A bo czasami lubię odnieść się do technologii. Może przyda się Wam to, co ja przeżyłem.

Znasz tą sytuację. Telefon pokazuje 35 procent baterii, jesteś w samochodzie, albo autobusie. Do celu jakieś 120 kilometrów, a Ty musisz przewijać Facebooka, zobaczyć co pisze Jarek Kuźniar na Twitterze, wykonać kilka telefonów i miłych smsów. No nie ma siły, żeby bateria w iPhone lub innym Samsungu starczyła na całą podróż.

Całe szczęście jesteś w aucie kolegi czy tam w Polskimbusie i wszystko wydaje się być pod kontrolą – masz przecież kabelek, ładowarkę i spokojnie możesz podładować swój mózg. Gorzej, jeśli nie masz ładowarki, gorzej jeśli jesteś w środku lokomocji, który nie posiada gniazdka – bo np. jest to autobus komunikacji miejskiej.

Co wtedy? Porządny, szanujący się człowiek XXI wieku, który gardzi mapą papierową, bo ma Google Maps, już dawno zaopatrzył się w dodatkowe baterie, np. taką obudowę, która powoduje, że telefon jest sześć razy grubszy i grzeje się jakby leżał w piekarniku.

Mała dygresja – co za kretyńskim wynalazkiem jest robienie coraz cieńszych telefonów, wkładanie do nich baterii ledwo utrzymujących przy życiu zegarek z jedną funkcją, a następnie karmienie nas dodatkowymi bateriami, które możemy kupić za np. 300 złotych? No tak, telefon za 2-3 tysiące złotych + bateria to zawsze kilka setek więcej w kieszeni producentów.

W czasach kiedy nawet ludzie mają być szczupli, fit i zdrowi (taa), producenci telefonów i akcesoriów dają nam coś, co ma ‘nas’ pogrubić? Chyba coś jest nie tak.

O co więc chodzi, bo coraz więcej osób wkłada swoje telefony w te przerośnięte i do tego brzydkie obudowy. Wkładam i ja, bo baterie w telefonach są tak gówniane, że przy intensywnym używaniu powinniśmy nosić ze sobą na plecach małą elektrownię jądrową. Gro moich znajomych narzeka na słabe baterie w swoich smartfonach. Te tak naprawdę są całkiem ok, ale wielkość wyświetlacza i miliard włączonych funkcji powoduje, że nie jesteśmy w stanie w żaden sposób ich szanować.

Z pomocą muszą więc baterie zapasowe. A te dopiero są totalnym badziewiem. Wydawało mi się, że kupując taki wielki plecak dla mojego telefonu, będzie on ratunkiem, a generalnie mam wrażenie, że przez ten badziew, zajechałem baterię w telefonie. Ładowanie i rozładowywanie w jednym momencie nie jest najlepszym pomysłem – nie wiem jak konstruowane są obecne ogniwa, ale wątpię, żeby twórcy uodpornili je w taki sposób, aby bateria nie odczuwała skutków dostawania energii i np. ciągłej rozmowy. A świadczy o tym choćby to, że telefon z plecakiem i ładowaniem podczas rozmowy, nagrzewa się jak lawa. Wiem, bo dotykałem lawy, czadowe uczucie.

Sam mam plecki Odoyo, które kupił też Czesław Mozill. Są fajne, bo z tyłu mają taki dzyndzel, dzięki któremu telefon stoi na biurku. I na tym plusy się kończą, bo:

  • są grube
  • są niewygodne
  • szybko straciły pojemność (serio) i nie ładują już telefonu na prawie full
  • są ciężkie

top-hero-2

Trafiłem ostatnio na tekst oceniający pięć modeli pogrubiających nasz telefon. Podobno niektóre są cieniutkie, wcale nie pogrubiają telefonu – ok, to gdzie jest wtedy bateria? W powietrzu? Niektóre z nich mają mniejszą (1700 mAh), inne większą (3000 mAh) pojemność. Standardowo w większości modeli wkładane jest ogniwo o pojemności 2200-2300 mAh. I stanowczo jest to za mało. Dla mnie w tym momencie nie ma znaczeia, co ma mnie pogrubić. Panowie z hiconsumpton mówią, że może to być jeden z siedmiu modeli określanych jako najlepszy battery pack dla iPhone’a – Lenmar Meridian, MiLi Power Spring 5, Maxboost Atomic Plus (ten jest całkiem ładny i ma dodatkowe głośniki i 3000 mAh), iBattz Mojo Refuel, Tylt Energi, uNu Aero Series czy Mophie Space Pack (chyba najpopularniejsze na naszym rynku). Istotne jest to, że ten badziew będzie pogrubiał, będzie niewygodny i w kieszeni będzie wyglądał jak … sami sobie pomyślcie jak.

download efd738d8088616008411aa83619e642a.jpg

Rozwiązanie? Wolę urządzenia totalnie zewnętrzne, czyli te baterie wyglądające jak np. przenośny dysk twardy, albo uchwyt mieczu świetlnego z Gwiezdnych Wojen. Dlaczego? Bo skoro i tak muszę to nosić w torbie/plecaku (niezwykle niewygodnym jest noszenie telefonu w kieszeni spodni z założonym battery pack), to wolę mieć więcej energii, możliwość podłączenia nie tylko telefonu ale też np. iPada czy innego tabletu.

Pogrubieniom po prawie roku testów mówię – nie dziękuję.

3 KOMENTARZE

  1. „Znasz tą sytuację. Telefon pokazuje 35 procent baterii, jesteś w samochodzie, albo autobusie. Do celu jakieś 120 kilometrów, a Ty musisz przewijać Facebooka, zobaczyć co pisze Jarek Kuźniar na Twitterze, wykonać kilka telefonów i miłych smsów”.

    Najpiękniejszy moment w zyciu to ten, gdy uświadomisz sobie, że nic nie musisz, i, z lekką przesadą, stwierdzisz: „Mogę wszystko”.
    I, jeśli już ten plecak musi być ciężki, może warto byłoby do niego wrzucić, zamiast nowego numeru „Logo” :), papierowe wydanie ksiązki Williama Powersa „Wyloguj się do życia” ?
    Pozdrawiam świątecznie 🙂

    • Ania jak zwykle na posterunku :-))

      Zmienia mi się, ale moje życie jest przedziwnie sinusoidalne, o muszę/chcę/mogę chyba rozmawialiśmy przy okazji innego tekstu. Wyloguj się od życia brzmi zachęcająco, kupię na pewno 🙂

      • Ten „posterunek” to zarzut czy zachwyt :)?
        Wyloguj się od życia – brzmi zachęcająco dla tych, którzy tego stanu jeszcze nie przezyli. Ci, którzy przeżyli i wyszli z ciemnej dziury, wolą jednak zdecydowanie stan logowania „do”, nie „od”.

        Skoro już trzymam straż :), nie mogę nie zapytać o niedzielę :). Czy to było miłe, gdy palce i wzrok nie musiały błądzić przez kilka godzin po wszelkiej maści klawiaturach :)?
        Warto powtórzyć :)?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here