Słucham ostatnio tego co gadają do mnie w telewizji. Słucham i słucham tych mądrości, tych wielkich ideologicznych i genialnych wywodów i w końcu wymyśliłem.

Będę politykiem.

To nie może być trudne. To nie jest trudne.

Po prostu nie może, no nie ma takiej możliwości.

Wymyśliłem już sobie nawet program. A do tego nieźle wyglądam w marynarce i koszuli (a co dopiero jak włożę cały garnitur), nawet jak jestem nieogolony.

fot. Maciej Pałka

Będę przeciwnikiem aborcji, to wtedy pokochają mnie wszystkie matki, które tymi matkami nie chcą zostać i poza tym to takie dyplomatyczne. Oczywiście jako jeden z pierwszych będę walczył do samego końca o redukcję przywilejów poselskich, obniżenie diet, funduszy na biuro i podróże. Dzięki temu pokochają mnie ludzie, bo powiem im wprost, że jestem tam, w tym zaszczytnym miejscu, nie dla siebie, ale dla nich.

Obniżę podatki, bo sam wiem jak mocno na tym cierpię. Wspomogę małych przedsiębiorców, którzy mają kłopty i narzekają na ogrom regulacji, które często doprowadzają ich do szału albo i bankructwa. Dzięki temu będziemy mogli z automatu podnieść płace. Nie będziemy też dawali wielkich ulg wielkim koncernom, które wyzyskują nasze ziemie.

Aby usatysfakcjonować homoseksualistów opowiem się za adopcją, związkami partnerskimi etc.

Ewentualnie będziemy poddawać to pod dyskusję, tak aby odłam narodowościowy nie był pokrzywdzony. Uznam, że 10 kwietnia to najważniejszy dzień dla całej historii Polski i jej narodu, wyprzedzające nawet o kilka długości odzyskanie niepodległości.

Będę chodził z żoną (podstawioną) i dzieckiem do kościoła, modląc się zaszczytnie i szczerze. Ale zniosę też księżom

Zalegalizuję marihuanę, ale tylko do grama posiadania. Tym samym zakochają się we mnie małolaty, ale i powiem, że jest to genialny ruch jeśli chodzi o naprawę dziury budżetowej.

A w telewizji będę coś tam gadał. Jak powiedzą mi, że to nie ma sensu, zmienię zdanie, bo przecież ewoluuję, uczę się, a świat ciągle się zmienia i musimy się do niego dostosowywać.

Gdy już miną cztery lata, wymyślę sobie kolejne piękne obietnice, a także zaznaczę, że cztery lata to za mało, aby zrobić cokolwiek znaczącego.

W razie potrzeby oczywiście jestem na tyle elastyczny, aby mój program dopasować do oczekiwań naszego przepięknego i demokratycznego przecież społeczeństwa.

Parafrazując nieco słynne już i dość zabawne słowa o lepszym życiu – wszystko dla ludzi i ich dobra.

Zastanawiam się tylko nad tym jak poradzę sobie w wystąpieniach publicznych. Mam z tym malutki problem, bo kilka pierwszych minut takiego wydarzenia, to zwykle dla mnie sporo stresu. Mam jednak także i plan na to – po prostu będę ćwiczył, ćwiczył i jeszcze raz ćwiczył.

Zresztą, nie będzie wielkiego problemu. Na początku poradzę sobie sam, ale po chwili, gdy już zacznę nieco świecić, dobiorę sobie znakomitych doradców. Tak jak w serialach, Scandal, albo House of cards. I jakkolwiek by to nie brzmiało – a brzmi jakbym żył w świecie filmu – to mówię całkiem poważnie. Oni zrobię ze mnie polityczne zwierzę – jak Kevin Spacey we wspomnianym już House of cards.

Kevin-Spacey-House-of-Cards-Netflix

Szybko dostosuję się też do poziomu i stylu panującego w internecie politycznego dyskursu. Złośliwości, obrzucanie się błotem, wybiórcze wskazywanie na potknięcia i głupie słówka – na to trzeba się uodpornić i idąc z prądem budować swoją popularność. Twittera już mam, narzędzie jest więc gotowe, należy tylko zmienić zainteresowania.

Bo ciekawe, czy ktoś byłby w stanie przebić się w tym środowisku, kiedy byłby prawdziwym dyplomatą z klasą.

Zobacz też: O butach, które będą pasowały do mojego politycznego stroju

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here