Tam gdzie kiedyś były restauracje, teraz stoją pustostany. Wrocławskie kamienice zamieniły się w miejsca, które wyglądają jak scena z przeciętnego filmu dziejącego się na dzikim zachodzie.

O sytuacji, która wygląda na dramatyczną, informowała ostatnio Gazeta Wyborcza Wrocław.

Restauratorzy skarżą się na (to moja interpretacja) złe zarządzanie centrum stolicy Dolnego Śląska. W tekscie czytamy m.in.

[quote style=”2″ author=”Gazeta Wyborcza Wrocław”]I tutaj trzeba przyznać rację, wrocławski Rynek i jego najbliższe okolice nie są przyjazne kierowcom i ich samochodom. Co mniej wprawni uczestnicy ruchu drogowego boją się poruszać po ciasnych uliczkach Rynku bojąc się o porysowanie samochodu inni nie chcą wjeżdżać w paszczę lwa wiedząc, że wolnego miejsca można szukać i kilkadziesiąt minut. Parkingi dookoła? Jakieś są, ale z reguły bardzo, bardzo drogie. To odstrasza i zniechęca do wychodzenia na rodzinny obiad do centrum miasta.[/quote]

O ile z powyższym zgadzam się w stu procentach, tak poniższe zdanie jest dla mnie zastanawiające.

[quote style=”2″ author=”Gazeta Wyborcza Wrocław”]

Restauratorzy pytani o powody zamknięcia biznesu wymieniają zgodnie: zbyt wysoki czynsz i za mało klientów, a ci, którzy przychodzą, oglądają każdą złotówkę. Wynajem metra kwadratowego w miejskiej kamienicy w Rynku kosztuje obecnie od 13 do 83 zł w zależności od typu działalności (gastronomia ma stawki najwyższe). Czynsze w prywatnych budynkach są podobne lub jeszcze wyższe.

Oczywiście czynsze są wysokie i najlepiej wiedzą to sami restauratorzy, tak uważam, że fragment – za mało klientów – to w dużej części wina nikogo innego tylko samych zarządzających restauracjami.

[/quote]

Kilka dni temu pisałem o obsłudze klienta i temu jak jest ona jednym z kluczowych elementów budowania wartości marki i zadowolenia klientów.

Tak samo jest w przypadku restauracji, które niestety często serwują nam nie tylko przepompowany, nadęty i beznadziejny estetycznie wystrój, to jeszcze musimy mierzyć się z obsługą, która zamiast o klienta dbać, podobnie jak ciasne parkingi w Rynku, tylko nas odstrasza.

Mówię przede wszystkim o restauracjach i miejscach gdzie przychodzimy posiedzieć coś zjeść. Zastanawiam się nawet dlaczego do tej pory nie znalazłem nigdzie komentarza, że wrocławskie restauracje w dużej części serwują nam niestrawne kelnerki i kelnerów i o ile jest to zrozumiałe w przypadku średniej i niskiej jakości lokali, tak te pozycjonujące się na wykwintne jadłodajnie powinny dostarczać przynajmniej namiastkę profesjonalizmu w tym obszarze.

A jak jest w rzeczywistości? W większości lokali nikt nie powie nam dzień dobry, albo nawet siema, nie wskaże stolika, przy którym możemy usiąść, kartę otrzymujemy 10 minut od zajęcia miejsca, a napoje po kolejnych 20. Posiłek? Nie wiedzieć dlaczego da się jeszcze spotkać lokale gdzie każdy otrzymuje swoją potrawę w innym momencie. Mój znajomy, który był menagerem restauracji w Sydney, przebywając w knajpach Wrocławia zauważał dużo więcej szczegółów, które negatywnie wpływają na zadowolenie gościa danego lokalu.

Drodzy restauratorzy, współczuję Wam problemów z wysokim czynszem i trudnym rynkiem, na którym prowadzicie swoją działalność. Zadbajcie jednak o swoich klientów, bo oprócz tego, że możecie mieć całkiem znośne cenowo i smaczne jedzenie, tak klienci obecnej generacji chcą też otrzymać coś ekstra. A tym czymś jest atmosfera, którą tworzycie w swoich restauracjach, bo wybaczcie, ale ja nie wrócę do miejsca, w którym nie czuję się dobrze.

P.S. Solidaryzuję się natomiast (nie mając nic przeciwko tym podmiotom) w stu procentach ze stwierdzeniami o tym, że sieciowe sklepy spożywcze, lumpeksy etc. przeplatają się z restauracjami tworząc chaos, nieład i w ten sposób niszczą centrum miasta. Z całą pewnością brakuje tu sensownej koncepcji komercjalizacji, bo obecnie wrocławski Rynek wygląda jak garnek, do którego wrzuciliśmy to co było pod ręką i staramy się ugotować zupę.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNajlepszy tajemniczy klient
Następny artykuł17 niezobowiązujących porad dla początkującego biegacza
Szczepan Radzki
Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here