AutorSzczepan Radzki

Jak robić lepsze selfie?

2015-01-03 00.06.17

Lubisz fotografię? Powinienem zadać to pytanie nieco inaczej – lubicie wrzucać foty na Instagram, Facebook albo inne portale społecznościowe?

Pewnie. A wyglądają jak badziew? Pewnie. Często są robione telefonem i swoją ręką, więc nie ma opcji, żeby wykombinować coś wielce wielkiego, zbudować inną kompozycję, bo Wasza ręka ma … 70 centymetrów długości. Da się objąć twarz, albo jej kawałek z tym co w tle.

Ah i nie lubicie nosić kilogramów obiektywów, albo w ogóle nie posiadacie aparatu, bo nie jest zbyt mądrym wydawanie np. 2 tysięcy złotych + kasy na obiektywy, aby pstrykać foto żarcia, butów, albo jak robić lepsze selfie?

Nie posiadająć sprzętu (powiedzmy) półprofesjonalnego, posiadając selfiestick czy tylko ramię wychodowane przez własny organizm, da się ugrać coś więcej. A nawet sporo więcej jeśli np. jesteście z tych, którzy mają w głowie #foodporn i muszą pokazywać światu to, co jedzą co kilka chwil (ja bym musiał robić co 7 minut zdjęcie kolejnego batonika, czekolady, a na koniec dnia rosnące cyferki na wadze).

Polecam Olloclip, które kupiłem na początku grudnia. Co to za wymysł? Pisało już o tym kilka osób, a cudeńko można dostać bez problemu choćby zamawiając na stronie producenta (przesyłka to było jakieś śmieszne kilka Euro).

OlloClip to nakładka na telefon, która zwiększa możliwości wbudowanego aparatu. Jak? Cztery (tak naprawdę 2×2) małe obiektywy w jednym małym dodatku (bo tyle jest np. w wersji na iPhone) dają nam szeroki kąt, rybie oko, makro 10x i makro 15x. Nakładamy takie oto coś na telefon i działamy.

Sam kupiłem po to, żeby robić trochę fajniejsze ujęcia pod mojego innego bloga, nieco go ożywić i pokazać kicksy z innej strony i nie jestem zawiedziony. Na chwillę obecną jmniej daje obiektyw szerokokątny, powiększa pole widzenia, ale wykorzytsywałem go przez 6 tygodni rzadko. Pewnie i to się zmieni kiedy będę bawił się np. krajobrazem. Efektownie wypada rybie oko, a efekty z makro zobaczcie na zdjęciach poniżej.

A tu macie jakiś dobry czeski browar miodowy – chyba Primator – wino i kicksy.

2015-01-16 23.39.14

2015-01-14 11.40.26

2015-01-03 00.06.17

2015-01-14 11.41.21

 

IMG_9896

IMG_9820

Warto? Moim zdaniem tak, choć pamiętajmy, że to kompaktowy dodatek do kompaktowego aparatu. Da nam więcej, za przedział 250-300 złotych jest to całkiem sporo, ale nie da tyle, co daje sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

W prostych słowach – do Insta się nada :-)

 

Nie słuchaj porad. Serio. Tej też nie.

main-qimg-f69bf8102017adeb3cb15f20f993c9b1

Zwymiotuję się delikatnie życiem i różnymi scenkami (w sumie miało być przy sobocie, ale gdzieś mi umknął ten wpisy) – bo posłuchałem i poczytałem trochę genialnego Carlina ;)

Ludzie są niemili. Nie słuchajcie ich rad. Nie znają się na Twoim życiu i potrzebach. Ze wszystkich poradników wyciągajcie inspirację, ale nie idźcie ślepo za tym gównem, którym karmi Was (i mnie też) każda książka, albo kolejny domorosły psycholog, trener i znawca.

Mi całe życie mówili, że mam za duże wymagania. Za duże wymagania dotyczące np. kobiet, albo samochodów. Musisz je obniżyć mówili, inaczej będziesz nieszcześliwy. Srał was pies. Nie jeteście mną. Poza tym ta logika kupy się nie trzyma.

Pojedźmy bardzo skrajnie, żeby przykład był latwy. Chcesz mieć samochód, którego prędkość maksymalna to 300 km/h, przyśpieszenie do setki 6 sekund, spalanie 8-10 litrów, zielony i czteroosobowy.

Jakaś głupia persona mówi ci – nie możesz mieć takiego samochodu. Dlaczego? Bo cię nie stać. Ok, no to musisz zarobić. Ta sama głupia persona mówi ci, że nie, nie musisz zarobić, musisz obniżyć swoje wymagania.

Kupujesz więc auto, które spala 12 litrów, jest żółte, prędkość maksymalna to 180 km/h, a do setki rozpędza się siedem miesięcy. Albo co gorsza, jeździsz kurwa autobusem (nie, nie ma w tym nic złego). I słuchasz tego pieprzenia. Tych wszystkich życzliwych, którzy wiedzą co jest dla ciebie lepsze.

Ok, jasnym jak słońce jest, że zarabiając 3 tysiące miesięcznie nie kupujesz Porsche, bo potrzebujesz środka transportu od punktu A do B, a nie niekoniecznie taniego dodania sobie punktów lansu. Myślisz i uczysz się więc znaleźć coś czego potrzebujesz – bezawaryjnego, może niezbyt dużo palącego. O ile tu się można nagiąć, tak w relacjach damsko-męskich naaah. Nie idę na to.

Mam inny przykład. Śluby, czyli generalnie odwołanie do pieprzonej tradycji.

Sam całe szczęście tego nie przeżywam. Ale słucham czasami od znajomych jak to rodzina, rodzice, ciotki, wujki i inne różne życzliwe – kiedy weźmiesz ślub. Kiedy przedstawisz nam swoją wybrankę, chcemy pobawić się na ślubie, już czas. Czy coś.

Tak. Czas. Na to, żebyście skończyli to pieprzenie. Kiedy pobawicie się na przykład na moim ślubie? Jak za niego zapłacicie. W innym wypadku nie jesteście zaproszeni :-) Tak, raz tak powiedziałem, od tamego czasu mam święty spokój.

Odbyłem ostatnio ciekawą rozmowę, której puentą jest – po prostu bądź sobą, bo najgorsze co może się przytrafić to zatracenie samego siebie. Wiesz dlaczego? Bo starasz się dopasować do środowiska, otoczenia ludzi, którzy in the end przelecą cię jak gwiazdor porno kolejną laskę.

Ehem. Serio. A tak w ogóle to znajdź coś co sprawia ci przyjemność i po prostu to rób – tak jak lubisz.

2015 – czyli rok Powrotu do Przyszłości

backtothefuturepart2

2015 to chiński rok zielonej owcy (serio), dwusetna rocznica bitwy pod Waterloo, , Goonies będzie miał już 30 lat, 150 lat od zakończenia Wojny Domowej w USA, Władca Pierścieni kończy 60 lat, tyle samo skończy Disneyland, a o 10 mniej Ford Mustang. Minie też 10 lat od śmierci Jana Pawła II – a to dla wielu Polaków ikiezwykle ważna rocznica.

Ale … dla wielu, wielu, wielu innych, 2015 to także rok Powrotu do Przeszłości II. Bo Back To The Future II 25 lat temu miało pokazać nam przyszłość … przyszłość, w której żyjemy. I jak bardzo mylił się film, a w czym miał rację?

Co prawda mamy już elektryczne samochody, ale film rozminął się mocno z tymi latającymi. Nie ma autostrad nad naszymi głowami. Chyba, że mowa o tych, którymi chmury tną skrzydła samolotów.

w640

Całe szczęście rozminął się także z modą, bo wcale nie mam ochoty chodzić w garnku na głowie, albo spandeksie niczym nurek. Szkoda, że dalej nie mamy w pełni działającej deskolotki.

backtothefuturepart2

w640-1

Choć projekt już jest, latał nim nawet Tony Hawk. Deska nie trafiła jednak do szerokiej sprzedaży – tfu, nie trafiła do żadnej sprzedaży. Mam nadzieję, że niedługo będzie można zabijać się przed sklepami nie tylko o kicksy, ale i o latające deskorolki.

Ciągle czekamy też na samosznurujące się kicksy. Nike wypuści w tym roku Nike Mag i to z tym jednym dodatkiem – czyli power laces. Szkoda. Takich stacji benzynowych też nie mamy.

w640-2

Takich stacji benzynowych też nie mamy.

w640-3

Ani kurtek, które same się suszą. Holograficznych filmów nie ma, tak jak reklam, ale Back to The Future II przewidziało, że wróci moda na 3D.

w640-5

Pepsi Perfect też nie pojawiła się jeszcze na rynku. Nasze drzwi nie otwierają się dzięki odciskowi palca, a w taksówkach w sumie mimo Apple Pay czy płatności zbliżeniowych, także nie możemy zapłacić kciukiem. No i nie mamy też samowyprowadzających psy smyczy.

w640-4

w640-7

w640-6

Ah, nie ma też urządzeń od Black&Decker, które pozwalają … no pamiętacie, zrobić pizzę w 3 sekundy.

Mamy za to namiastkę okularów, które nosił syn Marty’ego – tak, mówię o Google Glass. Możemy kontrolować urządzenia elektroniczne głosem – np. Siri.

w640-8

Zdjęcia robimy za to tak jak Doktor Brown – cieniutkimi aparatami.

w640-9

Możemy też dzwonić za pośrednictwem telewizora. Pamiętacie scenę, w której Marty gra w Wild Gunman i używa rąk? Tak, dzieciaki śmiały się z niego, bo używa rąk. Jakby Kinect?

A tak w ogóle, zauważyliście jak potężny był product placement w Back to The Future? Nike (ciekawe czy?), JVC (okulary i telewizory), Pepsi, Texaco.

 

Adam Michnik? Phi. Maria Czubaszek to ma jaja

adammichnik-papieros-655

A jedynka Wirtualnychmediów donosi dziś o tym, że Adam Michnik palił papierosa na wizji. Wielkie mi halo. Michnik zapalił e-papierosa.

Ustawa o radiofonii i telewizji zakazuje nadawania przekazu handlowego produktów imitujących wyroby lub rekwizyty tytoniowe oraz symboli związanych z używaniem tytoniu – piszą na WM.

Generalnie prosta sprawa, ktoś Adasiowi dał pieniążka, żeby ten zrobił trochę publicity. I robi. Też bym robił. A jak się mylę to trudno, Michnik po prostu palił. Dziwią mnie jednak inne rzeczy.

Rozumiem, że społeczeństwo obywatelskie działa w taki sposób, jak zadziałało w przypadku programu, o którym rozmawiamy. Poczuło się odpowiedzialne, stanęło na wysokości zadania i telegrafem, listem poleconym, pisanym piórem wiecznym czterech panów lub cztery panie – lub jakiś mixt – wysłało do KRRiT donos o tym, że Michnik palił na antenie papierosa.

Ja Cię kręcę – chciałoby się rzec. Może ze względu na to, że jestem lwem, jestem leniwy i wolę błyszczeć niż bawić się w takie pierdoły nie rozumiem komu chciało się podjąć takie działania. Poważnie, chciałbym poznać tych ludzi, którzy stracili swój wolny czas, na to, żeby donieść na gościa. No i … tzn, że KRRiT nie ogląda telewizji, do tego jeszcze PUBLICZNEJ, że trzeba zgłaszać donosy?

Bardziej zastanawia/martwi/jest moim problemem – wybierzcie sobie jedno, jest fakt, że Adam Michnik palił imitację papierosa. Mięczak. Serio. Nie trawię e-papierosów, po pierwsze irytuje mnie jak ktoś jara je np. w kinie twierdząc, że to nie papieros, ale dmucha mi tym badziewiem, albo co gorsza świeci to jeszcze jak zabawka dla małego dziecka. Zjaraj sobie człowieku fajkę prawdziwą, albo w domu wodną odpal, ujaraj się na miesiąc i miej spokój. No i Adaś to miękko się zachował.

Maria Czubaszek to jest prawdziwy twardziel, gdyby była facetem, można by mówić o niej, że ma jaja jak orzechy kokosowe. Zakaz srakaz, prawo srawo. Pani Maria papierosa paliła na wizji u Kuby Wojewódzkiego i pewnie nie tylko u niego, a jak dobrze pamiętam, kiedyś  też otwarcie mówiła, że ma gdzieś zakaz palenia w miejsach publicznych i po prostu pali.

Tak, tak. Jak się bawić to na całego, a nie w biedną, wręcz żenującą imitację. Bo wiecie, za chwilę będzie gadane, że to przecież e-papieros, nie papieros i innego rodzaju pierdoły. A tak poza tym, palenie e-papierosów zamiast papierosów (tak wiem, nie ma substancji smolistych, czy coś i jest zdrowsze), jest jak picie piwa bezalkoholowego (tak wiem, można po nim jechać podobno samochodem), albo samogwałt. Niby orgazm jest orgazm, ale ja jednak wolę z kobietą.

 

Czasem miło jest dokarmić swoje ego i zgnieść karalucha

large__11102242295-2

Trochę sobie ponarzekam.

Macie wokół siebie takich ludzi, którym najchętniej poderżnęlibyście gardło? Na chwilę zamienili się z internetowych klikaczy w rządnych żądnych krwi bestialskich morderców bez serca, sumienia dokonujących dzieła zniszczenia bez najmniejszego zastanowienia i z uśmiechem na twarzy?

Urodzi się taki, który generalnie mógłby trafić pod nóż Dextera, albo na celownik snajpera sił specjalnych. Taki robak, pierdolony, malutki, jebany uwierający kamyczek w bucie, którego akurat nie możecie rozwiązać, zdjąć i pozbyć się wkurwiającego nic nie znaczącego badziewia.

I uwiera, ciśnie, denerwuje, wpieprza się wszędzie gdzie się tylko da. Nie może taki kamień zająć się leżeniem na ziemi, albo karaluch chodzeniem po kanałach. Tak jak człowiek tego pokroju nie może zajmować się swoimi sprawami, musi wsadzić nos w twoje. MUSI, inaczej jest chory. I chodzi i truje i interesuje się rzeczami, które nie mają na niego wpływu, robi ci pod górkę.

Urodzi się taki pajac, albo pajacka, a powinno to być topione jak niechciane koty. Ludzkość powinna wynaleźć wpierdalaczometr. Dziecko byłoby poddawane testom jak bardzo wkłada nos w nie swoje sprawy i powinno być eksterminowane. Jak robaki.

Nie pcha to ludzkości do przodu, tylko zatrzymuje w miejscu. I najgorsze jest to, że nikt temu jednemu i drugiemu karaluchowi nie powiedział, że tak właśnie jest i powoduje to tylko wzajemne obrzucanie się błotem i problemy dla wszystkich stron. Ale … tak właśnie skonstruowany jest świat, tak na przykład pokazuje go serial House of Cards, doniesieniach z frontu, książek i filmów szpiegowskich, często opartych na faktach.

A psychologowie mówią, że koncentrowanie się na sobie jest oznaką wyższości. To znaczy, że cały pieprzony świat jest jednak niższy. Albo ktoś poważnie się myli i wywody, że masz być lepszy są gówno warte.

Ale … każdy, sportowiec, szpieg, biznesmen, nawet jak walczy, koncentruje się na sobie, na swoich celach, na rozwiązaniu swoich problemów, kłopotów i rozterek życiowych. Nie traci czasu i energii na pajaców i pajacki, które wtrącają się w jego sprawy, tylko idzie do przodu.

Mimo wszystko jednak, miłym gestem i prezentem dla własnego ego jest poderżnąć komuś gardło za to, że jest fiutem.

Kocham Instagram. Tyle ładnych zdjęć.

social-media-419944_1280

Podobno szeroko pojęty seks w reklamie (komunikacji) nie sprzedaje.

A gówno prawda. Bo Instagram i to co się tam dzieje, udowadnia, że półnagie ciała cieszą się tam ogromnym zainteresowaniem. Podobnie jak po prostu ładne zdjęcia – nagle cały świat przypomniał sobie, że estetyka (nawet w niektórych momentach wręcz nierealna) jest istotna.

Kocham tą społecznościówkę, podobnie jak Twittera. Bije na głowę FB.

Wchodzisz i jest trochę jak na Twitterze, na początku nie wiesz za bardzo o co chodzi i wydaje ci się to głupie. Na Twitterze stukasz 140 znaków, potem ktoś mówi o #, a inny o @. Na Insta jest to samo, ale zamiast znaków masz zdjęcia.

Uwielbiam go. Ale momentami mam wrażenie, że zamiast Instagram, powinniśmy zacząć używać nazwy – pokaż swoją pupę. Albo ewentualnie im ładniejszą masz buzię, tym więcej osób będzie cię obserwowało choć każde twoje zdjęcie jest dokładnie takie samo. Albo ewentualnie #PornoGram.

I mówi pisze to gość, który wpieprza na Instagram zdjęcia swoich butów.

Ale. Każdy zdrowy facet takie narzędzie przynajmniej raz, jak nie dwa, zacznie przeglądać Insta i szukać fajnych lasek.

Nie na darmo powstał na Instagramie hashtag #polishgirl, gdzie znajdziemy wszystkie bardziej i mniej urodziwe niewiasty. Np. Jen Selter czyli najbardziej znane pośladki na Instagramie.

Lekko na marginesie. Nie rozumiem momentami fenomenu, o którym już wspominałem. Niektóre fajne marki, albo ludzie nie mogą zbudować dużej popularności na Instagramie, a szesnastolatka, której co 99 na 100 zdjęć to selfie w tym samym pieprzonym pokoju z tym samym śmiesznym dywanem na podłodze i obrazkiem Justina Biebera na ścianie. Różnica jest tylko taka, że głowę ma obróconą w inną stronę. Serio. Jestem w stanie pojąć foodporn, gdzie co chwilę mamy inne żarcie, jestem w stanie pojąć foty z siłowni, samochodu, ale DOKŁADNIE to samo zdjęcie z czterema miliardami przechyleń głowy, to dla mnie jakiś absurd. Patrzysz w statystyki – 5765 obserwujących. Albo co gorsza 75k.

Jacek Gadzinowski strzela zdjęciami z całego świata, ma 12 obserwujących z czego 8 martwych. Przesadzam, bo ma ponad 2 tysiące.

Clifton beach #sa #southafrica #capetown best foodies soon #journey with #jovitravel

A photo posted by Jacek Gadzinowski (@jackgadovsky) on

No ale, zaczynasz. Jest jedna, druga, trzecia. Klikasz lubię to, klikasz obserwuj. Patrzysz, w polecanych nagle pojawiają się zdjęcia trochę bardziej rozebranych panienek niż te, które znalazłeś. Nigdy nie trafisz na nic erotycznego, albo pornograficznego. Takiej opcji nie ma, ale zaczyna się robić goręcej.

I tak klikasz i klikasz, aż w końcu Twój kolega pisze: ej ziomuś, fajne zdjęcia polubiłeś na Insta ostatnio.

Nagle jest i on. Profil – nazwijmy go umownie – Ciekawe komary amerykańskie. A tu jedna, druga, trzecia pokazuje trochę więcej ciała niż ciuchów, które ma na sobie. Myślisz sobie – blogerka modowa (za szafiarkę w pejoratywnym znaczeniu ostatnio oberwałem) i promuje nowe spodenki wielkości gumki od majtek. Ale nie, okazuje się, że ma 14 lat i pochodzi z Pcimia. Podpis pod zdjęciem, które sama do ludzi zarządzających profilem wysłała, niezła suka, fajna dupa, dobre ciałko szturchałbym.

I jest ich coraz więcej. Profilom z ładnymi dziewczątkami przybywa obserwujących tak szybko jak wielkie podatki płacimy, z których nigdy nic sensownego nie będzie.

Seks w reklamie nie sprzedaje? I nie chodzi o samą czynność, ale o nagość, erotyzm, pożądanie. Instagram ze swoimi zdjęciami i liczbą lajków i obserwujących profile ładnych dziewczyn, udowadnia, że praktycznie nic się nie zmieniło.

Tak, upraszczam. Tak, sam też obserwuję kilka ładnych dziewczyn. Jestem w końcu prostym facetem.

Kilka rzeczy, których nie wiesz o Kevinie

tumblr_mjoi6cuJ3R1ripsiao1_1280

Kevin Sam w Domu już nigdy nie będzie taki sam.  Generalnie święta zniknęły z listy to-do po tym jak 24 grudnia większość z nas spędziła kilka godzin na oglądaniu kultowego już filmu.

A czy wiesz wszystko o Kevinie? Sprawdź. Ja nie wiedziałem, ale fajnie, że kiedyś udało mi się dokopać do tej wiedzy.

Tarantula na twarzy Daniela Sterna

Chyba jeden z najlepszych momentów filmu i tych, które pamiętamy najlepiej. To była prawdziwa tarantula. Na prawdziwej twarzy Daniela Sterna. Serio. Stern zgodził się, aby położyć pająka na nim, ale tylko raz. Scena była zagrana perfekcyjnie. Aha i aktor nie mógł krzyczeć tylko udawać. Dlaczego? Bo krzyk mógł wystraszyć pająka.

tumblr_mjoi6cuJ3R1ripsiao1_1280

Stern to w ogóle niezły gość. W scenie chodzenia po śniegu Stern ma na nogach gumowe stopy, ale … gdy przechodzi przez okno i następuje na bombki jest już boso. Bombki nie były jednak ze szkła, tylko ze … hmm … sztucznego szkła czyli tak zwanego sugar lub candy glass

Robert De Niro odmówił roli Harry’ego

Jak wiecie zagrał ją Joe Pesci. Nic dziwnego, że już kilka razy mówiłem, że to De Niro grał małego bandytę, bo wiedziałem, że tak właśnie miało być.

Playboy

Playboy, który Kevin znajduje w kufrze swojego brata jest z lipca 1989 roku. Miss była wtedy Erika Eleniak. Oto Erika.

erika

Kevin nie miał prawa zjechać na sankach ze schodów

Może inaczej. Zjechać mógł, ale generalnie nie przejechałby przez drzwi. Zatrzymałby się na framudze po prawej stronie, a nie wyskoczył na dwór niczym z katapulty.

Screenshot 2014-12-25 10.48.03

Screenshot 2014-12-25 10.49.54

Co więcej, Macaulay Culkin oczywiście nie wykonywał tego numeru sam. Tak samo sam nie spadł z półką w pokoju swojego brata. Zresztą zjazd na linie do domku na drzewie to też nie sprawka Kevina. Te numerki wykonywał 30-latek, kaskader, Larry Nicholas. Ciekawe jest to, żę facet był… tego samego wzrostu co 9-letni Culkin. Widać to dokładnie właśnie we wspomnianym zjeździe na linie.

Tej sceny nie dało się zrobić z udziałem Nicholasa

Screenshot 2014-12-25 10.53.38

Po prostu się nie dało. W scenie musiał występować młodociany gwiazdor kina. A nikt przecież nie podejmie decyzji, żeby na Culkina spuścić kilkutonowy samochód i próbować zatrzymać go zaledwie kilka centymetrów od dziewięciolatka. Naaah. Niemożliwe. Jak więc kręcono, mimo wszystko, niebezpieczną scenę? Od tyłu. Culkin stał przy aucie krzycząc, a samochód się cofał. Potem puszczono ją … od tyłu i wyszła od przodu.

Ciekawe jest to, że podobno wszystkie próby były beznadziejne, udała się tylko jedna. Oczywiście, ta która jest w filmie. No i pewnie dlatego jest w filmie.

Proste? Jak drut.

Fikcyjny film

Angels with Filthy Souls – film, który ogląda Kevin to fikcja. Został stworzony specjalnie na potrzeby Home Alone.

Śnieg

Pamiętacie padający śnieg chwilę po przebudzeniu się Kevina w łóżku rodziców? Taki to śnieg jak ja mam 201 centymetrów wzrostu. Z ‚nieba’ padały płatki … ziemniaków. Tak, to były czasy, kiedy nie można było posadzić gościa przed komputerem i powiedzieć mu – wygeneruj w swoim laptopie za 300 dolarów śnieg, potwora z Loch Ness, dwóch nowych aktorów, przedłuż mi penisa i jeszcze do tego wszystkiego zmniejsz alimenty. Nooooope. Trzeba było kombinować i improwizować, dlatego zamówiono potato flakes, podobne do tych, których użyła Alex, aby zrobić prezent Joeyowi w serialu Joey (tak, wiem w Polsce oglądało go osiemnaście osób, czyli o jedną więcej niż jest fanów koszykówki spod znaku Tauron Basket Ligi).

Dziewczyna Buzza

To chłopak. Serio. Potrzeba było przecież kogoś naprawdę okropnego, ale jaka (nawet ucharakteryzowana) chciałaby pozować do takiej fotografii? No właśnie.

John Candy

Nie był może najistotniejszą postacią w filmie, ale jako ciekawostkę można podać fakt, że sceny z jego udziałem nagrano w jeden dzień. Nawet niecały, bo trwał 23 godziny.

Blizna

W scenie kiedy dwóch bandytów (słodziaki) wiesza Culkina na drzwiach, Joe Pesci (ten mniejszy, wiecie trochę legendarny aktor) tak mocno wczuł się w rolę, że podczas jednej z prób odgryzienia palców Kevina, naprawdę go ugryzł. Tak mocno, że Culkin do tej pory ma bliznę.

Efekty specjalne

Budżet Kevina był malutki. Nikt nie chciał wydać na niego pieniędzy, więc zatrudniono gościa, który efekty dorabiał w garażu w domu swojej mamy. Brał po kilka setek za pracę. Wiecie, latające głowy w kuchni etc. Generalnie w scenie, w której Kevin strzela w głowę Daniela Sterna z wiatrówki, nasz grafik domalował ‚kulę’ w całości klatka po klatce – za 600 dolarów.

homealonegif6

Miłego oglądania następnym razem :-)

P.S. Strona jest w lekkiej przebudowie, więc wybaczcie trochę braków :-)

Małego przedsiębiorcę trzeba zgnoić

1418477185_thumb.jpeg

Co za kraj.

Walczmy o prawa, górników, pielęgniarek, małych kotków, homoseksualistów, lekarzy i nauczycieli, pieprzmy przez kilka miesięcy o krzyżyku w klasach szkolnych czy też napadach na tle rasowym.
 
Gówno, za przeproszeniem, kogo obchodzi co rządzący tym krajem robią ze mną i setkami tysięcy małych przedsiębiorców prowadzących jednooosobowe albo dwu-trzy osobowe działalności gospodarcze. 

 
A jesteśmy traktowani jak ta miła i przepiękna młoda dama, która za swój czas poświęcony na cielesne igraszkach jest wykorzystana w każdy możliwy sposób, bo to tu, to tam coś się omsknęło. 

Generalnie ma się do nas o takie o podejście. 

Nikt w pieprzonych mediach nie zająknie się, że rządzący naszą piękną Polską, za naszymi plecami wymyślili sobie kolejny sposób, żeby legalnie ukraść nasze ciężko zarobione pieniądze.

Gdzie jakikolwiek głos o tym, że przedsiębiorcy nie będą za chwilę mogli odliczać pełnego vatu, bo jakiś pajac wymyślił, że ja oszukuję kraj i np. mój telefon jest wykorzystywany do spraw służbowych, ale też prywatnych. Że komputera używam w ten sam sposób, itd, itp. A zaczęło się oczywiście od tego, że vat od paliwa jest rozliczany tylko w połowie. Bo moje auto służbowe jest też wykorzystywane w sprawach prywatnych. Mam jedno auto, w 100% służy mi do spraw służbowych, w prywatnych nie opłaca im się nim jeździć. Dlaczego ktoś chce mnie usilnie przekonać, że jest inaczej, a do tego jeszcze kopie mnie w dupę?! 

Zaraz ktoś mi powie, że jęczę. Ta, może i jęczę. Ale pewnie bym nie jęczał, gdyby wielkie zakłady nie dostawały zniżek na każde pierdnięcie, a Tesco, Real, Auchan, Biedronka czy Careffour nie dostawały zerowego podatku, bo dają ludziom pracę. Ja też daję pracę – sobie i być może jeszcze kilku osobom, z którymi współpracuję etc.

Były nasz premier Donald Tusk walczył od kilkunastu miesięcy o to, aby twórcy płacili podatek dochodowy od 100% przychodu. Czyli zarabiam 100 złotych i płacę 18 czy 19 złotych podatku. Do tej pory jest tak, że płaciło się od 50 procent przychodu, a reszta traktowana była jako koszt uzyskania przychodu. Dla bogatych nie ma różnicy, dla tych zarabiających 2 czy 3 tysiące, to poważna strata. Ruchają nas na każdym kroku, bo nas nikt nie słucha, bo nikogo nie interesuje co mali przedsiębiorcy mają do powiedzenia – przecież prowadzą własny biznes i zarabiają miliardy monet.

Kiedyś, całkowitym przypadkiem, miałem przyjemność porozmawiać ze świetnym ekonomistą, doradcą prezydenta Brazylii. Powiedział mi, że Polska nie wpadła w kryzys, bo trzyma ją mały i średni biznes. A teraz krok po kroku jest zabijany, bo (trochę włączam teorię spisku) góra nie może go kontrolować.

I w mediach cisza.

W telewizji, prasie, radiu i każdym zasranym portalu internetowym mówi się o kolejnej ideologicznej walce o cholera wie co. Mówi się o tym, jak to Tusk nie umie powiedzieć po angielsku zwrotu, którego nawet Anglik nie zna, a Ewa Kopacz ma zdjęcie gdzie krzywo wyszła, albo konwencji PO.

O właśnie, a podczas niej padają takie słowa jak

Demokracja to rządy ludu.

Nóż mi się w kieszeni otwiera jak to słyszę, bo przecież oni robią sobie co chcą nie patrząc na nas.

A potem jest jeszcze zdanie, które pani premier kieruje do Jarosława Kaczyńskiego:

Pan nie rozumie zwykłych ludzi.

Nieważne dla mnie do kogo to powiedziała, ale mówi jakby sama rozumiała. Widać, że tak jest, choćby po próbach i zmianach właśnie uderzających w tych małych przedsiębiorców. 

I gada też o klimacie, wspólnocie. Normalnie jak w kościele. Tak dobrze wszyscy chcą, a tak czuję się zgwałcony i wykorzystany.

 

Polak w LVMH to tak jak Kubica w F1, czyli krótka historia sukcesu

1

Poznajcie gościa, o którym w niedługim czasie będą pisały topowe portale w Polsce, Dzień Dobry TVN będzie robiło research na jego temat, Onet będzie dawał go na top, Gazeta Wyborcza przeprowadzi poważny wywiad na temat różnic pomiędzy poszetką, a butonierką, a już jest typowany do blogera roku. Blogerzy, hejterzy i #TypowiPolacy zaczną liczyć ile zarabia i oblewać go szlamem, bo robi coś, czego oni nie potrafią.

Ma 22 lata. Ewa Stepnowska, może mu powiedzieć – zazdroszczę. Nie wiecie kim jest Ewa Stepnowska? Dziewczyna trafiła z warszawskiej ASP do Marka Jacobsa. Była tam na stażu.

A Kuba? Nie był na stażu u Marka Jacobsa, tylko w Piazza Di Moda odpowiada za dział mody męskiej, a w butiku Tombolini doradza jak się ubrać prezesom banków, politykom, czy znanym sportowcom. To on powie Wam, że warto na nogi włożyć np. buty Yanko. Nie studiuje w Warszawie, ale we Wrocławiu na UE na kierunku Brand Management. Jest trzy lata młodszy od Stepnowskiej, ale w swojej branży nie ma równych. Olivier Janiak robi sobie z nim selfie, a jego blog – Gentlemenfashion.pl jest jednym z najlepiej czytanych w Polsce blogów o modzie męskiej.

Poznałem tą historię kompletnym przypadkiem. Siedzieliśmy na kawie. Ja z błyskiem w oku opowiadałem mu o Jordanach, on mi z podobnym ogniem o garniturach, koszulach i krawatach. Rozumiemy się, bo on grał w kosza, chodzi na mecze, a mój charakter zmusza mnie do posiadania w szafie stroju na kilka okazji.

I nie, nie jesteśmy szafiarkami czy tam szafiarzami. My nie kupujemy, nie wkładamy, nie przebieramy i nie błagamy firm, aby dawały nam gratisy, bo opiszemy to na blogu. O sobie mówił nie będę, ale wiem, bo znam go dość dobrze, że Kuba ma pasję i cele, które chce osiągać. I co najważniejsze wie jak to robić.

Kubą Roskoszem, bo o nim mowa, zainteresowały się cztery literki. LVMH.

1

Mówią Wam coś? A znacie takie marki jak Moet & Chandon, Dom Perignion, Mercier, Krug, Ruinart? To szampany. Może więcej i mi i Wam powie np. Hennessy. Lepiej, prawda? Jestem zwolennikiem whisky, a nie koniaków, ale wiem, że Hennessy to jeden z najlepszych tego typu trunków na  rynku. Belvedere? Wiadomo, wódka. Całkiem podobno niezła. Są i moi faworyci – Glenmoriange i Ardberg. Lecimy dalej. Christian Dior, Givenchy, Kenzo, Sephora, Tag Hauer, Zenith, Hublot, Bulgari i oczywiście Louis Vuitton.

Wiecie co łączy te marki? Wszystkie należą do grupy LVMH, czyli Lous Vuitton Moet Hennessy. Generalnie LVMH to jeden z największych producentów dóbr markowych. Inni to Kering, (wcześniej PPR – Pinault-Printemps-Redoute; czyli Gucci Yves Saint Laurent, FNAC, etc.), Prada i Richemont.

Kuba od tych pierwszych otrzymał jakiś czas temu informację, że jedna z bardziej znanych marek należąca właśnie do grupy LVMH interesuje się jego osobą, osiągnięciami i chętnie widzieliby go w swoim zespole.

Jeśli ktoś nie siedzi w świecie mody, to dla porównania. Zainteresowanie i ewentualną pracę Jakuba Roskosza w grupie LVMH jest porównywalne do gry Marcina Gortata w NBA, angażu Rafała Jucia (pierwszy scout z Polski w NBA, szeroko opisywana historia m.in. przez Gazetę Wyborczą, czy TVN) czy ścigania się Roberta Kubicy w F1, przewodniczenia Polski w Unii Europejskiej. Serio. To jest ten kaliber.

Aha, a w wolnym czasie gość biega i ostatnio zrobił np. maraton.

Najgorszy zawód świata? Weź idź posprzątaj w Ikei

Window-Cleaning

Ten gość, ten Bear Grylls  – tak mam wrażenie, że to pseudonim artystyczny – co to niby wykonuje najgorszą pracę na świecie, to się nic nie zna. Serio.

Facet babra się w błocie, lata po jaskiniach za nietoperzami, wyciaga zdechłe szczury z jakiegoś miasteczka, o którym zapomniał świat. A wystarczy przyjechać do Polski i objąć funkcję premiera rządu. Nie ma bardziej niebezpiecznego zawodu. Nie wierzycie? Naczelnik w więzieniu ma łatwiejszą pracę – jemu chce zrobić kuku kilkudziesięciu, może kilkuset gości. W Polsce, prawie 40 milionów obywatel, chętnie wykonałoby na nim pewnie kilka ruchów znanych z Mortal Kombat.

Nie mówcie, że nie mam racji… gość uciekł z kraju i pojechał za robotę za granicę.

Dlatego idziemy dalej i mimo tego, że Grylls mówi o najniebezpieczniejszych zawodach na świecie (jaki jest, już wiemy), ja idę w stronę najtrudniejszego. Discovery zainspirowało mnie do znalezienia czegoś w tej kategorii. I już przy pierwszym podejściu – we have a winner.

Nie ma gorszej roboty na świecie niż sprzątanie w Ikei. Tak wiem, pewnie 98% z Was w ogóle nie pomyślało nigd o tym, że w Ikei ktoś sprząta. No bo po co!?

Biedna kobieta lata po całym, wielkim sklepie i sprząta. I nie, nie wyciera podłogi, nie myje myjką elektroniczną szyb. Ktoś powie – to jest jak sprzątanie w hotelu. Nie, nie jest. W hotelu mamy generalnie takie same pokoje, gość przyjedzie i wyjedzie, masz do wyczyszczenia trzy rzeczy na krzyż, przebranie pościeli. A ta biedaczka sprząta jak w domu.

No bo wiecie jak wygląda Ikea. Co dwa metry nowy pokój, nowa kuchnia, inna łazienka i jest tego od ciula i ciut, ciut. Ona po prostu dzień w dzień sprząta setki mieszkań. Musi podnieść, wytrzeć, ustawić, przestawić. Ja od dwóch tygodni nie mam czasu posprzatać w domu, albo jak już mam czas, to nie chce mi się i myślę, że skoro syfu nie widzę, to go nie ma, a ona … dzień w dzień sprząta w kółko tę chatę i jeszcze nawet nie może usiąść i odpocząć w mieszkaniu, w którym lata ze ścierą. Najgorszy zawód świata.