No i co z tą motywacją? Zupełnie nic. Jest lepiej, ale nie jest to poziom ciśnienia, które powinienem czuć podczas wstawania rano i chęci do zrobienia czegoś ze sobą. Tego pragnienia, które czują piranie w momencie gdy kilometry od nich w wodzie znajdzie się jedna kropla krwi. W tym przypadku mowa o kropli potu.

Nic z tych rzeczy. Jedzenie ciągle lepiej, ciągle na plus, a niedługo wejdę na inny poziom. Ale ćwiczenia? No niestety, musi w grę wejść trener personalny, albo telewizor z odpalonym na nim Tony Hortonem i trzydziestominutowym, nowym P90X.

Wga? Wacha się w obszarach 90,6-91,8, choć czasami zaświeci się 93. Chyba trzymam wodę jak wielbłąd, bo absolutnie się nie objadam.

Stay positive they say.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRzeczy zbędnych należy się pozbyć – czyli o ZUSie i ludziach
Następny artykułWho cares kto co robi dla lansu?
Szczepan Radzki
Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here