Nie rozumiem oburzenia po dwóch porażkach kadry na Mundialu w Rosji. Wylewanie pomyj pokazuje słabość polskiego dziennikarstwa sportowego. I wcale nie chodzi o to, że powinno się tych piłkarzy teraz głaskać.

Żeby było jednak butowo, to szybko nadmieniam: piłkarze grają w butach sportowych, potocznie zwanych korkami. Od kilku lat postępu

Nie oglądam na co dzień piłki nożnej, nie jestem też jakimś jej fanem. Przed telewizorem siadam gdy rozgrywane są Mistrzostwa Europy, Świata czy też zaawansowana faza Ligi Mistrzów. Przed Mundialem, zaraz po losowaniu grup, powiedziałem jednak jedno – ta grupa wcale nie jest łatwa i nie rozumiem zachwytu oraz liczenia kogo Polska trafi w 1/8.

Tak samo nie rozumiem teraz, po dwóch porażkach oraz nie rozumiałem miesiące przed turniejem, kiedy żaden dziennikarz w tym kraju, nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa o realnym stanie kadry, przeciwnikach, szansach. Po fakcie, każdy z nich jest mądry i widzi błędy. Tak, teraz to łatwo mówić i mi, ale to Wy powinniście schować głowy w piasek za brak rzetelnych informacji przed mistrzostwami. Podobnie było podczas Mistrzostw Europy koszykarzy w 2017 roku. Zajmowaliście się bzdurami.

Dziennikarstwo nie polega tylko na pianiu do księżyca, bo właśnie grają wasi idole. Nie polega na brataniu się z chłopakami z kadry, polega na rzetelnym przekazaniu informacji, złożeniu w kupę tego czego się dowiedzieliście, analizie, wyciągnięciu wniosków, jak mówił mój kolega Cegieu – relacjonowaniu rzeczywistości – a także, wyrabianiu opinii. I ja mam do Was moi drodzy żal, dlatego w tym krótkim wpisie stawiam się nad Wami, ale nie dlatego, że jestem lepszy, dlatego, że mam większy dystans do dyscypliny, o której opowiadacie na co dzień w swoich tekstach, podcastach, w telewizji. Patrzę na to inaczej, bo ja nie jestem kibicem, a mam wrażenie, że Wy jesteście. A to błąd. Nie powinniście. To, że jesteście kibicami i fanami, nie zwalnia Was z obowiązku bycia logicznym, rzetelnym i wyłączenia emocji oraz marzeń o wielkim sukcesie polskiej piłki. Powinniście przede wszystkim uświadamiać ludzi, którzy wiedzą mniej, o realnym stanie – może to być nawet w emocjonalnych tekstach, ale konkretnie i bez ściemy oraz dmuchania balonu.

Opowiem Wam krótką historię

Kiedy jeszcze zajmowałem się koszykówką jako dziennikarz, jako młody chłopak, napisałem tekst o wielkiej nadziei zgorzeleckiej koszykówki – Harrisie Danesi. Nie rozumiałem wtedy tego co robię, ale tekst był bardzo krytyczny wobec tego – jeszcze młodszego ode mnie – chłopaka. Mniejsza o szczegóły, ale wypunktowałem słabości Harrisa, które moim zdaniem dyskredytowały go jako przyszłą gwiazdę, albo choćby solidnego gracza. Doszło do tego, że w sprawę wmieszał się ojciec Harrisa – słusznie, bronił swojego syna, przekazując wiele merytorycznych informacji, a także twierdząc, że jestem za młody aby tak oceniać gracza i jego ewentualną przyszłość. Po latach spotkałem się z Harrisem na jakiejś imprezie, nie był to pierwszy raz kiedy się widzieliśmy, ale pierwszy raz kiedy chłopak powiedział mi, że ma żal, że bardzo go ten artykuł zabolał, że chciał udowodnić mi wiele (choć oczywiście robił to dla siebie) i robił wszystko, aby do tego doszło. Niestety, rację miałem ja. A nie chciałem jej wcale mieć, bo ja temu chłopakowi życzyłem bardzo dobrze, życzyłem mu sukcesów, gry w NBA, mistrzostwa i MVP tej ligi. Życzyłem mu spełnienia marzeń. Ale dla mnie ocena rzeczywistości była inna niż to, czego chciał on. Naprawdę wolałem to ja się mylić.

Podobnie jest w tej naszej kochanej kadrze piłkarskiej. Kto o zdrowych zmysłach sądził, że jeszcze przed rozegraniem pierwszego meczu możemy liczyć na kogo Polska trafi w 1/8? Skąd w ogóle poczucie, że Senegal, Kolumbia, czy Japonia są zespołami od Polski znacząco gorszymi? Dlaczego już liczono punkty? Na jakiej podstawie twierdzono, że Polska to najsilniejsza drużyna grupy?

Ah, no tak – ranking FIFA. Uwaga, taki hint, bo widzę, że nie ogarniacie. Ranking, to papierek. Oczywiście stworzony w oparciu o jakiś tam przelicznik odnoszący się do rzeczywistości, bo przecież rozegranych meczów. Panowie, sami jednak twierdzicie co jakiś czas, że to jest tu oszukane, a to tam, a że nie powinno się liczyć w ten sposób, tylko w inny. Uważajcie teraz, bo nie będę powtarzał, a nie chce mi się uskuteczniać tyrady. Ranking FIFA, to podobnie jak większość rankingów, w obliczu prawdziwego meczu, papierek (no, elektroniczny), którym można podetrzeć sobie dupę. Nie ma on żadnego znaczenia kiedy wybiegamy na boisko.

Drugim elementem, na podstawie, którego twierdzono, że oh, ah jeb, ćwierćfinał, były Mistrzostwa Europy 2016. Czytam po meczu z Kolumbią u znanych i w ogóle, że przecież ta kadra na Euro 2016 grała tak dobrze, byliśmy o karnego od meczu półfinałowego, bla bla bla i inne bzdury. Tak, to był 2016 rok. Ja już raz w totolotka wygrałem, 3 złote co prawda, ale jak to możliwe, że ten wczorajszy mi nie wjechał, skoro raz wygrałem!?

Liczy się przeciwnik

Istnieje wiele innych czynników, które określają siłę drużyny, choćby w jakich drużynach grają zawodnicy kadry, ile zarabiają, jakie mają role w zespole i tak dalej. Niezwykle istotnym jest też to, jak w zestawieniu z MOIMI graczami, MOIM zespołem wygląda przeciwnik. Nie trzeba geniusza, aby po losowaniu grup Mundialu, stwierdzić, że Polakom nie będzie łatwo. Dlaczego? No to tłumaczę – nie jestem znawcą piłki nożnej, każdy, nawet marny dziennikarz wymieni więcej klubów i graczy niż ja. Nie o nazwiska jednak chodzi, ale o charakterystykę samego narodu, ich cechy, silne i słabe punkty. Wiesz, takie kurwa naprawdę podstawowe rzeczy, które można znaleźć na pierwszej stronie w Wikipedii, albo pamiętać z biologii, historii czy geografii. Senegal? Bez zbędnego wgłębiania się – silne, szybkie, rosłe chłopy. Kolumbia, szybcy, wyszkoleni, silni. Japonia, szybcy, nieustępliwi. Każdy z tych narodów cechuje też to, że honor jest dla nich ważny. I wcale nie rzecz w tym, że nasi chłopcy mają to gdzieś, chodzi o nastawienie. Patrząc na naszą kadrę mam poczucie, że panowie są zblazowani. Kolumbia, Senegal, a za chwilę Japonia, wychodzą na murawę z szacunkiem, ale bez respektu, wiedzą jak gra nasz zespół i mają rozwiązania w defensywie oraz ofensywie, są agresywni. My? Sflaczałe pomidory, a wszystko wygląda tak, jakby w głowach piłkarzy siedziało – przecież to my, wielki zespół z wielkiego kraju. Tak samo myślą dziennikarze, tak samo myślą przeciętni kibice, bo wpajają im to media.

 

A potem, po wszystkim, te same media rozpoczynają swoje tyrady. Nie ma znaczenia, czy słusznie czy nie, chodzi o to, że pół roku temu nie dostarczyliście dwóch słów realnego stanu rzeczy, słabości zespołu i wielu problemów, które sportowo ma ta drużyna. Dziś natomiast plujecie. Macie prawo robić co chcecie, nie moja sprawa, przykre jest natomiast to, że nagle staliście się wielkimi krytykami, te okładki, tytuły. No tak, ale to się klika. Głupi ja. A potem mówicie, że profesjonalne analizy się nie klikają – a wiecie czemu? Bo nie robicie tego sumiennie, nie dostarczacie merytoryki, a dostarczacie teksty o tym gdzie bąka puścił Lewy, a także co Ania powiedziała mu po pierwszym meczu.

Nie jesteście kibicami, a nawet jeśli, to jak dostarczycie materiału niezbyt miłego dla kolegów z kadry, to nic się nie stanie. Chcę waszej uczciwości wobec ludzi dookoła, a nie poklepywania po plecach swoich ziomeczków z reprezentacji. Sorry, wiem jak to działa, nie jedno w świecie dziennikarskim widziałem. I słusznie obecnie kibice wylewają na Was pomyje, bo to Wy ich oszukaliście, to Wy wczoraj byliście kumplami, a dziś jesteście katem.

Mi to zwisa, mi brakowało u Was rzetelności, bo po kadrze spodziewałem się dokładnie tego, co pokazała. Nie oznacza to jednak, że mając krytyczne zdanie na jakiś temat, nie wspieram, czy nie kibicuję.