Podobno szeroko pojęty seks w reklamie (komunikacji) nie sprzedaje.

A gówno prawda. Bo Instagram i to co się tam dzieje, udowadnia, że półnagie ciała cieszą się tam ogromnym zainteresowaniem. Podobnie jak po prostu ładne zdjęcia – nagle cały świat przypomniał sobie, że estetyka (nawet w niektórych momentach wręcz nierealna) jest istotna.

Kocham tą społecznościówkę, podobnie jak Twittera. Bije na głowę FB.

Wchodzisz i jest trochę jak na Twitterze, na początku nie wiesz za bardzo o co chodzi i wydaje ci się to głupie. Na Twitterze stukasz 140 znaków, potem ktoś mówi o #, a inny o @. Na Insta jest to samo, ale zamiast znaków masz zdjęcia.

Uwielbiam go. Ale momentami mam wrażenie, że zamiast Instagram, powinniśmy zacząć używać nazwy – pokaż swoją pupę. Albo ewentualnie im ładniejszą masz buzię, tym więcej osób będzie cię obserwowało choć każde twoje zdjęcie jest dokładnie takie samo. Albo ewentualnie #PornoGram.

I mówi pisze to gość, który wpieprza na Instagram zdjęcia swoich butów.

Ale. Każdy zdrowy facet takie narzędzie przynajmniej raz, jak nie dwa, zacznie przeglądać Insta i szukać fajnych lasek.

Nie na darmo powstał na Instagramie hashtag #polishgirl, gdzie znajdziemy wszystkie bardziej i mniej urodziwe niewiasty. Np. Jen Selter czyli najbardziej znane pośladki na Instagramie.

Lekko na marginesie. Nie rozumiem momentami fenomenu, o którym już wspominałem. Niektóre fajne marki, albo ludzie nie mogą zbudować dużej popularności na Instagramie, a szesnastolatka, której co 99 na 100 zdjęć to selfie w tym samym pieprzonym pokoju z tym samym śmiesznym dywanem na podłodze i obrazkiem Justina Biebera na ścianie. Różnica jest tylko taka, że głowę ma obróconą w inną stronę. Serio. Jestem w stanie pojąć foodporn, gdzie co chwilę mamy inne żarcie, jestem w stanie pojąć foty z siłowni, samochodu, ale DOKŁADNIE to samo zdjęcie z czterema miliardami przechyleń głowy, to dla mnie jakiś absurd. Patrzysz w statystyki – 5765 obserwujących. Albo co gorsza 75k.

Jacek Gadzinowski strzela zdjęciami z całego świata, ma 12 obserwujących z czego 8 martwych. Przesadzam, bo ma ponad 2 tysiące.

Clifton beach #sa #southafrica #capetown best foodies soon #journey with #jovitravel

A photo posted by Jacek Gadzinowski (@jackgadovsky) on

No ale, zaczynasz. Jest jedna, druga, trzecia. Klikasz lubię to, klikasz obserwuj. Patrzysz, w polecanych nagle pojawiają się zdjęcia trochę bardziej rozebranych panienek niż te, które znalazłeś. Nigdy nie trafisz na nic erotycznego, albo pornograficznego. Takiej opcji nie ma, ale zaczyna się robić goręcej.

I tak klikasz i klikasz, aż w końcu Twój kolega pisze: ej ziomuś, fajne zdjęcia polubiłeś na Insta ostatnio.

Nagle jest i on. Profil – nazwijmy go umownie – Ciekawe komary amerykańskie. A tu jedna, druga, trzecia pokazuje trochę więcej ciała niż ciuchów, które ma na sobie. Myślisz sobie – blogerka modowa (za szafiarkę w pejoratywnym znaczeniu ostatnio oberwałem) i promuje nowe spodenki wielkości gumki od majtek. Ale nie, okazuje się, że ma 14 lat i pochodzi z Pcimia. Podpis pod zdjęciem, które sama do ludzi zarządzających profilem wysłała, niezła suka, fajna dupa, dobre ciałko szturchałbym.

I jest ich coraz więcej. Profilom z ładnymi dziewczątkami przybywa obserwujących tak szybko jak wielkie podatki płacimy, z których nigdy nic sensownego nie będzie.

Seks w reklamie nie sprzedaje? I nie chodzi o samą czynność, ale o nagość, erotyzm, pożądanie. Instagram ze swoimi zdjęciami i liczbą lajków i obserwujących profile ładnych dziewczyn, udowadnia, że praktycznie nic się nie zmieniło.

Tak, upraszczam. Tak, sam też obserwuję kilka ładnych dziewczyn. Jestem w końcu prostym facetem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here