Polacy nie gęsi i swój język mają – mawia nasza ludowa mądrość. Mają. Ponglisz się zwie. Niektórzy twierdzą, że to język korpo, a ja nazywam go czasem bełkotingiem.

Pawłowi Opydo puściły nerwy i ma w dupie język Polski. Niech sobie ma. Wolny kraj. W pewnym sensie nawet go rozumiem. Są zwroty i słowa, co Paweł podkreśla, które nietłumaczone są szybciej i łatwiej rozumiane niż ich odpowiedniki w naszym ojczystym języku.

Opydo podaje przykłady. Case czy share. Super. Też tak mówię. Też wolę zapożyczenia, bo nasz język dąży w jakimś stopniu do unifikacji, technologie powodują, że mówimy ‘podobnie’. Co więcej, odpowiedniki są czasami po prostu głupie.

No bo jak tłumaczyć np. zwroty sportowe takie jak pick’n’roll, albo technologiczne touchpad? Jak przetłumaczymy smartphone? W tym  pierwszym przypadku mówienie gładzik powoduje u mnie śmiech, ogromne rozluźnienie zwieraczy i konieczność udania się po ścierkę.

Są zwroty nieprzetłumaczalne i lepiej brzmią w (prawie) oryginalnej formie. I tak jak pisze Paweł jeśli to ułatwia komunikację, jest to akceptowalne. Kropka.

Ale, ale. Są pewne granice. Moi znajomi wiedzą, że daleko mi do językowego purysty. Ba, gdyby ktoś o takowego mnie posądził, niczym piętnastolatka na okresie, szybko i namiętnie bym się obraził. Mówię forwarduję mail, a nie przekazuję. Mówię uploaduję, zamiast wrzucam, mówię szeruję, a nie udostępniam (choć tu akurat używam obu form).

45792085

Gdy jednak słyszę bełkoting i widzę rozmowy o responsach i missnięciach, albo skedżulu, a nie harmonogramie lub terminarzu, mam wrażenie, że komuś sufit zawalił się na łeb, a potem jeszcze niczym w Galicji dołożyło się do tego niebo i droga mleczna.

Takich przykładów jest masa. To już nie jest ułatwianie komunikacji, to jest językowy śmietnik, wysypisko i bagno. Bo mówienie o czystości językowej nie ma już prawa bytu. Nie wyobrażam sobie, że powrócą staropolskie zwroty. Język ewoluuje, zmienia się i dopasowuje do obecnych czasów biorąc pod uwagę różne, najróżniejsze czynniki. Czasami po prostu nie mogę się temu nadziwić, że pewne procesy zaszły aż tak daleko, a z opisywanymi w poprzednim akapicie przykładami jest tak, jak z tą świnią co nie zje za dużo.

Zobacz też: Jak Janowicz wkurzył media

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJanowicz wkurzył media. I dobrze.
Następny artykułWolę miecz świetlny od baterii
Szczepan Radzki
Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

4 KOMENTARZE

  1. Problem jest następujący: kto ma decydować, co jest praktycznym skrótem, a co robieniem śmietnika z języka? Co jest jeszcze ok a co jest już przesadą?TO jest istotny temat. Bo to indywidualna kwestia. Ja się nie poczuwam do decydowania. W zasadzie nikt nie ma możliwości się poczuwać.

    Piszesz „język ewoluuje” i to jest bardzo istotne – bo to jest ewolucja w rozumieniu doboru naturalnego. Elementem języka będzie to, co w nim przetrwa i ani Ty ani ja nie mamy wpływu na to co to będzie.

    • Społeczeństwo zdecyduje i obaj dobrze o tym wiemy. Kultura zdecyduje i technologia narzuci. Każdy z nas decyduje – indywidualnie.

      Usus jest bardzo ważny, co wejdzie w język to zostanie, ale nie powiesz mi, że nie spotkałeś się z tym śmietnikiem komunikacyjnym (nazwijmy go tak roboczo), o którym ja piszę.

  2. Stiopa widzisz a dla mnie „szerowanie” (what da fuck???) i „uploadowanie” jest właśnie bełkotem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli człowiek (np. w pracy, czy z rodziną) ciągle rozmawia o tym samym temacie to używa różnych słów, także angielskich, hiszpańskich, francuskich, niemieckich, ale nie dajmy się zwariować…

    Swoja drogą – na pewno mówisz „uploaduję” czy możesz „aplołduję”? 🙂 P.S. Case ma znakomity odpowiednik – kazus

    • Widzisz Kuba, ale w koszykówce będzie pewnie dla Ciebie inaczej … 🙂 Ja np. doskonale rozumiem obie strony, ale są też granice, których nie jestem w stanie przekroczyć mimo tego, że język jest dla mnie niezwykle giętki i powinien być często dla nas narzędziem, a wręcz zabawką, która powoduje, że jest ciekawiej. Nie jednak do przesady.

      Mówię aplołduję z kluską amerykańską w ustach ;] Kazus w ogóle mi nie pasuje – kazus przypadku? Kojarzy mi się tylko z sądownictwem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here