? Bo zawsze idą tylko po jeden budyń i mleko.

Ludzie cienie

Obok wózkowych gwałcicieli jeden z najbardziej irytujących typów jakie możecie spotkać na swojej drodze. A raczej na drodze, którą już minęliście. Ludzie cienie nie mają pojęcia czym jest przestrzeń osobista i stojąc w kolejce np. za serkiem żółtym, staną 32,5 centymetra za wami. Zawsze. W momencie kiedy zrobicie krok do przodu, oni dokonają niemożliwego i zmniejszą dystans do 18 centymetrów i dyszą nam dalej na kark, albo generalnie trzymają ręce na naszym tyłku. Są jak CIA, FBI, SS, KGB i Mosad. Tylko, że lepsi, bo nie ma możliwości, żeby się ich pozbyć, kiedy stoją w tej kolejce. Zwrócenie uwagi nie pomaga, oburzają się i robią awantury, a po chwili stoją jeszcze bliżej.

Miłośnicy literatury

Nie, wcale nie chodzi o tych, którzy chodzą do Empiku i czytają książki. Chodzi o tych, którzy przy półce z keczupem, musztardą i wszystkim innym dokładnie studiują etykietki. Są nieszkodliwi, do momentu kiedy nie jesteście z nimi. Wtedy dwunastominutowe zakupy chleba, pomarańcza, dwóch soków i czekolady, zamieniają się w czterogodzinną analizę składu wody. Co ciekawe, są zirytowani i wyklinają kiedy szukają etykietki na pomidorze, ogórku i arbuzie.

Znudzony mąż

Snuje się za swoją biegającą pomiędzy półkami żoną, narzeczoną, dziewczyną niczym zjawa i na każde pytanie odpowiada: tak kochanie.

Melepety

Trochę mieszanka każdego wcześniejszego typu. Łazi przyklejony do wózka, ogląda wszystko po sto razy, z klepsydrą do odmierzania czasu kupuje wędliny i nie zrobi tego szybciej niż w osiemnaście minut, przy kasie trzydzieści minut szuka portfela, a w momencie kiedy ma płacić odbiera telefon. Następnie sprawdza rachunek pytając dlaczego … a nie, jednak wszystko w porządku. Dopiero w tym momencie zaczyna wszystko pakować, a potem stoi jeszcze w przejściu układając siaty w wózku, który zaraz rozpakuje.

Wiecznie wkurwiony

Ciągle narzeka, ciągle się śpieszy, stroi miny i klnie pod nosem. O ile melepeta jest mieszanką wszystkich powyższych typów, tak WW chciałby wszystkie powyższe wymordować.

A Wy, jakich spotykacie najczęściej?

                  

O autorze Zobacz wszystkie wpisy

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

4 CommentsDodaj komentarz

  • Dodałbym jeszcze „Podróżników”. Spotkać ich można w dużych marketach. Wchodzą, ich oczy zdradzają, że nie mają pojęcia gdzie co jest. I chodzą pomiędzy regałami. Nie patrzą na produkty, nie mają nic w wózku. Po prostu chodzą. Po godzinnym spacerku wychodzą z jedną rzeczą, która kosztuje nie więcej niż 1,99 zł.

  • Kurde, co i rusz chadzam do marketu, a takich ansów do ludzi nie mam. A jeszcze „włażą wszędzie z wózkami z zakupami i dziećmi” – no normalnie hańba, jak une śmią z dziećmi do sklepu wejść, chamy i słoiki zapewne, nie?
    Zresztą po bułkę, serek i banana do marketu? A po jaką cholerę? Rozumiem, kiedy to akurat jedyny sklep w okolicy albo jedyny taki na trasie do pracy, ale tylko wtedy rozumiem.

    • Z dzieckiem, wózkiem etc można, z psem nie. Hańba.

      Ja nie i nie zrozumiem po co pchać się do zatłoczonego marketu w niedzielę z wózkiem i dzieciakiem łażąc po Zarze. Na dwór, na spacer, albo zostawić dziecko z mężem/chłopakiem/opiekunką. Albo nie brać całej rodziny na zakupy do Twoich Soczewek lub choćby nie pakować się na te 4 metry kwadratowe z całą armią wózków. Dwie dorosłe osoby oznaczają, że nie trzeba włazić wszędzie razem i zawalać maluteńkie przestrzenie. Żebyśmy mieli jasność, matki polki nie są uciążliwe w spożywczych marketach, są w butikach.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *